fbpx

Felieton

#DzikieJestPiękne: Czy mamy prawo zabijać niedźwiedzie?

Bear with 3 spring cubs
fot. "Bear with 3 spring cubs 6 19 2014 2" by KatmaiNPS is licensed under CC BY 2.0

Na początku maja 2021 w Rumunii książę Emanuel von and zu Liechtenstein zabił uznawanego za największego w Europie niedźwiedzia Arthura. Wybuchł skandal, gdyż arystokratyczny łowca trofeów z Austrii miał zezwolenie na zabicie niedźwiedzicy z młodym, które to podchodziły niebezpiecznie blisko osad ludzkich, a nie na wielkiego samca stroniącego od ludzi. Mieszkańców Rumunii ogarnął narodowy gniew, zawrzało w internatach, zagotowało się w mediach. Padały słuszne argumenty o konieczności całkowitego zakazu polowań dla trofeów, w szczególności na objęte ochroną niedźwiedzie. Ich populacja w Rumunii jest największa w całej Europie. Szacunkowe dane mówią o co najmniej 5000 osobnikach żyjących na wolności (w Polsce jest ich 110).

Rzeczywiście na górskich szlakach jest ich dużo i widok miśków wynurzających się z lasu na szosę, albo na szlak do rzadkich nie należy. Mieszkańcy terenów górskich i podgórskich, a te obejmują znaczną część kraju, otrzymują na telefony ostrzeżenia o tych zwierzętach schodzących w doliny. Nieraz widziałam w wiadomościach relacje z niedźwiedziami przechadzającymi się spokojnie ulicami Brasova – jednego z większych rumuńskich miast.

W całym tym zamieszaniu spowodowanym zastrzeleniem największego samca tego gatunku, umknęła uwadze jakże ważna informacja – o samicy i jej młodym. To na ich zamordowanie miał glejt pan von and zu Liechtenstein, od nich opłacił legalne podatki i swym dzielnym czynem miał uratować lokalną ludność od bestii grasującej w zagrodach… Oraz od jej dziecka.

Gdyby to te dwa nieszczęsne zwierzęta dosięgła jego szlachetna kula, pies z kulawą nogą by się o sprawie nie dowiedział. Mieszkańcy przestaliby się nerwowo rozglądać wychodząc po zmroku, książę oddaliłby się, do swego austriackiego zamku unosząc dwa tzw. trofea, ktoś by na tym zarobił – wszyscy byliby zadowoleni. Traf chciał, że księcia poniosła żądza zdobycia skóry XXL. I rozpętała się burza. Reperkusje i nieprzyjemności będą się ciągnęły za księciem dość długo. Oprócz hejtu w Internecie, oprócz oficjalnego dochodzenia (prince twierdzi, że to nie on zabił Arthura), złej sławy w mediach, musi teraz borykać się także z wizytami przeciwników polowań pod murami swojego zamku. Ponoć zostawiają mu oni „pachnące” pamiątki z wbitymi w czubek miniflagami Rumunii. Niby nic, pierwszy deszcz to zmyje, jednak zdjęcia ludzi załatwiających swoje potrzeby pod zabytkowymi murami zostaną w sieci na zawsze. Jak i zła sława. Karma wróciła dość szybko.

Chciałam jednak zwrócić waszą uwagę na sprawę niedźwiedzicy, która miała być odstrzelona w majestacie prawa. Czy naprawdę jest to jedyny możliwy sposób zapewnienia bezpieczeństwa i spokoju mieszkańców? Dziennikarze badający sprawę zwracali uwagę, że gospodarze, którzy zgłaszali konieczność odstrzelenia niedźwiedzicy, nie mieli elektrycznego, ani w ogóle żadnego ogrodzenia, nie mieli psów obronnych, nie wystąpili o pokrycie strat do żadnego urzędu. A więc nie zrobili nic, by niedźwiedzica nie dostała się do ich gospodarstw. Sprawa grubymi nićmi szyta.

Można też postawić pytanie, dlaczego niedźwiedzie schodzą do dolin, dlaczego buszują w śmietnikach? Odpowiedź jest raczej oczywista – są wypierane ze swoich naturalnych siedlisk przez masowe wycinki lasów i przez zabudowę. Dodatkowo w gospodarczych lasach zbyt mało jest pożywienia, a zostawianie odpadków koło domów zwabia niedźwiedzie w pobliże ludzi. Problem stanowi także nasilający się ruch turystyczny, w szczególności off-roadowy. Tu niestety Polacy wyróżniają się niechlubnie, coraz bardziej masowo rozjeżdżając rumuńskie góry. Niestety znaczna część widywanych w sezonie letnim grup terenówek ma polskie rejestracje. Turyści ci zachowują się jak zdobywcy, wjeżdżają wszędzie gdzie się da i gdzie się nie da, na forach internetowych wzajemnie się informują, gdzie można nielegalnie zanocować w dzikich ostępach. Mnie za nich jest po prostu wstyd.

Czy jednak receptą na to ma być wyrok śmierci dla tych pięknych zwierząt? Niszczymy miejsca, które dla nich są domem, a potem zabijamy, gdy zbliżają się do naszych.

Bear
„Bear” by ahisgett is licensed under CC BY 2.0

Stosunek człowieka do zwierząt ewoluuje poprzez wieki i jest różny, w zależności od miejsca i czasu. Olga Tokarczuk w swoim eseju „Maski zwierząt” pisze: „W przedsokratejskiej Grecji obowiązywał trilog. Były to trzy proste nakazy sformułowane przez Pitagorasa i jego uczniów: czcij rodziców, czcij bogów owocami, szczędź zwierzęta”. Później jednak wielu filozofów sytuuje zwierzęta poniżej człowieka, odmawiając im praw i dając człowiekowi nad nimi władzę. Wśród nich można wymienić choćby Arystotelesa, Tomasza z Akwinu, Kartezjusza czy Kanta. Dopiero Jeremy Bentham, osiemnastowieczny filozof, zwrócił uwagę na to, że nie jest ważne, czy zwierzęta mogą rozumować, ale czy mogą cierpieć. Myśl tę rozwinął współcześnie żyjący australijski filozof i etyk Peter Singer, autor książki „Wyzwolenie zwierząt”. Argumentuje w niej, iż normy moralne nie powinny odnosić się jedynie do ludzi, lecz do wszystkich istot, które zdolne są odczuwać cierpienie. Jego zdaniem nie ma dobrych powodów pozwalających nam na używanie zwierząt do zaspokajania naszych potrzeb.

Wracając do problemu niedźwiedzi rodzi się pytanie – czy niszcząc ich dom mamy prawo w obronie własnych dóbr do nich strzelać?

Marzy mi się świat, gdzie człowiek nie zabija niepotrzebnie zwierząt, a darzy je szacunkiem i otacza dyskretną opieką. Gdzie nie ma nie tylko wielkich i okrutnych hodowli zwierząt na mięso, mleko, jajka, na futro, nie ma laboratoriów testujących na mniejszych braciach leki czy kosmetyki, ale nie ma też delfinariów, rekinariów, nie ma nawet domowych terrariów, czy wystaw, gdzie paradują psy z okaleczonymi uszami i ogonami. Nie ma ptaków zamkniętych w klatkach. Nie ma tresury w cyrkach. Będę w mych marzeniach radykalna – w tym świecie nie ma także gatunków uprzywilejowanych, na których karmę hoduje się inne zwierzęta. Nie ma piesków na smyczach, ani ubranych w kubraczki kotów.

W tym idealnym świecie żyją dzikie i wolne zwierzęta, nie niepokojone przez ludzi. A ludzie zachowują się, uwaga… jak zwierzęta – czyli współistnieją w równowadze z przyrodą. Piękna, nierealna bajka, ale może kiedyś ludzkość zbliży się do niej choć trochę?

Arthur żył w rumuńskich górach przez 17 lat. Mógł pożyć co najmniej drugie tyle. Pewnie nieraz spotkał na swojej drodze człowieka, bo niemożliwe stało się przeżycie nawet w najbardziej przepastnych lasach bez kontaktu z naszym gatunkiem. Nikomu nie zrobił nic złego. O niedźwiedzicy i jej małym cicho, pewnie je już zlikwidowano. I powoli będą kurczyć się karpackie lasy, coraz więcej będzie domków letniskowych z dobrych dojazdem, coraz mniej jagodzisk. I w końcu o niedźwiedziach będziemy czytać jak o turach, że kiedyś ponoć można je było spotkać na wolności. Doprowadzimy do tego nie tylko zachłannością ale i biernością.

Co można zrobić w sprawie niedźwiedzi?

Można wirtualnie zaadoptować niedźwiedzia, wspierając w ten sposób azyl w Rumunii dla skrzywdzonych przez ludzi zwierząt. Mieszka tam obecnie ponad 100 niedźwiedzi, które trafiły tu z cyrków, czy z klatek, gdzie były trzymane jako „atrakcja” lokalnych restauracji czy obiektów turystycznych.

Więcej informacji (w języku angielskim) na stronie:

Wpłacając minimum 60 Euro na rok, dostaje się certyfikat adopcji wybranego przez siebie niedźwiedzia. W tym roku adopcja misia o imieniu „Asi” była moim prezentem urodzinowym, polecam.

Odwiedzając Rumunię należy zachować szacunek dla tutejszej przyrody i dla jej mieszkańców, nie traktować jej jak „dzikiego wschodu”, gdzie wszystko jest dozwolone, wykorzystując fakt, że strażników w górach jest zbyt mało, dróg w lasach nikt nie pilnuje, a przepisy można dość łatwo obejść . Nie schodzić ze szlaków, nie wjeżdżać w góry terenówkami, nie śmiecić i nie hałasować.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 73 / (21) 2021

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Ekologia

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.