fbpx

Niewidzialny truciciel

niewidzialny truciciel

Pani Joanna mieszka w jednym z dużych miejskich blokowisk. Jej pasją są psy. Razem z Calvadosem i Tequilą trenują, ćwiczą, jeżdżą na wystawy i szkolenia. Kiedyś psy pomogły właścicielce znaleźć kluczyki do auta w szczerym polu. Podobnie jak wielu innych miłośników psów, pani Joanna nie wiedziała, jak ogromne zagrożenie dla jej czworonogów stanowi glifosat…

(Przypominamy historię, która wydarzyła się i którą opisaliśmy w 2021 roku. Ku przestrodze. Zagrożenie, z jakim mieliśmy wtedy do czynienia, jest wciąż aktualne. Tekst pochodzi z gazety Aktywność Obywatelska Nr 4 (27)/2021)

Z panią Joanną spotykamy się przed jej blokiem. Wkrótce dołączają do nas kolejni mieszkańcy, których psy zatruły się glifosatem pod koniec maja. Łącznie wiadomo o pięćdziesięciu zwierzętach, które ucierpiały w tamtym okresie na łódzkich Bałutach, choć z pewnością ta liczba jest niedoszacowana. Razem z mieszkańcami spacerujemy pomiędzy blokami i oglądamy wyżarte od chemii trawniki. W pobliżu jest plac zabaw i osiedlowe sklepy. Co chwila mijamy innych właścicieli psów.

W mieszkaniu pani Joanna pokazuje nam wyniki prób wątrobowych swoich chartów. Wiele wskaźników znacząco odbiega od normy. Prawie pół roku zajęło zejście do normalnego poziomu. Koszty leczenia? Liczone w tysiącach. „To nie mogło być zatrucie. Przy zatruciu psy mają np. opuchnięte brzuchy, a nasze tego nie miały. Dopiero lekarz w przychodni powiedział, że przyczyną najprawdopodobniej są środki chwastobójcze– wyjaśnia.

Ale jak udało się ustalić, że zachorowania psów są ze sobą powiązane? Pani Joanna opowiada, że w tym samym czasie, kiedy chodziła do weterynarza, któregoś dnia jadąca z nią w windzie sąsiadka poprosiła o rady przy zatruciu psa. Skoro różne zwierzęta z jednego bloku mają te same objawy, to może nie jest to przypadek? Znajoma prawniczka zasugerowała, żeby znaleźć jak najwięcej osób w podobnej sytuacji. Pani Joanna sporządziła listę i zaczęła pytać sąsiadów o stan zdrowia ich czworonogów. Odzew całkowicie ją zaskoczył. W ciągu trzech dni udało się dotrzeć do pięćdziesięciu właścicieli psów, których zwierzęta w tamtym czasie poważnie zachorowały.

„Kiedy w piwnicach wysypuje się trutkę na szczury, to zawsze jest tabliczka, żeby nie wchodzić i uważać na dzieci i zwierzęta. Jeżeli rozpryskuje się środki chwastobójcze, to nikt o tym nie informuje. Przez kilka dni nawet gołębie tutaj nie przylatywały” – skarżą się mieszkańcy, z którymi spacerujemy po okolicy.

Na pierwszy rzut oka wszystko jest tu zupełnie normalnie. Co chwila mijamy właścicieli z ich czworonogami. Pobliski plac zabaw dla dzieci stoi jednak pusty. To dziwne, bo jest środek lata i inne tego typu obiekty wypełnione są przez rodziców z pociechami. Pani Joanna wspomina, że ten jeden był zamknięty po interwencji Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Roślin i Nasiennictwa (WIORiN-u). W pobliżu placu widać ślady działania silnego preparatu do niszczenia chwastów.

Oprócz gołębi ze skwerku zniknęły również bezpańskie koty. Jedna z mieszkanek dokarmiała je regularnie.

