fbpx

Książka

Manfred Spitzer: Cyfrowa demencja

Spitzer, Cyfrowa demencja fot. źródło Wydawnictwo Dobra Literatura
Spitzer, Cyfrowa demencja fot. źródło Wydawnictwo Dobra Literatura

Manfred Spitzer

Nr 26 (2020)

­­Zaniepokojona kłopotami swojego dziecka matka zapytała kiedyś na interentowym forum, co powinna zrobić aby zaradzić kłopotom swojego nastoletniego syna z koncentracją i trudnościami w nauce. Kiedy zaproponowałem rezygnację ze smartfona i ograniczenie interentu odpowiedziała, że jest to niemożliwe, gdyż wyłączyłoby go to z grona rówieśników”.

Manfreda Spitzera trudne pytania

Przed takimi dylematami staje dzisiaj coraz więcej rodziców, często mających podobne kłopoty z własnym nadmiernym korzystaniem z internetu i mediów społecznościowych. Stawiają pytania, ale wolą, by odpowiedzi na nie były łatwe i nie wymagały autentycznej zmiany.

Książka Manfreda Spitzera – renomowanego niemieckiego neurobiologa i psychiatry, pomaga nam takich wyborów dokonać i zrozumieć jak bardzo są ważne.

Czy chcemy, by nasze dzieci były mniej empatyczne, miały mniej energii, nie potrafiły sprostać poważniejszym wyzwaniom intelektualnym? Jeżeli tak, to kupujmy im dużo elektronicznych gadżetów i zostawiajmy na wiele godzin przed komputerem.

Na pewno będziemy mieć kilka godzin spokoju, a dzieci nie ulegną wypadkowi, ani nie zaatakują ich groźne zarazki. Jeśli jednak pragniemy, by wyrosły na samodzielnie myślących, zdolnych do wysiłku intelektualnego, czujących ludzi to koniecznie kupmy im i sami przeczytajmy tę książkę.

Manfred Spitzer pokazuje w niej czarno na białym rezultaty doświadczeń, z których wynika, że nauka przy użyciu narzędzi cyfrowych skutkuje gorszymi wynikami i prowadzi do poważnych problemów zdrowotnych i psychicznych. Tłumaczy również, dlaczego władze oświatowe i politycy nie wyciągają z tych faktów żadnych wniosków i przymuszają dyrektorów szkół oraz nauczycieli do ich stosowania. W polskim systemie oświaty jest to wręcz jeden z warunków awansu zawodowego nauczycieli.

W niedawno opublikowanym w szwajcarskim magazynie Zeit Fragen artykule innych niemieckich uczonych, zajmujących się pedagogiką, zwrócono uwagę na ogromne zagrożenia, jakie przyniosło niedawne  zamknięcie szkół i przejście do nauki zdalnej, a z których skwapliwie korzystają koncerny telekomunikacyjne, wysuwając coraz bardziej agresywne żądania podporządkowania procesu dydaktycznego interesom lobby gigantów cyfryzacji. Autorzy – profesor dr Jochen Krautz i dr Matthias Burchardt – mówią wręcz, że to właśnie cyfryzacja edukacji będzie ową zapowiadaną przez niektórych faktyczną i tragiczną w skutkach drugą falą epidemii koronawirusa.

Książka Spitzera w swojej warstwie naukowej spełnia wszelkie kryteria akademickiej rzetelności i logiki wywodu, zawiera także bardzo bogatą bibliografię.

Jednak to nie tylko książka w najlepszym tego słowa znaczeniu popularnonaukowa. Spitzer pisze również jako ojciec, obywatel, człowiek zaniepokojony przyszłością swoich dzieci i świata, w jakim przyjdzie im żyć. Pisze z pasją, pod prąd, „kontrowersyjnie”, „niebezpiecznie” i być może w tym jest sekret jego stylu sprawiający, że książkę czyta się jednym tchem. Mieliśmy kłopot z wyborem fragmentów, bo niemal każde zdanie nadaje się na cytat. Jak wszystkie ważne książki „Cyfrową demencję” czyta się tak, jakby to autor czytał w naszych myślach i tylko przelewał na papier to, co sami od dawna czujemy, ale czego nie potrafimy, lub boimy się głośno powiedzieć.

Wydawnictwu Dobra Literatura – Grupa Wydawnicza Literatura Inspiruje dziękujemy za zgodę na udostępnienie fragmentów książki. „Cyfrowa demencja” jest jeszcze dostępna w sklepie interentowym wydawnictwa.

Olaf Swolkień

Cyfrowa demencja

Kilku burmistrzów powitało mnie z okazji odczytów, które wygłaszałem w ich miastach, tymi słowami: „Dobry wieczór, panie Spitzer. Mój syn pana nienawidzi, ja zaś chętnie zabrałbym go ze sobą na pański wykład”. Prawda bywa niewygodna także dla piętnastolatków.

***

Również ta opublikowana 22 maja 2012 roku w corocznym sprawozdaniu pełnomocnika niemieckiego rządu ds. uzależnień, Mechthild Dyckmans: „Około dwustu pięćdziesięciu tysięcy osób między czternastym a dwudziestym czwartym rokiem życia uznaje się za uzależnione od internetu, a milion czterysta tysięcy użytkowników internetu zalicza się do grupy zagrożonych tym uzależnieniem”. Podczas gdy konsumpcja alkoholu, nikotyny oraz twardych i miękkich nielegalnych narkotyków wykazuje tendencję spadkową, uzależnienie od komputera i internetu nasila się w sposób dramatyczny. Rząd przygląda się temu bezradnie. Jedyne, na co się do tej pory zdobył, to podwyższenie kar dla właścicieli lokali, którzy zezwalają nieletnim na korzystanie z automatów do gry.

Niecałe cztery tygodnie przed opublikowaniem zacytowanego wyżej sprawozdania niemiecki Minister Stanu do Spraw Kultury, Bernd Neumann, wygłosił mowę pochwalną na cześć komputerowej gry strzelanki, za którą producent otrzymał nagrodę w wysokości pięćdziesięciu tysięcy euro sfinansowaną z pieniędzy podatników. Jednocześnie w ciągu ostatnich pięciu lat odnotowano trzykrotny wzrost liczby uzależnionych od gier, przede wszystkim wśród młodych bezrobotnych mężczyzn. W prowadzonej przeze mnie Uniwersyteckiej Klinice Psychiatrycznej w Ulm osobiście leczyłem pacjentów uzależnionych od gier komputerowych i internetu. Cyfrowe media całkowicie zrujnowały ich życie.

Przed pięciu laty lekarze w Korei Południowej, nowoczesnym państwie uprzemysłowionym z najlepiej rozwiniętą techniką informacyjną, zaczęli coraz częściej odnotowywać u młodych osób zakłócenia pamięci, uwagi i koncentracji, a także deficyt emocjonalny i objawy ogólnego otępienia. Symptomy te określili mianem cyfrowej demencji.

***

„Pan z tą swoją nauką” – już słyszę tego rodzaju krytyczne komentarze. Odpowiadam na nie krótko: nauka to najlepsze, co mamy! To nasze wspólne poszukiwanie prawdziwej, solidnej wiedzy na temat świata i nas samych. Każdy, kto kupuje w aptece tabletki od bólu głowy, wsiada do auta lub samolotu, włącza kuchenkę elektryczną czy nawet zwykłą lampę (nie mówiąc już o telewizorze czy komputerze!), w zasadzie deklaruje w ten sposób swoje uznanie dla wiarygodności naukowych rozpoznań oraz to, że rzeczywiście się na nie zdaje. Ci zaś, którzy zupełnie nie uznają rzetelności wyników badań naukowych, nie mają pojęcia, o czym mówią, albo świadomie nie mówią prawdy.

***

Chciałbym jeszcze raz podkreślić bardzo wyraźnie: niegodziwość strategii wolnorynkowych polega na tym, że prowokują one rodziców do zachowań – np. kupienia komputera piątoklasiście – których skutkiem jest dokładnie to, czemu sami chcą zapobiec i czego się obawiają.

