Rozmowa

Nasze prawo

Sławomir Woźniak
fot. archiwum domowe

Krzysztof Korzempa

Nr 3 (2020)

O konieczności zmiany prawa i swojej społecznej walce z nieuczciwymi urzędnikami opowiada Sławomir Woźniak ze Stowarzyszenia Nasze Prawo.

Sławomir Woźniak — urodzony w 1975 roku. Mieszka z rodziną w Jaksicach. Inżynier budownictwa. W 2016 roku wraz z grupą mieszkańców gminy Inowrocław powołali do życia Stowarzyszenie „Nasze Prawo”. Walczą z nepotyzmem, kumoterstwem i utrudnianiem dostępu do informacji publicznej; podobnie jak Jan Śpiewak, wielokrotnie pozywany przez urzędników do sądu ze sławnego artykułu 212, dotyczącego zniesławienia.

Czym się zajmujesz zawodowo i społecznie?

Jestem inżynierem budownictwa i pracuję jako kierownik budowy przy kilku projektach. Założyłem również wraz z innymi osobami i prowadzę Stowarzyszenie NASZE PRAWO, którego misją jest działanie na rzecz dobra wspólnego mieszkańców powiatu inowrocławskiego i powiatów sąsiednich.

Co skłoniło Cię do założenia Stowarzyszenia Nasze Prawo? Jakie cele przed sobą stawiacie?

Do podjęcia się obywatelskiej kontroli władzy skłoniły mnie okoliczności, które zauważyłem w relacjach między obywatelami a urzędami w Inowrocławiu. Widziałem wszechobecne w samorządzie nepotyzm, kolesiostwo i cwaniactwo. Niektórzy samorządowcy kosztem mieszkańców załatwiali swoje prywatne interesy. Nie akceptuję takiego zakłamania.

Nie zamierzałem tolerować urzędnika, który w żaden sposób nie pogłębia zaufania do państwa, a wykorzystując ludzką słabość czy też krzywdę, działa na szkodę innych. Dlatego postanowiłem zacząć na takie sytuacje reagować.

Czy nie masz czasami wrażenia, że w III RP prawo i sądy stały się już tylko i wyłącznie narzędziami ochrony interesów osób posiadających władzę lub duże pieniądze?

Moim zdaniem podstawową sprawą jest to, że my obywatele zakładamy, poprzez szereg przekazów medialnych, że sądy są niezależne. Tak przecież nie jest.

Sądy są zależne od lokalnych i ponadlokalnych układów. A im mniejsza miejscowość, tym bardziej zależność taka jest widoczna. Także politycy mieli i mają wpływ na wymiar sprawiedliwości poprzez te lokalne struktury. Sądy nie podlegają w Polsce żadnej kontroli obywatelskiej pomimo takich zapisów w Konstytucji RP. Obywatele nie mają żadnej możliwości oceniania, czy sędzia jest dobry, czy zły.

Społeczeństwo nie ma możliwości kontrolowania tego, co robią sędziowie. Tym bardziej że sędziowie przecież wybierają się między sobą. W tej chwili jest to układ zamknięty, który pod płaszczykiem niezawisłości i prawa może zrobić z obywatelem wszystko.

Bezsprzecznie, co też widać w mediach, największą politykę uprawia się właśnie w sądach. Wśród polskich sędziów funkcjonuje większa presja wewnątrzgrupowa niż presja na bycie przyzwoitym i wydawanie sprawiedliwych wyroków. Bo w tej chwili sędzia, który pracuje solidnie i uczciwie może dostać od swoich kolegów i koleżanek etykietę „człowieka Ziobry”. Znam taki przypadek.

Czy spotkałeś się ze zjawiskiem przemocy prawnej?

Oczywiście, że się spotkałem. Po to są narzędzia takie jak artykuł 212 Kodeksu Karnego (dotyczy przestępstwa zniesławienia – przyp. red.), aby właśnie wykluczać czynnik obywatelski z kontroli funkcjonariuszy publicznych. Po to właśnie jeden przepis może być interpretowany inaczej przez każdego sędziego. Skomplikowane i niejasne prawo umożliwia prawnikom nadużywanie tego prawa. Polskie prawo i polski wymiar sprawiedliwości mają niebywały potencjał zastraszania, którego nigdy nie powinny mieć w demokratycznym kraju. Jest to pozostałość po systemie zbudowanym na wzór postkomunistycznego systemu represji. Co ważne są ludzie, którzy potrafią z tego korzystać dla budowania swojej pozycji. Dostałem kiedyś przedsądowe wezwania o zaprzestanie naruszania dóbr osobistych. W ciągu trzech dni od siedmiu osób. Od urzędników. Chyba nie uwierzysz w to, że działali bez porozumienia? Wszystkie pisma były napisane na „jedno kopyto”. Przypuszczam, że napisał je ten sam radca prawny.

W sądach bywa, że sędziowie próbują „kneblować” świadków, którzy chcieliby się podzielić posiadaną przez siebie wiedzą na temat kontekstu sprawy, tak żeby zeznania tych świadków nie mogły zaburzyć z góry narzuconej narracji. Widziałem wielokrotnie takie sytuacje. Sądzę, że czasami sędziowie robią to po to, żeby oszczędzić sobie pracy. Ale czasami po to, żeby nie „podpaść” lokalnemu układowi. Wykorzystuje się luki prawne, żeby zamknąć usta niewygodnym świadkom. W pełni się zgadzam z tym, że w Polsce kwitnie przemoc prawna i są prawnicy wyspecjalizowani w takich działaniach.

Co myślisz o paragrafie 212 Kodeksu Karnego. Dlaczego mimo apeli wielu organizacji, w tym Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, nie został on dotąd zlikwidowany?

Osoby publiczne, kiedy decydują się na pełnienie takiej funkcji, powinny się liczyć z tym, że będą kontrolowane i krytykowane. Mogą im być wytykane nawet potencjalne lub domniemane naruszenia prawa. Na tym polega kontrola obywatelska. Jeżeli funkcjonariusz publiczny nie działa w sposób klarowny i przejrzysty, to buduje wokół swojej aktywności obraz bezprawia. I taka osoba powinna się liczyć z tym, że będą pojawiać się różnego rodzaju spekulacje dotyczące jej postawy etycznej. Natomiast u nas politycy i urzędnicy nauczyli się używać pozwów z artykułu 212 Kodeksu Karnego oraz pozwów o naruszenie dóbr osobistych do cenzurowania debaty publicznej i kneblowania wszelkiej krytyki ich działań. Dodatkowo wyrok karny zamyka ofierze takich manipulacji z użyciem sądu możliwość pracy w wielu zawodach, ale także pozbawia prawa do kandydowania w wyborach. Osoba skazana traci potencjał polityczny. W takim przypadku ewidentnie chodzi o wykluczenie człowieka z życia publicznego. Straszenie sprawą i w konsekwencji wyrokiem jest u nas powszechnie stosowaną szykaną.

Minęło już trochę czasu od rozpoczęcia realizacji reformy wymiaru sprawiedliwości. Co myślisz o tej reformie?

Z mojego doświadczenia przed sądami mogę Ci powiedzieć że, tam gdzie były pieniądze, tam była wygrana. Niezależnie od przedstawianych faktów, racji i dowodów. Wzbudzało to we mnie zdziwienie. Widziałem, jak sędzina dokonywała werbalnej demonstracji siły wobec świadka po to, żeby uniemożliwić mu wypowiedzenie się i przedstawienie swoich argumentów, choć powinna dociekać bezstronnie prawdy.

W poruszanym wcześniej przypadku uniemożliwiając świadkowi przeprowadzenie swojego wywodu, sąd nie pozwolił tym samym na przedstawienie prawdy. Brałem też udział w sprawie, w której sędzina najprawdopodobniej nie przeczytała nawet pozwu, ponieważ nie miała pojęcia, co ten pozew zawierał.

Cześć sędziów, których mogę wymienić z imienia i nazwiska, jest rodziną decydentów z naszego samorządu. I to w mej ocenie zawsze miało wpływ na rozstrzygnięcia — zarówno w tych dotyczących życia politycznego, jak i w sferze biznesowej.

Reforma sądownictwa jest absolutnie konieczna. Ale nie może mieć ona tylko charakteru wymiany kadr i przejęcia przez PiS władzy nad kolejnym działem państwa. Trójpodział władzy musi być zachowany. Może trzeba na pewien czas bardzo zintensyfikować nadzór nad sądownictwem, ponieważ aparat represji z poprzedniego systemu ma tam ciągle zbyt duże wpływy, ale na dłuższą metę sądy powinny być całkowicie niezależne. Nie może dojść do całkowitego zawłaszczenia władzy przez partię rządzącą. To byłby zły scenariusz.

W tym miejscu zgodzę się też z wieloma osobami z życia publicznego, że wprowadzenie czynnika obywatelskiego w wyborze sędziów oraz kontroli ich pracy podniosłoby poziom sprawiedliwego orzecznictwa.

Czy próby oddolnego wprowadzania zmian systemowych mogą mieć w Polsce jakiekolwiek szanse powodzenia?

Szanse na to, żeby wygenerować falę, za którą pójdą tłumy i doprowadzą do znaczących zmian systemowych, są w naszym społeczeństwie raczej małe. Wpływ na to mają uwarunkowania historyczne z okresu PRL i postkomuny, gdzie dobrze rozwinął się aparat inwigilacji i tępienia oddolnych inicjatyw społecznych. Począwszy od roku 1989 postępujący marketing polityczny, wzorujący się na handlu, przy jednoczesnym manipulowaniu przekazem medialnym ma znacznie większe szanse niż praca u podstaw bez tych narzędzi. Ma znaczenie fakt, że w procesie manipulowania opinią publiczną stosuje się wyśmiewanie ludzi podejmujących oddolną aktywność obywatelską. Często w celach dezinformacyjnych stosowana jest też gra pozorów. Powstają projekty udające oddolność, a służące w swej istocie roztrwonieniu ludzkiego zapału i pokazaniu, że aktywność społeczno-polityczna nie ma w Polsce sensu.

Promuje się procedury pseudodemokratyczne i ludzi będących statystami, a nie faktycznymi mężami stanu. To szkodzi (bo i taki ma cel) autentycznym działaniom oddolnym. Jednak pozyskując kolejne doświadczenia w pracy społecznej, nieskromnie stwierdzam, że takie osoby jak ja są potrzebne w życiu publicznym, gdyż nasze działanie wprowadza równowagę w celowo deformowanym obrazie fundowanym przez polityków obejmujących funkcje urzędników. Ponadto jako społecznik daję przykład dla młodego pokolenia, które nienasycone wartościami doby przemian ustrojowych z mniejszym zahamowaniem może tworzyć nową jakość w życiu społecznym i politycznym. A to w przyszłości może się przełożyć na nową jakość w polskiej polityce.

Co z twojej perspektywy poradziłbyś Polkom i Polakom, chcącym patrzyć władzy na ręce?

Bycie społecznikiem to jest, jakby nie patrzyć, bycie buntownikiem. Będąc społecznikiem, nie da się też uniknąć wchodzenia w obszar polityki.

Przykładem tego jest Jan Śpiewak, którego działania są oczywiście upolityczniane. I tak będzie w przypadku każdego społecznika dotykającego spraw ważnych dla funkcjonowania wspólnoty lub demaskującego czyjeś brudne interesy. Społecznik staje się w odbiorze decydenta, którego działaniom się przygląda, po prostu jego oponentem politycznym. I tak jest traktowany. Trzeba mieć twardy kręgosłup moralny i nie wolno się wycofywać. Trzeba walczyć. Trzeba konsekwentną pracą budować swój autorytet. Wycofanie się pod wpływem zastraszenia spowoduje, że zepsujemy swój wizerunek.

Trzeba od teorii przejść do praktyki. Najłatwiejszą drogą jest wcześniejsze przygotowanie się przez czytanie o metodach, którymi posługują się politycy. Te metody to także ośmieszanie, wywieranie wpływu, psucie czyjejś opinii, rozpowszechnianie plotek. To się zwykle odbywa w sposób schematyczny. I trzeba się na to przygotować. Trzeba upubliczniać tylko informacje, które są ugruntowane i potwierdzone. Najlepiej opierać się na kilku źródłach. Jeśli komuś coś zarzucamy, to warto mieć na to dowody na papierze.

Do jakich organizacji pozarządowych można zwrócić się o pomoc w prowadzaniu działalności strażniczej? Z jakimi organizacjami pozarządowymi Ty współpracujesz?

Na pewno Sieć Obywatelska Watchdog Polska. Oni mają precyzyjnie i bardzo dobrze rozpracowane sprawy związane z dostępem do informacji publicznej i tą wiedzą chętnie się dzielą. Polecam konsultacje z panem Szymonem Osowskim. Jest to człowiek kompetentny i pomocny. Organizacja robi kawał dobrej roboty. Warto ich wspierać finansowo.

Mam też kontakt z organizacją Court Watch Polska z Torunia. To młodzi ludzie, którzy próbują jakoś wpływać na ten „beton sądowy”, tak żeby sądy stały się miejscami bardziej transparentnymi i przyjaznymi dla obywateli. Być może w odniesieniu do młodych sędziów ich praca przyniesie korzyści. Bo w odniesieniu do starej kadry moim zdaniem nic się nie zmieni. Co najwyżej będzie jakaś gra pozorów. Court Watch Polska prowadzi ciekawe szkolenia dla społeczników. Wprowadziło też wokandę obywatelską, dzięki której każdy z nas może lepiej poznać mechanizmy funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości.

Są też w Polsce fajne inicjatywy lokalne nastawione na pomoc ludziom w różnych problemach życia codziennego. Wystarczy się rozejrzeć. W większości przypadków takie inicjatywy wywodzą się z krzywdy danej społeczności, która zjednoczyła się broniąc swoich praw i specjalizuje się w określonej dziedzinie. Na przykład, kiedy bogaty przedsiębiorca postanawia wybudować mieszkańcom obok domów jakiś uciążliwy zakład — chlewnię albo ogromny kurnik. Firma z dużą ilością pieniędzy jest w stanie „przepchnąć” taki projekt w samorządzie, nawet jeśli jest on wątpliwy co do spełniania obowiązujących przepisów i norm. Na płaszczyźnie ogólnopolskiej w tym zakresie pomocna może być Koalicja Społeczna STOP FERMOM. Natomiast lokalną organizacją, która może nam pomóc w takiej sytuacji, jest Stowarzyszenie PRĄDKI NASZ DOM. Organizację tworzą mądrzy i pomocni ludzie, którzy chętnie dzielą się swym doświadczeniem.

Przyglądając się takim lokalnym inicjatywom, niezłym pomysłem byłoby połączenie wszystkich tych w organizacji o różnych celach działania w taki sposób, aby w każdym samorządzie było stowarzyszenie specjalizujące się w danym wypracowanym przez siebie zakresie, ale mogące sięgać do bazy doświadczeń pozostałych.

Czego Ci życzyć w Nowym Roku?

Może nie tyle mnie ile nam. Pokoleniu naszemu i pokoleniu naszych dzieci. Tego, żeby ludzie w Polsce nie byli bierni. Żeby nie patrzyli na rzeczywistość tylko przez obraz szklanego ekranu i wszyscy tylko klaskali albo płakali w narracji podawanej przez medialnych spin doktorów. Żeby obserwowali rzeczywistość wokół nich i starali się mieć na nią wpływ. Żeby nie godzili się na role statystów w czyimś filmie. Chciałbym, żeby Polacy nie tylko gadali, że jest źle i że trzeba coś zrobić, ale żeby zmieniali wokół siebie rzeczywistość. Kwintesencją moich życzeń mogą być słowa piosenki „Przeżyj to sam” z repertuaru zespołu „Lombard”. Tego nam życzę.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 3 (2020)

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Społeczeństwo i kultura Obywatele KOntrolują

Być może zainteresują Cię również:

Groundswell Rising

Obywatele KOntrolują

Gaz łupkowy – szansa czy śmierć?

„Groundswell Rising” to poruszający dokument o ludziach zaangażowanych w protest przeciwko wydobyciu gazu łupkowego. Ludziach z różnych środowisk, z różnych stron sceny politycznej, zatroskanych rodzicach, naukowcach, duchownych i liderach biznesu. Wszyscy oni stają do walki z systemem przedkładającym zysk nad zdrowie, obnażają postępowanie koncernów i ich potężny wpływ na politykę. W tej walce Dawida z Goliatem stale towarzyszy im myśl, że muszą chronić zdrowie i środowisko, dziś i dla przyszłych pokoleń. Wydobycie gazu łupkowego stało się problemem moralnym.

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.