#ŁódźJestNasza: Łódzka PO zakłada ruch miejski, czyli samorządowa organizacja pozarządowa „Kocham Łódź”

Kocham Łódź
Kocham Łódź fot. Zorro2212/Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0

Kosma Nykiel

„Profesjonalny ruch miejski” Stowarzyszenie „Kocham Łódź” wyskoczyło niczym Filip z konopi i wprawiło łódzkie środowisko społeczne w osłupienie, połączone z niedowierzaniem, zdziwieniem i oburzeniem. Nietrudno jednak sprawdzić, kto za nim stoi – trudniej za to jednoznacznie stwierdzić, jaki jest jego cel. Podejmuję się jednego i drugiego. Zapraszam do lektury.

31 stycznia w Łodzi pogoda była dość sprzyjająca. 9 stopni nad kreską, czasowe przejaśnienia. Idealny moment, by założyć stowarzyszenie – i to o nie byle jakiej nazwie. Hasztag „Kocham Łódź” był używany od dłuższego czasu przez Urząd Miasta Łodzi. Zaczęło się od hasła promocyjnego kampanii prezydenckiej Hanny Zdanowskiej, a potem fraza spowszechniała i były ozdoby świąteczne, ramki do zdjęć przy rozmaitych festiwalach i grafiki na miejskim Fejsbuku. Był też fanpage – jeden z wielu promujących Łódź, a w szczególności dokonania obecnej administracji, bezkrytycznie przedstawiane w samych superlatywach.

Co?

31 stycznia w KRS zarejestrowano nową łódzką organizację pozarządową – Stowarzyszenie Kocham Łódź (SKŁ). Wszystko przeszło niezauważone aż do 8 kwietnia, kiedy to dawny fanpage Kocham Łódź na FB został wyczyszczony, a opis strony zmieniony. Z opisu można dowiedzieć się wszystkiego.

Z miłości do Łodzi fot. źródło FB
fot. źródło FB

Ach, jak wspaniale – można rzecz. Łódzkie społeczeństwo obywatelskie rośnie w siłę, pojawia się kolejna niezależna inicjatywa dla miasta.
No niestety, niekoniecznie.

Kto?

Na stronie KRS można sprawdzić skład zarządu. Nazwiska całkiem dobrze znane – ale nie wywodzą się one ze środowiska społecznego.

Przewodniczącym Stowarzyszenia jest Paweł Bliźniuk, członek Platformy Obywatelskiej, jeden z najbliższych współpracowników Hanny Zdanowskiej, były radny łódzkiej Rady Miasta (2010 – 2018), także jej wiceprzewodniczący. Wiceprzewodniczącym – Michał Chmielewski, dyrektor Wydziału Gospodarowania Majątkiem UMŁ. Skarbnik to Adam Góra, p.o. zastępcy dyrektora Wydziału Zarządzania Kontaktami z Mieszkańcami, a pozycję sekretarza zajmuje Paweł Arabski, ekspert ds. rozwoju miejskiej spółki ŁSI, niegdyś podinspektor w wydziale nabywania i zbywania nieruchomości UMŁ i asystent społeczny posłanki PO Małgorzaty Niemczyk, a także członek obecny Koła Aktywności PO – której niegdysiejszym liderem był Paweł Bliźniuk, szef Stowarzyszenia.

Naturalnie, organizacja ma też swoją Komisję Rewizyjną. Jej członkami są Adam Wieczorek – radny z ramienia PO od 2010 roku, dziś także wiceprezydent miasta Łodzi i szef Koła Aktywności, Krystian Wolnicki – pracownik UMŁ (brak aktualnych danych na stronie UMŁ, natomiast w 2012 pracował w Wydziale Zarządzania Kryzysowego i Bezpieczeństwa, a w 2018 w Wydziale Sportu), niegdyś asystent prezydent Zdanowskiej, oraz Marcin Kopytek (zastępca dyrektora Miejskiego Zespołu Żłobków i bliski współpracownik Wieczorka).

Przy zapoznaniu się ze składem kierownictwa, nietrudno jest wysnuć definicję, czym jest profesjonalny ruch miejski. Otóż jest nim ruch, kierowany przez partyjną i magistracką wierchuszkę, rządzącą Łodzią od 10 lat. Ważną cechą członka profesjonalnego ruchu miejskiego jest członkostwo w Kole Aktywności Łódź Platformy Obywatelskiej, od lat nazywanego przez łódzkie media „bezpośrednim zapleczem prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej” i bycie zawodowym pracownikiem UMŁ i licznych miejskich spółek (polecam zapoznać się z historią zatrudnienia Panów, dostępną publicznie na LinkedInie i Goldenline).

Koło Aktywności_Kocham Łódź
fot. źródło FB

Kiedy zajrzymy na media społecznościowe organizacji, można domyślić się kolejnych członków Stowarzyszenia – ich tweety są przekazywane dalej przez oficjalne konto. Oprócz Bliźniuka i Chmielewskiego (bez zaskoczeń) jest Katarzyna Wachowska i Joanna Budzińska – radne łódzkiej PO i wedle samodeklaracji, członkinie Koła Aktywności PO. Jedno z łódzkich stowarzyszeń podziękowało za udzieloną pomoc członkom SKŁ: Ewie Bujnowicz (łódzkiej radnej PO), wspomnianej Wachowskiej, Marcinowi Kosowi (członek rady nadzorczej Centrum Medycznego im. Rydygiera i zastępcy dyrektora Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych Urzędu Miasta – podległego prezydentowi Wieczorkowi) i Adamowi Głuszkowskiemu (który pełni funkcje dyrektora ds. handlowych w miejskim ZWiKu). Znowu ten sam krąg ludzi.

Po co?

W mojej opinii powołanie SKŁ nie jest przypadkowe. Zebrałem w głowie kilka możliwych celów, które wcale nie muszą się wzajemnie wykluczać. Jednym z nich może być stworzenie tratwy ratunkowej na wypadek zatonięcia dziurawego okrętu pt. Platforma Obywatelska. Tajemnicą nie są fatalne notowania kandydatki PO na prezydenta Kidawy Błońskiej, ani względne dystansowanie się Hanny Zdanowskiej od swojej partii-matki – w wyborach startowała przecież jako kandydat własnego komitetu, podobnie jak wszyscy radni, będący dziś w klubach PO, Nowoczesnej i SLD. Nie zdziwię się, gdy Koło Aktywności PO stanie się de facto nowym ugrupowaniem, firmowanym autorytetem i popularnością Hanny Zdanowskiej, startującym za kilka lat w wyborach samorządowych przeciwko niedobitkom PO z innych frakcji. Pożyjemy – zobaczymy.

SKŁ nie byłoby jedynym takim przypadkiem w Polsce. Dosyć znanym przykładem może być gdańskie stowarzyszenie Wszystko dla Gdańska. Założone zostało przez ówczesnego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza w 2018, po opuszczeniu przez niego Platformy Obywatelskiej, której członkiem był od 2001 do 2015 (powodem były nieprawidłowości w jego oświadczeniu majątkowym). Parę miesięcy później Adamowicz, jako kandydat WdG, ponownie wygrał wybory na prezydenta Gdańska. Po jego tragicznej śmierci, jako kandydatka WdG, wygrała Aleksandra Dulkiewicz.

Jak pisze portal NaTemat.pl:
Niemal przez 20 lat swojej prezydentury w Gdańsku Adamowicz był związany z Platformą. Przed ostatnimi wyborami samorządowymi poróżnił się jednak z liderami tej partii. Część PO nie chciała go poprzeć w walce o kolejną kadencję w ratuszu (oficjalnie partia wsparła na prezydenta europosła Jarosława Wałęsę).
Adamowicz założył więc przed wyborami stowarzyszenie „Wszystko dla Gdańska” i kandydując z jego list ponownie wygrał prezydenturę. W radzie miasta Gdańsk zasiadło 6 radnych związanych ze stowarzyszeniem, a w ratuszu pracują jego działacze. […]
Beata Dunajewska, była radna PO, a obecnie przewodnicząca klubu „Wszystko dla Gdańska” w radzie miasta (także wiceprzewodnicząca całej rady), deklaruje w rozmowie z naTemat, że stowarzyszenie nie zamierza rezygnować z działalności publicznej.
– Teraz jest odpowiedni czas, żeby trochę się wyciszyć, ale w marcu mamy wybory do rad dzielnic. Będziemy wystawiać swoich kandydatów – mówi nam Dunajewska, zastrzegając, że WdG nie jest partią i nie ma mowy o upolitycznianiu tych wyborów. – Nie zamierzamy też przekształcać się w partię – podkreśla.

Bezpartyjne stowarzyszenie założone przez najbliższe otoczenia prezydenta miasta? Hm, gdzieś to już słyszałem… Jednakże WdG nie tytułowało się ruchem miejskim – otwiera to więc kolejne scenariusze.

Druga możliwość to stworzenie koncesjonowanego ruchu miejskiego – tak jak w PRL funkcjonowała koncesjonowana opozycja, a jeden (śp.) minister zakładał stowarzyszenia zajmujące się ochroną zwierząt i środowiska, a składały się one z myśliwych i drwali, by legitymizować swoje działania poparciem społecznym. Nie jest tajemnicą, że UMŁ nie szła współpraca ze wszelkiej społecznikami i niezależnymi organizacjami pozarządowymi tworzonymi przez mieszkańców Łodzi. Wielu z tych, którzy zaczęli pracę w urzędzie, nie wytrzymali starcia z twardogłowym urzędniczym betonem. Ci, którzy z UMŁ współpracowali przy rozmaitych projektach, skończyli albo wystrychnięci na dudka z ich inicjatywą przejętą przez UMŁ i zmienioną wedle bieżących politycznych potrzeb, albo zasypani pustymi obietnicami, albo z pozornymi perspektywami zmian, które w zasadzie niczego gruntownie nie zmieniły. Dlatego – czemu nie stworzyć własnego ruchu miejskiego, z którym można by się tak fajnie zgadzać i zyskiwać (pozorne) poparcie społeczne dla własnych projektów? Strach się bać, jakie będą wyniki wszelkich konsultacji społecznych, gdy koncesjonowani społecznicy z SKŁ będą masowo wysyłać formularze konsultacyjne… Mimo wszystko, trzeba przyznać, że to trochę falstart, bo cały zarząd SKŁ to ludzie pracujący w UMŁ lub/i członkowie PO.

Czym jest w ogóle ruch miejski? Nie ma jednej definicji tego zjawiska, ale jest kilka wyróżniających je cech. Jak pisze Mateusz Kokoszkiewicz:
Najważniejszą, wyróżniającą je cechą jest ich oddolność i dość daleko posunięta zasada działania nie dla zysku: fundusze, które się pojawiają, pełnią u nich funkcję pomocniczą. Łączy je też zorientowanie na sprawy dziejące się w przestrzeni miejskiej, a do tej pory jakby osierocone przez władze, biznes i trzeci sektor – wchodzą one co prawda w obszary ekologii czy kultury, które mają swoje ruchy społeczne, ale koncentrują się na niewypełnionych lukach, odpowiadających jednak na żywotne potrzeby mieszkańców.

Ruchy korzystają z rozmaitych form działania, ale słowem kluczem jest rozmowa. Debata, konferencja, kongres, spotkanie, zebranie, wywiad… – na tym skupia się działalność praktycznie każdej inicjatywy. Ścieranie się poglądów, intelektualny ferment i wzajemne wysłuchiwanie jest wartością nadrzędną. Ruchy piszą pisma do władz, informują mieszkańców o ich działaniach, uczestniczą w konsultacjach społecznych, wnioskują o dostęp do informacji publicznej. Próbują narzucić nowe tematy, podważają utarte schematy, krytykują rozwiązania zastane i proponują nowe. Ruchy starają się też wpłynąć na media, by tematy ważne dla mieszkańców uczynić przedmiotem dyskusji powszechnej. Namiętnie wykorzystują też media społecznościowe.

Patrząc na to, kto zakłada SKŁ, trudno oczekiwać, że jest to inicjatywa oddolna. Dziwi też fakt, że SKŁ chciałoby się zajmować tematami osieroconymi przez władze miasta – szczególnie, że jej członkowie i zarząd TO władze miasta. Jakby nie patrzeć, SKŁ trudno nazwać prawdziwym ruchem miejskim. Ale to nie znaczy, że ta organizacja wymyka się schematom i definicjom.

W literaturze fachowej organizację o takim charakterze nazywa się GONGO – government-organized non-governmental organization. Portal ngo.pl definiuje ją jako „organizacje tworzone przez rząd (bądź samorząd lub instytucje im podległe) w celu pozyskania dodatkowych funduszy (zarezerwowanych dla organizacji pozarządowych) lub w celu przeniesienia realizacji pewnych zadań (z mniej lub bardziej szczytnych pobudek) na organizacje pozarządowe kontrolowane w pełni przez powołujące je do życia urzędy”. Nie da się ukryć, że definicja pasuje dosyć dobrze, póki co.

Niekwestionowanym mistrzem w tworzeniu takich organizacji jest Rosja, jak wiadomo ostoja demokracji w regionie. Jedna z organizacji, World Without Nazism, regularnie oskarża państwa byłego ZSRR o odchylenia neo-nazistowskie. Członkami tego stowarzyszenia są rozmaite persony powiązane z Kremlem, a także aktywiści mniejszości rosyjskich z Mołdawii, Łotwy, Ukrainy czy Litwy (często będący na tak eksponowanych stanowiskach, jak Tatiana Żdanok, łotewska europosłanka). Albo, kiedy trzeba, inny GONGO atakuje Białoruś, by wywrzeć konkretną presję na naszych sąsiadach lub publicznie legitymizuje rosyjską okupację Krymu. Taki urzędowy ruch miejski będzie świetną PR-ową kontrą do łódzkich społeczników, którzy często oprotestowują decyzje podejmowane na Piotrkowskiej 104. „Patrzcie, mamy poparcie społeczne, np. Stowarzyszenia Kocham Łódź!”.

GONGOsy często pośrednio kompromitują inne, prawdziwe organizacje pozarządowe poprzez kompromitację samej idei społeczeństwa obywatelskiego – przecież skoro organizacja A i B jest od kogoś zależna i działa w niewiadomym interesie, to przecież te niezależne C i D pewnie też nie są święte. A obniżenie zaufania społecznego do organizacji pozarządowych tylko wspomaga upadek demokracji i społeczeństwa obywatelskiego. Warto dodać, że w 2018 komisja amerykańskiego Senatu ds. stosunków międzynarodowych uznała GONGOsy za globalne zagrożenie dla demokracji. Widać, że o konstytucji, demokracji i budowaniu społeczeństwa obywatelskiego krzyczą najgłośniej ci, którzy jej nie szanują. Jak to mawiają korwiniści – PiS, PO – jedno zło. Oni byli symetrystami, zanim stało się to modne.

Jest jeszcze trzecia opcja, po co powstało SKŁ. Jak głosi polskie przysłowie – jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. A organizacje pozarządowe od czasu do czasu biorą udział w konkursach organizowanych przez urząd – jak, chociażby, prowadzenie kampanii promocyjnej budżetu obywatelskiego. Czy SKŁ, złożone ze współpracowników Zdanowskiej, będzie aplikować o miejskiej granty? Czy urzędnicy zasiadający w komisjach konkursowych rozdzielających środki publiczne będą je przyznawać organizacji, w której zasiadają ich szefowie albo radni? Jak to ponoć powiedział jeden z łódzkich polityków, „sztuką jest zrobić sobie kampanię za miejskie pieniądze„. I zaczęto już wprowadzać to w życie – na profilu członkowie stowarzyszenia, a zarazem radni miasta, rozdają maseczki mieszkańcom – maseczki kupione przez miasto. Czy jeśli założyłbym fikcyjne stowarzyszenie Kocham ABCD, to czy UMŁ przekazałby mi pulę maseczek do rozdawania?

Co dalej?

SKŁ to arcyciekawy twór na łódzkiej scenie politycznej. Z uwagą należy obserwować ich poczynania – oraz miejskie przetargi i granty. Może się okaże, że powyższe cele są nieprawdziwe, a prawdziwym celem stowarzyszenia jest apolityczna, mlekiem i miodem płynąca Łódź, niczym ze snu miejskiego aktywisty?

Tekst pochodzi z blogu Kosmografie – Kosmy Nykiela.

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

Obywatele KOntrolują

Być może zainteresują Cię również:

Obywatele KOntrolują

Foliarze

Są ludzie, którzy obawiają się telefonii komórkowej nowej generacji. Zobaczcie kim są! Poznajcie ich obawy i troski!!!…

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.