Wykazuje to m.in. przeprowadzona przez Thomasa Fuchsa i Ludgera Wößmanna analiza badań programu PISA na temat wpływu dostępu uczniów do komputera na ich wyniki w nauce: posiadanie komputera w domu prowadzi do pogorszenia się ocen w szkole. Dotyczy to zarówno umiejętności liczenia, jak i czytania. Autorzy tak komentują wyniki analizy: „Już sama obecność komputera w domu prowadzi przede wszystkim do tego, że dzieci grają w gry komputerowe. To sprawia, że poświęcają mniej czasu na naukę i osiągają przez to gorsze wyniki. […] W odniesieniu do komputerów używanych w szkole okazuje się, że z jednej strony wyniki dzieci niekorzystających z komputera są minimalnie słabsze od osiągnięć tych uczniów, którzy pracują z nim od kilku razy w roku do kilku razy w miesiącu. […] Z drugiej jednak dzieci używające komputera kilka razy w tygodniu liczą i czytają znacznie gorzej. To samo tyczy się korzystania z internetu w szkole”. Wielogodzinnego przesiadywania przed komputerem wspomniane badania w ogóle nie biorą pod uwagę!

***

Człowiek poznający świat za pomocą myszy komputerowej zastanawia się nad nim mniej dogłębnie niż wtedy, gdy pojmuje [niem. begreifen – rozumieć; greifen – chwytać, brać do ręki; przyp. tłum.] wszystkimi zmysłami otaczającą go rzeczywistość. Kto na temat wyuczonego materiału podyskutuje z dwiema realnymi osobami, zapamięta go lepiej, niż gdyby czatował z nimi za pośrednictwem monitora i klawiatury.

***

Należy zauważyć, że nadal brakuje dowodów potwierdzających tezę, jakoby media cyfrowe w szkołach przyczyniały się do poprawy procesu nauczania. „Nie bez powodu niemal wszystkie badania dotyczące wpływu komputerów w szkole na postępy w nauce były inicjowane oraz sponsorowane przez przemysł komputerowy i spółki telekomunikacyjne” – stwierdza wtajemniczony w tę tematykę Uwe Afemann. Rzeczywiście nie przeprowadzono dotąd żadnych niezależnych badań, które potwierdziłyby jednoznacznie, że efektywność uczenia wzrasta wyłącznie dzięki instalowaniu komputerów i monitorów w pracowniach szkolnych.

Od ponad piętnastu lat w poważnych czasopismach fachowych pojawiają się publikacje renomowanych autorów na temat braku jakichkolwiek oznak świadczących o wpływie komputerów na poprawę wyników w nauce; Todd Oppenheimer już w 1997 roku pisał o tzw. komputerowym szaleństwie, a w 1998 roku po raz pierwszy pojawiło się określenie internetowy paradoks opisujące brak pozytywnych skutków internetu w dziedzinie edukacji.

***

Nie istnieje dotąd żaden przekonujący dowód na to, że nowoczesne technologie informacyjne wpływają na poprawę wyników w nauce. Prowadzą one do bardziej powierzchownego myślenia, odwracają uwagę od spraw istotnych i wywołują rozmaite skutki uboczne – od zaburzeń zachowania po rozpowszechnianie pornografii wśród dzieci oraz wzrost agresji i przemocy. Wszystko to są efekty oddziaływania pracy umysłowej na nasz mózg oraz wyręczania nas w tej pracy przez komputery. Ani jedno, ani drugie nie przemawia za obecnością komputerów i internetu w szkołach.

***

Dla kogoś, kto społeczne kompetencje nabył w tradycyjny sposób (offline, twarzą w twarz), korzystanie z wirtualnych sieci społecznościowych nie stanowi żadnego zagrożenia; będzie używać ich tak jak telefonu czy faksu – jedynie interfejs użytkownika jest w tym przypadku bardziej płaski. Kto zaś nie miał okazji do naturalnego rozwinięcia zachowań społecznych i jako dziecko lub młodociany większość kontaktów z rówieśnikami utrzymuje za pomocą internetu, a więc prowadzi wirtualne życie społeczne, najprawdopodobniej rozwinie zachowania odbiegające od norm, które w realnym życiu uznawane są za odpowiednie.

***

Mimo to specjalistka od mediów, Maya Götz, cytuje (2007 r.) wyniki sondażu przeprowadzonego wśród siedmiuset dwudziestu dziewięciu niemieckich matek. Okazuje się, że telewizję może oglądać 13% dzieci poniżej pierwszego roku życia, 20% jednolatków, 60% dwulatków i 89% dzieci trzyletnich.

Poza tym w Niemczech o godzinie 22.00 przed telewizorem siedzi osiemset tysięcy dzieci w wieku przedszkolnym, a o godzinie 23.00 jest ich dwieście tysięcy; nawet o północy telewizję ogląda jeszcze pięćdziesiąt tysięcy dzieci poniżej szóstego roku życia.

***

Na tle powyższych faktów nie dziwi więc, że wyniki przytoczonych wcześniej badań szwedzkich naukowców potwierdzają silny związek między korzystaniem z cyfrowych mediów a występowaniem stresu i depresji – zwłaszcza u młodych kobiet. Chroniczny stres będący wynikiem braku kontroli nad własnym życiem nie tylko prowadzi do osłabienia systemu immunologicznego, zakłóceń gospodarki hormonalnej, problemów z trawieniem, z mięśniami, z sercem i układem krążenia, lecz także jest przyczyną obumierania komórek nerwowych w mózgu. Jak wspomniałem już wcześniej, w mózgu zachodzi nieustanny proces tworzenia się nowych komórek, jednak w wyniku stresu jest on zakłócony i w hipokampie tych komórek pojawia się mniej. W związku z tym bilans przyrostu masy mózgowej jest ujemny, co wpływa negatywnie na pamięć i koncentrację.

***

Dzieci i młodzież to grupy społeczne, które z cyfrowych mediów korzystają najczęściej, a że mają jeszcze przed sobą – przynajmniej teoretycznie – długie życie, negatywne skutki korzystania z tych mediów „mają” wystarczająco dużo czasu, by doprowadzić do najróżniejszego rodzaju komplikacji zdrowotnych. Krótko mówiąc: gdyby w World of Warcraft grali jedynie dziadkowie, nie byłoby żadnego problemu, gdyż i tak nie dożyliby długofalowych konsekwencji takiego zachowania dla ich zdrowia. Ale jako że u nas to nie babcia z dziadkiem, lecz ich wnuki spędzają codziennie większość czasu w cyfrowym świecie, nie możemy być obojętni wobec potencjalnych szkód, jakie korzystanie z cyfrowych mediów może wyrządzić ciału i psychice młodego człowieka.

***

Poza tym zostałem zaproszony przez parlament landu Hesja do udziału w obradach grupy ekspertów na temat mediów. Okazało się, że grupa ta ekspercką nie była; składała się z dwudziestu dziewięciu lobbystów i przedstawicieli różnych organizacji – jedynym ekspertem byłem ja.

Podczas mojego siedmiominutowego przemówienia siedzący obok mnie członek grupy wysłał na Twitterze wiadomość „Spitzer demonizuje media” (na co zwrócił mi uwagę inny uczestnik obrad). Najwyraźniej nie był to żaden ekspert. Eksperci, zasiadając przy jednym stole po to, by rozwiązać jakiś problem, rozmawiają ze sobą. Ów jegomość wolał jednak wygłaszać oszczerstwa przed anonimową publicznością, zamiast stawić czoła prezentowanym przeze mnie argumentom. Trudno sobie wyobrazić, by poziom w gronie „ekspertów” mógł być jeszcze niższy!

***

Politycy są zakładnikami mediów; każdy, kto wchodzi z mediami na ścieżkę wojenną, zostaje przez nie publicznie uśmiercony. To właśnie dlatego nic się nie zmienia.

Cyfrowa demencja Manfred Spitzer
Cyfrowa demencja, Manfred Spitzer, Wydawnictwo Dobra Literatura, 2013

I na koniec: unikajmy cyfrowych mediów. Jak wielokrotnie wykazałem w niniejszej książce, są one rzeczywiście przyczyną otyłości, wpływają negatywnie na stan umysłowy, prowadzą do wzrostu agresji, samotności, rozwoju chorób i niezadowolenia z życia. Ograniczmy czas, który dzieci poświęcają na obsługę nowoczesnych mediów. Badania potwierdzają, że jest to jedyny sposób przynoszący pozytywne efekty. Każdy dzień spędzony przez dziecko bez tych urządzeń to uratowany czas.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 26 (2020)

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Nowe technologie # Społeczeństwo i kultura # Zdrowie

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.