Nie wszystkie zwierzęta da się odratować…

Środki zawierające glifosat posiadają określone zasady stosowania. Są one dość rygorystyczne, choć nie ukrywajmy, że to wciąż silna trucizna. W ulotce dodawanej do standardowego opakowania[1] środka zawierającego glifosat często można znaleźć informację: „Nie stosować środka ochrony roślin w parkach i ogrodach publicznych, na terenach sportowych, rekreacyjnych, szkół, przedszkoli, żłobków oraz placówek opieki zdrowotnej[2]. Maksymalna dopuszczalna ilość dla osoby dorosłej wynosi…”. Należy jednak podkreślić, że normy dla osób dorosłych będą wyższe niż np. dla dzieci, czy zwierząt domowych. Co się stanie, kiedy ktoś wyleje całe opakowanie na niewielkim trawniku?

Dla zwierząt, dla których naturalne jest obwąchiwanie nowych miejsc i zapachów, to jak wypicie szklanki benzyny przez człowieka. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że zawsze i wszędzie należy pilnować swoich pupili. To oczywisty brak wyobraźni – weźmy jako przykład Roundup, ten najczęściej stosowany środek zawierający glifosat jest bezbarwny, więc niełatwo zauważyć, że dany obszar został nim opryskany. W takich sytuacjach identyfikacja zagrożenia, nawet przez osobę dorosłą, jest utrudniona.

Przypominamy, że chodzi o przestrzenie wspólne, sąsiadujące na co dzień z chodnikami, po których chodzimy, czy wspomnianymi placami zabaw. Priorytetem jest, żeby te miejsca były bezpieczne i wolne od trujących substancji.

Im dłużej rozmawiamy z właścicielami chorych psów, tym bardziej nie możemy uwierzyć w to, co się stało. We wszystkich przypadkach powtarzają się te same objawy – choroby nerek, ciągnące się miesiącami zatrucia i wymioty, skurcze to najczęstsze symptomy zatrucia glifosatem. Jedna z mieszkanek opowiada o tym, że w pobliskiej przychodni przygotowano ją na najgorsze. Akurat ta historia doczekała się szczęśliwego finału dzięki poświęceniu i zaangażowaniu lekarzy z innego gabinetu weterynaryjnego. Jednak nie wszystkie psy miały tyle szczęścia. Jak się później okazało, ten sam problem powtarza się na łódzkim osiedlu od wielu lat. W zeszłym roku z powodu zatrucia odeszły dwa psy. W tym roku (stan na listopad 2021 r.) wiemy o potwierdzonym jednym przypadku. Mieszkańcy mieli już tego dość i wzięli sprawy w swoje ręce.

Nierówne starcie

Zastanawiamy się, jak to w ogóle możliwe, że ktoś postanowił tak silny środek stosować praktycznie w samym centrum osiedla? Głosy mieszkańców wskazywały, że jest to skutek nieodpowiedzialnego działania spółdzielni mieszkaniowej. Kiedy skontaktowaliśmy się z jej przedstawicielami, usłyszeliśmy, że sprawy nie chcą komentować. W związku z tym prezes Instytutu Spraw Obywatelskich, Rafał Górski, wystosował pismo z prośbą o dostęp do informacji publicznej. Po kilku tygodniach przyszła odpowiedź – tak, na wskazanym terenie stosowano środek, którego składnikiem był glifosat.

Walką o bezpieczeństwo na własnym osiedlu zajęli się sami mieszkańcy.

Początkowo zwrócono się do spółdzielni z prośbą o zaprzestanie stosowania środków chwastobójczych. Apel mieszkańców niestety nie przyniósł oczekiwanego skutku. Wtedy zapadła decyzja o zebraniu podpisów pod petycją, która następnie trafiła do Urzędu Miasta Łodzi.

Pojawiła się iskierka nadziei, że ktoś w końcu zainteresuje się losem chorych psów i stanie po stronie ich właścicieli. System niestety zawiódł – UMŁ początkowo skierował sprawę do Komisji Skarg i Wniosków, ale stamtąd została ona przekierowana do… spółdzielni mieszkaniowej Doły-Marysińska, czyli tej samej, która wcześniej sprawę całkowicie zbagatelizowała.

Do sprawy w końcu został zaangażowany Wojewódzki Inspektorat Roślin i Nasiennictwa. Doszło do kontroli, która miała wykazać, jaki środek został użyty na terenie osiedla. Mieszkańców czekała niemiła niespodzianka. WIORiN rzeczywiście zaprotokołował całą sprawę, a na spółdzielnię nałożył karę finansową – udało się wykazać, że spółdzielnia nie zapewniła odpowiednich szkoleń swoim pracownikom. Jednak całkowicie zignorowana została sprawa użytego środka. Jak się okazało, WIORiN ma możliwość zlecenia odpowiednich badań, ale ich kosztem obarczone są osoby, które zgłaszają nieprawidłowości. W przypadku pani Joanny kwota tysiąca złotych okazała się zaporowa. Wysoki koszt badania wynikał z braku informacji na temat stosowanego preparatu. Jeżeli jednak znany jest środek, który został użyty, wówczas trzeba liczyć się z wydatkiem około dwustu złotych. Nie jest to już tak wygórowana cena, a działając wspólnie z sąsiadami, można ten koszt podzielić między kilka osób.

Postanowiliśmy skontaktować się z WIORiN-em. Rzeczywiście potwierdzono potrzebę uiszczenia opłaty za przeprowadzenie badań. Według pracowników WIORiN-u ważny jest też czas, który upłynął od ewentualnego użycia środków chwastobójczych. Wszystkie podejrzane sytuacje powinny być zgłaszane jak najszybciej po zaobserwowaniu. Zapytaliśmy również o podobne sprawy do naszej. Okazuje się, że zdarzają się one na terenie całego województwa, często w tym samym okresie – na przełomie maja i czerwca.

Spółdzielnia mieszkaniowa zadeklarowała, że nie będzie więcej stosować środków chwastobójczych, a do ochrony roślin będzie wykorzystywać odpowiednie narzędzia. Ukarano również dozorczynię, która odpowiadała za wylewanie substancji (mieszkańcom udało się nawet udokumentować, w jakich warunkach przeprowadzana była cała procedura). Pytanie, czy to wystarczy? Trudno być optymistą w tej sprawie, zważywszy, że spółdzielnia zdaje się całą sytuację traktować jako niepotrzebne zamieszanie, a nie realne zagrożenie dla życia ludzi i zwierząt. Z drugiej strony mieszkańcy wciąż obawiają się szkodliwych działań ze strony dozorczyni, zatrudnionej na tym terenie.

„To takie pozostałości po epoce PRL-u” – komentuje sprawę pani Viola, jedna z mieszkanek, której psy również zatruły się pestycydami. „Nie wiem, czemu spółdzielni mieszkaniowej tak zależy na tym, żeby wylewać te środki tuż przy krawężniku?”. Faktycznie trudno bronić takich działań, zwłaszcza że od lat mówi się o tym, jak ważne są zielone przestrzenie w mieście.

Co można z tym zrobić?

O tym, że zatrucia czworonogów glifosatem nie są problemem wyłącznie lokalnym, wiemy od jednej z mieszkanek pechowego osiedla. Pani Magda przesyła nam kolejne linki do grup w mediach społecznościowych, gdzie użytkownicy dzielą się historiami podobnymi do tej, opisanej przez nas. Choć sprawa ma skalę lokalną, jak na dłoni widać na jej przykładzie wszystkie patologie, jakie niesie ze sobą stosowanie glifosatu.

Po pierwsze, sytuacja pokazała, że glifosat nie jest tak nieszkodliwy dla organizmów, jak twierdzą jego zwolennicy. Pytanie, czy nawet przy bardzo restrykcyjnym stosowaniu warto ryzykować zatruciem na przykład własnego psa albo kota? Przypadek z Łodzi to kropla w morzu takich sytuacji. Opisana sytuacja dotyczy zatruć zwierząt, ale badanie dzieci z Jeleniej Góry wykazało, że glifosat odkłada się również w organizmach ludzi. Po co robić ze swojego zdrowia przestrzeń do eksperymentów dla wielkich korporacji?

Finał historii można uznać za słodko-gorzki. Z jednej strony spółdzielnia zobowiązała się zmienić swoje praktyki na takie, które nie będą szkodzić mieszkańcom i ich zwierzętom, z drugiej przypadek z Bałut pokazał, jak trudna i skomplikowana jest walka o bezpieczne osiedla, wolne od rakotwórczych środków chwastobójczych. Trudno nie czuć rozgoryczenia, kiedy słucha się relacji opiekunów psów, którzy opowiadają o cierpieniach, jakich doznały ich zwierzęta. Znów okazało się, że urzędnicy nie są zainteresowani problemami zwykłych ludzi, dlatego bardzo ważna jest świadomość zagrożeń, jakie niosą ze sobą środki takie jak glifosat oraz jak skuteczna może być samoorganizacja sąsiedzka i obywatelskie działanie.

Na pierwszy rzut oka historia z Łodzi wydaje się problemem typowo lokalnym, jednak powszechne stosowanie glifosatu w przestrzeniach miejskich może powodować kolejne zatrucia w każdym z miast.

Dopiero wielotygodniowe starania mieszkańców sprawiły, że właściciele psów mogą odetchnąć z ulgą. Zasadnym jest w takim razie pytanie o to, czy nie powinno się całkowicie zakazać stosowania tak silnie trujących substancji?

Co zrobić, kiedy na terenie Twojego osiedla stosowany jest glifosat?

1.
Zdobądź informację, jaki dokładnie środek jest stosowany. Możesz zapytać o to dozorcę/dozorczynię lub napisać mail z prośbą o dostęp do informacji publicznej.
2. Obserwuj i zarejestruj, jak środek został użyty – to ważny dowód, który może pomóc w działaniach prawnych.
3. Rozmawiaj z sąsiadami – czujnie reaguj na wszystkie nietypowe objawy chorób u zwierząt (wymioty, brak apetytu i pragnienia, problemy z nerkami).
4. Zgłoś sprawę do organizacji broniących praw zwierząt lub organizacji pozarządowych (tzw. NGO-sów). Mogą one pomóc Ci w działaniach.
5. Zawiadom WIORiN (Wojewódzki Inspektorat Ochrony Roślin i Nasiennictwa) – ważne, żeby zgłoszenie nastąpiło szybko. W pracy WIORiN-u pomocna może być informacja o użytych środkach oraz dokumentacja foto/wideo (wystarczy zdjęcie / nagranie zrobione smartfonem).

[1] Istnieje też wersja tzw. „Power”, w której stężenie kwasu glifosatowego wynosi około 72%
[2] Informacja ze strony producenta, s.6

Narodowy Instytut Wolności – logo Fundusz Inicjatyw Obywatelskich – logo

Przygotowano w ramach projektu „Glifosat. Dialog obywatelski” realizowanego przez Fundację Ecorower. Projekt dofinansowany ze środków Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021–2030.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 127 / (23) 2022

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Ekologia # Zdrowie Chcę wiedzieć

Być może zainteresują Cię również:

Łodzianie decydują

Prelegenci na seminarium poszukiwani!

Poszukiwani prelegenci na seminarium „Łodzianie decydują – demokracja uczestnicząca w perspektywie lokalnej”, które odbędzie się 7 maja 2014 roku w Łodzi. Celem seminarium jest omówienie funkcjonalności różnych narzędzi demokracji uczestniczącej na poziomie samorządowym, ze szczególnym uwzględnieniem obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej.