Czy szybka moda szybko przeminie? Problem z fast fashion

bluzki na wieszakach
fot. wirestock na Freepik

Za każdym razem, gdy przechadzamy się po galeriach handlowych, może nam wpaść w oko ciuch z nowej kolekcji. Coś, co niedługo potem się nam znudzi lub zniszczy, co będziemy musieli wymienić na coś nowszego. Na tym właśnie opiera się fast fashion. O wadach tego systemu dyskutuje Unia Europejska.

Fast fashion polega na masowej produkcji ubrań inspirowanych luksusowymi domami mody. Zdarza się, że nawet w dniu premiery najdroższych światowych kolekcji rozpoczyna się produkcja ich o wiele tańszych odpowiedników przeznaczonych dla masowego odbiorcy. Szybka moda ma jednak o wiele więcej wad niż zalet i dlatego Unia Europejska postanowiła rozpocząć debaty na jej temat. Jej celem jest wypracowanie rozwiązań motywujących producentów do zrównoważonej produkcji ubrań, bez szkód dla środowiska i z poszanowaniem praw człowieka.

Ile kupujemy, ile wyrzucamy?

Podstawową regułą każdego biznesu jest fakt, że popyt napędza podaż. Potentaci odzieżowi są świadomi, że klienci kupują coraz więcej i lubią w każdym sezonie nosić coś nowego. Co roku na całym świecie ludzie kupują nawet 80 miliardów ubrań (przyjmując, że na Ziemi jest 8 miliardów osób, na każdego człowieka przypada więc 10 nowych ubrań rocznie).

Fast fashion z chęcią wychodzi naprzeciw oczekiwaniom klientów – sieciówki co rusz wypuszczają nowe kolekcje – np. Zara – ponad 20 kolekcji w roku, a H&M – kilkanaście.

W ciągu roku skutkuje to niewyobrażalną skalą produkcji – wytwarza się w tym czasie około 100 miliardów sztuk odzieży.

Nowe kupujemy, a stare? No właśnie. Wyrzucamy? Niestety, co roku wyrzuca się na świecie 92 miliony ton ubrań – to tak, jakby co sekundę wyrzucać na śmietnik pełną śmieciarkę ciuchów.

Ciemna strona fast fashion

Gdyby chcieć zastanowić się nad zaletami szybkiej mody, moglibyśmy wymienić przystępne ceny, szybką wysyłkę, łatwą dostępność, duży wybór… Na tym jednak zalety się kończą. Wad jest o wiele więcej. Zacznijmy od wad samej produkcji.

Wady na etapie produkcji

Fast fashion bezpośrednio negatywnie wpływa na środowisko naturalne. Mało kto wie, że aby wyprodukować jedną bawełnianą koszulkę, potrzeba aż 2700 litrów wody – to tyle, ile jeden człowiek powinien wypić w ciągu dwóch i pół roku. Co więcej, nie da się tych koszulek tak po prostu zafarbować – potrzebne są do tego specjalne środki, a część z nich zawiera takie substancje jak rtęć czy ołów. Najpierw szkodzą one pracownikom, a następnie, ze szkodą dla najbliższych ekosystemów, często trafiają do rzek. Nie zapominajmy także o materiałach, w celu pozyskania których masowo wycinane są drzewa w dżunglach – firmy fast fashion uwielbiają wykorzystywać tanią wiskozę, którą tworzy się z pulpy drzewnej.

Oczywiście nie wszystkie ubrania są zrobione z mniej lub bardziej naturalnych materiałów – byłby to za drogi interes. Fast fashion opiera się także na syntetycznych włóknach, w produkcji których używa się m.in. pochodnych ropy naftowej. Takim materiałem jest na przykład poliester.

Skupmy się jeszcze na chwilę na pracownikach – często wyzyskiwanych, otrzymujących głodowe stawki za pracę ponad siły.

Godzinowa stawka szwaczy (a najczęściej szwaczek) w Bangladeszu to 30 centów. Żeby zarobić na życie, muszą przepracować kilkanaście godzin dziennie…

Dla firm zlecających uszycie ubrań liczy się przede wszystkim szybkość dostaw – szwalnie nie mogą więc stanąć nawet na jeden dzień. Z tego powodu, gdy w 2013 roku pracownicy kompleksu Rana Plaza w Bangladeszu zgłaszali, że boją się pracować w budynku, w którym widać pęknięcia na ścianach, kazano im normalnie pracować. Budynek zawalił się – zginęło tam ponad tysiąc osób, a ponad dwa tysiące zostało rannych.

Wady na etapie dalszej dystrybucji

Po szybkiej produkcji ubrania trafiają do sklepów stacjonarnych i internetowych. Co piąta wyprodukowana rzecz nigdy się jednak nie sprzedaje, a tylko 1% produkowanej odzieży podlega recyklingowi. Co więc dzieje się z ubraniami, których nikt nie kupił? Rozwiązania są dwa. Pierwsze – palenie. Niektóre firmy, jak np. Burberry czy H&M, przyznawały się do spalania niesprzedanej odzieży. Taka opcja była według nich bardziej korzystna. „Chronili ekskluzywność marek”, paląc ubrania, zamiast sprzedać je taniej lub przekazać osobom potrzebującym.

A drugie rozwiązanie? Wyrzucanie. Niektóre ubrania trafiają szczęśliwie do second-handów, ale niestety nie wszystkie. Odzież kumuluje się na dzikich wysypiskach – jak na przykład na pustyni Atakama w Chile, gdzie rocznie trafia około 60 tysięcy ton ubrań, z czego tylko 15% to ubrania wcześniej przez kogoś noszone. Nie lepiej sprawa wygląda w krajach afrykańskich.

Tylko do wysypisk w Kenii co roku trafia 37 milionów sztuk odzieży, m.in. z krajów Unii Europejskiej.

Podobnie jest, gdy ubrania zostaną zakupione przez konsumentów. Odzież fast fashion jest bardzo słabej jakości – szybko się mechaci, niszczy, łatwo i szybko się w niej pocimy, bo sztuczne materiały „nie oddychają”. Przez to bardzo często wymieniamy takie rzeczy na nowe. A co robimy ze starymi? Sprzedajemy, oddajemy albo po prostu je wyrzucamy. Dla nas jest po kłopocie. Ziemia męczy się z tym dłużej, bo nasze poliestrowe bluzki mogą się rozkładać na pobliskim wysypisku nawet przez 50 lat.

Unia chce walki z szybką modą

Z ekologicznego i etycznego punktu widzenia fast fashion ma właściwe same wady.

Z tego powodu 1 czerwca 2023 roku Parlament Europejski zdecydował, że należy ograniczyć, a w dłuższej perspektywie właściwie zlikwidować nadprodukcję odzieży. „Za” takim rozwiązaniem zagłosowało 600 osób, a „przeciw” – 17.

No dobrze, a co właściwie miałoby się zmienić?

planach jest m.in. zakazanie niszczenia i palenia niesprzedanej odzieży, wprowadzenie paszportu produktowego (dzięki któremu konsumenci wiedzieliby, czy produkcja danego ubrania nie miała negatywnego wpływu na środowisko), nałożenie na firmy obowiązku sprawdzania, czy w ich szwalniach nie wykorzystuje się dzieci do pracy.

Według nowych wymogów ubrania powinny być również trwalsze, nadające się do recyklingu oraz łatwe do ewentualnego naprawienia.

Zakazany ma też zostać greenwashing, czyli tak zwane zielone kłamstwo. Polega to na mijaniu się z prawdą i przekonywaniu klientów, że firma działa w sposób ekologiczny i zrównoważony. Przykładem greenwashingu są działania wspomnianego H&M, które kreuje się na sieć proekologiczną za pomocą linii ubrań Conscious, która ma powstawać w sposób przyjazny dla środowiska. Aż samo nasuwa się tutaj pytanie – czy jest to więc jedyna linia odzieży tej marki, która powstaje w zgodzie z naturą?

Czy opisane wyżej unijne plany wejdą w życie? Jeszcze nie wiadomo – choć Parlament zadecydował, że z fast fashion trzeba walczyć, sposoby tej walki będą omawiane (i zapewne modyfikowane) ze wszystkimi państwami członkowskimi. Zanim więc zaczną obowiązywać jakiekolwiek zmiany, minie pewnie parę lat. Lepiej późno niż wcale.

Prywatna walka z fast fashion

Co możemy zrobić my, konsumenci, aby nie napędzać szybkiej mody? Przede wszystkim kupować ubrania dobrej jakości, które nie zniszczą się po dwóch praniach. Zwracać uwagę na metki i wybierać odzież pochodzącą z naturalnych materiałów, a nie z pochodnych ropy naftowej zawierających mikroplastik. Warto też szukać na metkach kraju pochodzenia – jeśli zobaczymy tam np. Bangladesz, możemy się jedynie domyślać, jakie warunki panują w tamtejszych szwalniach.

Czy istnieje firma odzieżowa, która naprawdę działa w zrównoważony sposób i można brać z niej przykład? Tak, Patagonia – to pierwsza firma, która zdecydowała się na korzystanie wyłącznie z bawełny ekologicznej i która co roku przekazuje 1% swoich zysków organizacjom charytatywnym (od lat 80. przekazała w ten sposób około 90 milionów dolarów na ratowanie zasobów Ziemi). Firma zasłynęła także ze sprzedaży używanych ubrań swojej marki, a także z ofert ich naprawy. Wszystko po to, aby każda część odzieży mogła być używana tak długo, jak to tylko możliwe.

Pamiętajmy, że jeśli nie chcemy kupować nowych ubrań, możemy także kupować ubrania z drugiej ręki lub w second-handach. W ten sposób z odrobiną szczęścia można znaleźć rzeczy dobrej jakości i w dobrej cenie.

Nasze prywatne wybory realnie przekładają się na podaż w sieciowych sklepach odzieżowych, których działalność niszczy środowisko naturalne, przyczynia się do tworzenia dzikich wysypisk ubrań i niewolniczej pracy szwaczek. Przed zakupem kolejnej poliestrowej koszulki warto zdać sobie z tego sprawę.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 201 / (45) 2023

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Ekologia # Świat # Zdrowie Chcę wiedzieć

Przejdź na podstronę inicjatywy:

Co robimy / Chcę wiedzieć

Być może zainteresują Cię również: