fbpx

Rozmowa

Mroczne wody. Czy masz we krwi rakotwórczy PFOA?

krew
krew fot. https://www.flickr.com/photos/76999192@N06/8913671633 (CC BY-NC 2.0)

Z Robertem Bilottem rozmawiamy o rakotwórczych patelniach w naszych kuchniach, łamaniu prawa przez korporację DuPont oraz dwudziestu latach walki z „czystym złem”.

Kalina Czop, Rafał Górski: W filmie „Mroczne wody” („Dark Waters”) jest scena, w której Mark Ruffalo, grający Pana, sprawdza wszystkie patelnie w kuchni swojego domu. Anne Hathaway, która gra Pana ciężarną żonę, obudzona hałasami, przychodzi do kuchni i pyta swojego męża, co robi. Czy ta scena wydarzyła się naprawdę? Czy jest autentyczna? Jeśli tak, proszę powiedzieć nam, dlaczego patelnie wzbudziły u Pana takie zainteresowanie i co Pan czuł podczas rozmowy ze swoją żoną?

Robert Bilott: To, co widzimy w tej scenie, to wynik prawie roku przeglądania nieprawdopodobnej ilości informacji i dokumentów, rok starań nad znalezieniem przyczyny chorób krów pana Tennanta. Łącząc to wszystko, zdałem sobie sprawę, że to było coś, co znacznie wykraczało poza teren posiadłości pana Tennanta i jego bydło – że prawdopodobnie dotyczyło to ogromnej grupy ludzi i produktów. Ta scena pokazuje, jak przytłaczającym przeżyciem był moment, kiedy zdaliśmy sobie sprawę, z czym i w jakiej skali mieliśmy do czynienia. To, co tam widzimy, to starania, by pomóc ludziom zrozumieć, jak dużo informacji zebraliśmy. By uświadomić ich o skali problemu.

Teflon jest obecny nie tylko w patelniach, ale i w wielu innych produktach, takich jak płaszcze przeciwdeszczowe czy namioty. Istnieje przekonanie, że rakotwórczy Teflon występuje we krwi wszystkich żywych stworzeń, w tym u 99 procent ludzi. Czy to prawda, że prawdopodobnie ja i czytelnicy Tygodnika Spraw Obywatelskich mamy Teflon w naszych organizmach?

Myślę, że ważne jest, by pamiętać, że związek chemiczny, z którym mieliśmy do czynienia, i który był wspomniany w filmie oraz mojej książce „Exposure”, nazywa się PFOA albo C8. To składnik wykorzystywany w produkcji Teflonu, a nie Teflon sam w sobie. Składnik chemiczny, który jest wykrywany we krwi to nie Teflon, a PFOA – kwas używany w produkcji Teflonu. I tak, ten konkretny składnik możemy znaleźć we krwi żywych stworzeń na całej planecie, włączając w to ponad 90 procent ludności na Ziemi.

Nie chodzi tylko o sam Teflon, ale o wiele innych produktów konsumenckich: plamoodporna i wodoodporna odzież, dywany, opakowania, w które owinięta jest żywność, okablowania komputerowe, piany przeciwpożarowe, itd.

Jest całe mnóstwo produktów, w procesie wytwarzania których używano składnika chemicznego PFOA na przestrzeni ostatnich siedemdziesięciu lat. Dlatego ten składnik znajdziemy obecnie w krwi prawie każdego człowieka na tej planecie.

Uporządkujmy nazwy substancji. W liście, który DuPont wysłało do Agencji Ochrony Środowiska, trująca substancja, pojawiająca się w powłoce teflonowej, została nazwana PFOA. Została ona wynaleziona przez 3M, a później sprzedana DuPontowi. PFOA to tylko inne określenie na C8, czyli groźny fluoropolimer. 3M używało składnika, który brzmi bardzo podobnie – PFOS. Czy to ta sama lub podobna substancja co C8? Czy jest tak samo szkodliwa?

Tutaj zaczyna robić się trochę niejasno. Istnieje cała rodzina substancji chemicznych. Setki, jeśli nie tysiące substancji znajdujących się w rodzinie o nazwie PFAS. Są to związki per- i polifluoroalkilowe. Łączy je podobna charakterystyka – są całkowicie wytworzone przez człowieka, a ich atomy węgla zostały połączone z atomami fluoru. Ten, na którym skupiłem się w mojej książce „Exposure”, i o którym jest mowa w filmie, nazywa się PFOA. Ma osiem atomów węgla, więc nazywany jest również C8. PFOA został wynaleziony i wyprodukowany przez 3M. Głównym odbiorcą PFOA przez wiele lat był właśnie DuPont.

Jeden, mocno spokrewniony związek, który również ma osiem atomów węgla, to PFOS. I tu znowu robi się zamieszanie – cała rodzina związków nazywa się PFAS, ale ten, który ma osiem atomów węgla, jak PFOA, nazywa się PFOS. Zarówno PFOS, jak i PFOA, to C8 – oba zostały wynalezione przez 3M, ale to PFOS jest tą substancją, którą 3M wykorzystywało w wytwarzaniu jednego ze swoich produktów – Scotchgardu. PFOS stosowany był również w wodoodpornych i plamoodpornych materiałach oraz w rodzaju piany przeciwpożarowej o nazwie AFFF (ang. Aqueous Film Forming Foam).

Tak jak wspomniałem wcześniej, zarówno PFOA, jak i PFOS, określane są jako C8. Obie substancje są częścią rodziny związków PFAS. Te najczęściej badane i najbardziej znane zostały już wycofane z produkcji, przynajmniej w Stanach Zjednoczonych. Niestety, w trakcie likwidacji C8, firmy po prostu ,,ucięły’’ kilka atomów węgla. Zamiast tworzyć C8, robią C6 albo C4 i nazywają je „nowymi”.

Przykładowo, zamiast PFOA, który jest C8, DuPont produkuje GenX, który jest C6. Ale one wszystkie są częścią tej samej rodziny i łączy je ta sama niepokojąca właściwość w postaci atomów węgla połączonych z atomami fluoru. Skutkuje to identycznymi kłopotami – toksycznością tych substancji, ich trwałością biologiczną i bioakumulacją. Właśnie dlategonaukowcy i organy nadzoru z całego świata są bardzo zaniepokojone całą rodziną tych związków chemicznych.

Czy w takim razie DuPont zastąpiło jedną truciznę drugą?

Tego się obawiamy. Kiedy 3M ogłosiło w 2000 roku, że zaprzestanie produkcji PFOA, pojawiło się DuPont i samo zaczęło wytwarzać tę substancję około 2002 roku. Później, po wypłynięciu informacji na temat zagrożeń, jakie niesie za sobą PFOA, dzięki naszemu pozwowi oraz faktom i badaniom ujawnionym w filmie i w mojej książce, DuPont zgodziło się podpisać porozumienie dotyczące zaprzestania produkcji PFOA. Doszło do tego w 2006 roku i firma dostała dziesięć lat na to, by wycofać substancję.

Lecz tym, co DuPont zrobiło, było po prostu ucięcie kilku atomów węgla, nazwanie substancji GenX i zaczęcie jej produkowania. Znalazła się ona już w wodzie pitnej w Stanach Zjednoczonych, w tym u setek tysięcy mieszkańców Karoliny Północnej.

Działamy bez cenzury. Nie puszczamy reklam, nie pobieramy opłat za teksty. Potrzebujemy Twojego wsparcia. Dorzuć się do mediów obywatelskich.

Badania toksyczności, które zaczęły pojawiać się w kwestii GenX, budzą obawy, że związek może być tak samo toksyczny, jak PFOA.

Pierwsze badania nad zagrożeniem nowotworowym pokazały, że GenX spowodowało te same trzy zmiany u szczurów, które wywołuje PFOA – raka wątroby, jąder i trzustki.

Czy ma Pan zamiar wziąć udział w dochodzeniach na temat GenX?

Jesteśmy w tym momencie zaangażowani w spór sądowy przeciwko DuPontowi. Reprezentujemy między innymi Karolinę Północną w sprawie dotyczącej obiegu GenX w tym stanie. Wspieramy różne podmioty w Stanach Zjednoczonych, które zmagają się obecnie z tym problemem.

W 2015 roku liczba indywidualnych pozwów sądowych o osobiste szkody przeciwko korporacji DuPont wynosiła ponad 3500 spraw. Ale wiele dodatkowych spraw zostało wniesionych po tym roku. Jak to wygląda w tym momencie? Jak wiele osób dotkniętych działalnością DuPont uzyskało dotąd pomoc?

Udało nam się osiągnąć ugodę z DuPontem dla jednej wspólnoty wzdłuż rzeki Ohio. To ta wspólnota, na której skupiliśmy się w filmach „Mroczne wody”, „Trucizna codziennego użytku i w mojej książce. W ramach tej ugody, po ustanowieniu niezależnego zespołu ekspertów, który potwierdził powiązanie PFOA z sześcioma chorobami, 70 tysięcy osób należących do tej wspólnoty dostało możliwość, by wnosić indywidualne oskarżenia przeciwko DuPontowi.

W okolicach 2013 roku blisko 3500 takich spraw zostało złożonych. W 2015 roku zaczęliśmy przedstawiać je w sądzie. Wygraliśmy każdą sprawę, która została złożona do sądu przez ludzi cierpiących na nowotwory. W 2017 roku, w trakcie czwartego procesu, DuPont zgodziło się rozwiązać te wszystkie 3500 toczących się spraw poprzez ugodę wartą około 670,7 milionów dolarów.

Kolejną rzeczą, która wydarzyła się w ramach tej ugody, było powstanie zespołu naukowego, który powiązał działanie PFOA ze wspomnianymi chorobami. Dzięki temu ludzie, którzy jeszcze nie zachorowali, zostali upoważnieni do darmowych badań i kontroli medycznych po to, by sprawdzać, czy problemy zdrowotne już nie zaczęły się rozwijać.

W czasie, gdy wymienione sprawy się toczyły, u coraz większej liczby osób zostały zdiagnozowane nowotwory, więc również po ugodzie z 2017 roku dziesiątki ludzi z tej wspólnoty składało kolejne sprawy do sądu.

Miał miejsce jeszcze jeden proces i wyrok w sprawie przeciwko DuPontowi. Na początku 2021 roku udało nam się rozstrzygnąć te nowe sprawy i uzyskać dla pokrzywdzonych około 83 miliony dolarów. W tej chwili dla społeczności mieszkającej wzdłuż rzeki Ohio otrzymaliśmy decyzje warte około 753 milionów dolarów.

Zorientowaliśmy się jednak, że ten niebezpieczny składnik chemiczny dostał się do wody pitnej i do krwi ludzi żyjących nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i na całym świecie.

W przypadku innych społeczności korporacja DuPont nie ma podpisanego porozumienia, dlatego walczy z tymi wszystkimi wnioskami. Udało nam się wygrać sprawy dla ludzi żyjących wzdłuż rzeki Ohio. Niestety, gdy zorientowaliśmy się, że PFOA rozprzestrzeniło się na cały świat, DuPont i 3M znów zaprzeczają, jakoby były za to odpowiedzialne.

Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska ukarała DuPont grzywną wielkości 16,5 miliona dolarów za brak raportu dotyczącego ryzyka dla zdrowia związanego z ekspozycją na C8. Czy sądzi Pan, że jest to wystarczająca kara? Grzywna obejmuje mniej niż 2 procent przychodów zarobionych przez DuPont na PFOA w 2016 roku, czyli wtedy, gdy kara została ogłoszona. Czy Pana zdaniem prezesi DuPont powinni doświadczyć konsekwencji swoich akcji na własnej skórze? Czy powinni pójść do więzienia?

To bardzo frustrująca sytuacja dla osób, które zostały bezpośrednio dotknięte całą tą sprawą. W Stanach Zjednoczonych, jako prawnicy reprezentujący poszkodowanych ludzi, składamy pozwy i to, co możemy zaobserwować, to straty finansowe firm. Do urzędników państwowych należy decyzja, czy ścigać poszczególne osoby lub przedsiębiorstwa. W 2005 roku amerykański Departament Sprawiedliwości wszczął postępowanie karne przeciwko DuPontowi.

Niestety, gdy DuPont zgodziło się przestać produkować PFOA, postępowanie to zostało umorzone. Decyzja o wznowieniu śledztwa nie zależy do indywidualnych ofiar – wszystko jest w rękach urzędników państwowych.

W trakcie całej sprawy były sytuacje, w których profesjonaliści (weterynarze, naukowcy) podawali opinie i wyniki, które były korzystne dla DuPont. Dla przykładu – Tennantowie, których bydło zmarło z powodu wody zanieczyszczonej PFOA, zostali oskarżeni o zaniedbanie, zanim cała prawda o substancji wyszła na jaw. Podobna rzecz stała się, gdy DuPont utworzyło zespół złożony ze swoich własnych naukowców oraz naukowców z Departamentu Ochrony Środowiska z Zachodniej Wirginii, którzy to ogłosili nowe standardy dla bezpiecznego poziomu ekspozycji na substancję. Czy ci badacze byli pod presją korporacji i czy te wyniki były wysoko zmanipulowane?

Te kwestie szczegółowo opisuję w swojej książce ,,Exposure’’. Chodzi o wzajemne powiązania między niektórymi zespołami badawczymi a firmą. Mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której duża ilość informacji, wiedzy i faktów była zatajana przed urzędnikami państwowymi i naukowcami.

Przekazywano im tylko określone informacje, w które kazano im wierzyć, doprowadzając do uzyskania fałszywych wniosków. DuPont pomagało w kontrolowaniu i tworzeniu niektórych tych wyników – przełożyło się to na raporty zespołów badawczych w sprawie bydła i normy wody pitnej w Zachodniej Wirginii.

Urzędnicy państwowi nie posiadali wszystkich informacji, a później okazało się, że te, które mieli, nie były zgodne z prawdą. Jedną z rzeczy, którą staraliśmy się zrobić poprzez filmy i książkę, było pokazanie ludziom, że nawet jeśli widzisz raport, który wydaje się mieć jako autorów niezależnych naukowców albo ludzi z agencji rządowych, musisz upewnić się, że wiesz, jakimi informacjami ci ludzie dysponowali. Że wiesz, kto płacił za przygotowanie tego raportu i kto płacił za doradców, którzy byli częścią zespołów przygotowujących ten raport. Nie możesz wziąć tych dokumentów w ciemno i wierzyć, że są w porządku. Musisz się w nie zagłębić i zrozumieć, jak były one przygotowane, kto je przygotowywał, kto za nie zapłacił i jakie informacje były do nich użyte.

Jak Pan uważa, ile korporacji próbowało i dalej stara się ukryć swoje działania, których skutki mają negatywny wpływ na nasze zdrowie i bezpieczeństwo?

Mogę wypowiedzieć się na temat tego, co widziałem w kontekście sytuacji z PFAS z DuPontem i 3M. Dziesiątki lat zajęło podanie faktów i informacji do wiadomości publicznej, przekazanie ich mediom, naukowcom i organom nadzoru. W końcu informacje na temat tego, co miało miejsce, są już dostępne, a my mamy wiedzę w kwestii zagrożeń dla zdrowia, jakie niosą ze sobą te substancje chemiczne. A dzięki sporowi sądowemu dotyczącemu PFOA, zostało przeprowadzonych wiele z największych, najbardziej wszechstronnych badań, jakie kiedykolwiek wykonano na substancjach chemicznych – 70 tysięcy ludzi wzięło udział w masowych badaniach, a niezależni naukowcy potwierdzali powiązania pomiędzy tym konkretnym związkiem a wodą i chorobami, wliczając w to nowotwory.

W dalszym ciągu są firmy, które ośmielają się stanąć przed Kongresem USA i zaprzeczać nauce. Widzieliśmy przedstawiciela 3M, który upierał się, że nie było żadnych dowodów na to, by te konkretne związki chemiczne miały powodować jakiekolwiek zagrożenia dla ludzi, bez względu na dawkę i twierdził, że wyniki naukowe były cały czas niejasne i niepewne. Uważają, że agencje rządowe nie miały wystarczającej ilości informacji, by mogły one podejmować kroki w kierunku uchronienia ludzi przed narażeniem na szkodliwe działanie.

Niewiarygodne jest to, że ta propaganda dezinformacji trwa. Jest ona bardzo podobna do sprawy tytoniu, gdzie, pomimo dowodów i nauki ukazujących zagrożenie dla zdrowia, cały czas miała miejsce kampania, której celem było przekonanie opinii publicznej, że dowody te są niepewne.

Miejmy nadzieję, że dzięki temu, co robimy, żeby rozpowszechnić te informacje poprzez filmy, książkę, wnioski sądowe, poprzez udostępnianie faktów, zaczniemy dostrzegać, że choć część tego całego koszmaru się skończy.

W dalszym ciągu jednak ma miejsce aktywna kampania ze strony firm nastawiona na kreowanie niepewności i próbę przekonania ludzi, że nie ma wystarczającej wiedzy, by podejmować kroki, które przyczynią się do pomocy osobom poszkodowanym.

Zgodnie z artykułem New York Times Magazine ,,The Lawyer Who Became DuPont’s Worst Nightmare’’, według ustawy o Kontroli Toksycznych Substancji z 1976 roku, Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska mogła badać chemikalia tylko wtedy, gdy zostały im przedstawione dowody na ich szkodliwe działanie. To poskutkowało tym, że firmy produkujące i posługujące się tymi chemikaliami miały prawo samodzielnie się regulować. Agencja Ochrony Środowiska ograniczyła tylko pięć z dziesiątek tysięcy substancji, które były na rynku przez ostatnie czterdzieści lat. Czy coś się zmieniło w kwestii tych procedur dzięki Pana walce z korporacją DuPont i z całym przemysłem fluoropolimerów?

Rzeczywiście Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska nie istniała do 1970 roku. Pierwsze przepisy ustawowe regulujące, jak mamy patrzeć na toksyczność substancji chemicznych, weszły w obieg poprzez Ustawę o Kontroli Substancji Chemicznych w 1976 roku.

Substancja, jak ta, o której mówimy, została wynaleziona po II Wojnie Światowej. Była używana już od wielu dekad, w momencie, gdy te przepisy się pojawiły. Prawa, które weszły w życie w latach 70., skupiały się tylko na nowych substancjach. Sprawy dotyczące już istniejących substancji chemicznych, pozostawiono przedsiębiorstwom.

Miały one zawiadamiać Amerykańską Agencję Ochrony Środowiska w przypadku, gdyby miały informację na temat znaczących zagrożeń związanych z używanymi chemikaliami. To firmy decydowały, czy informować Agencję, czy nie. Sprawa, o której rozmawiamy, to idealny przykład, w którym zawiadomienie nie miało miejsca, pomimo tego, że było bardzo dużo danych mówiących o zagrożeniach dla życia ludzi i środowiska.

Ten cały przypadek został użyty jako przykład pokazujący, dlaczego musimy zawrócić i wzmocnić te przepisy w Stanach Zjednoczonych. W zasadzie w 2016 roku Ustawa o Kontroli Substancji Chemicznych została zmieniona po to, by spróbować rozwiązać niektóre z tych problemów – by usprawnić ten system i zwiększyć jego skuteczność. Myślę, że dopiero okaże się, czy te zmiany były skuteczne, czy nie. W dalszym ciągu istnieją poważne obawy o sposób, w jaki zajmujemy się tym w Stanach Zjednoczonych. W szczególności, jeśli chodzi o skupianie się na jednej substancji, w przeciwieństwie do przypatrywania się całym grupom substancji chemicznych.

Zajęło nam aż dwadzieścia lat, żeby przekazać te informacje do Amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska i do organów regulacyjnych. Te substancje stanowią poważne zagrożenie. Cały czas jesteśmy w trakcie prób uregulowania kwestii PFOA w Stanach Zjednoczonych, jak i przyjęcia i wyegzekwowania krajowych norm dotyczących wody pitnej. Mamy nieoficjalne wytyczne, które pojawiły się w 2016 roku, ale w dalszym ciągu jesteśmy zaangażowani w ten długi i powolny proces dotyczący regulacji tych substancji.

Według ustawy tylko pięć substancji ostatecznie zostało zakazanych. To pokazuje, jak trudny jest sam proces regulacyjny. Jest on tak powolny, skomplikowany i złożony, że nawet w przypadku PFOA, gdzie mamy potężny zbiór danych dotyczących toksyczności dla zwierząt i ludzi, pokazujących zagrożenia i ryzyko dla życia ludzkiego i środowiska, w dalszym ciągu nie możemy tego formalnie uregulować na poziomie krajowym po to, by chronić ludzi i ich wodę pitną.

Dlatego są w naszym kraju stany, które chcą działać na własną rękę. Obecnie proponujemy wprowadzenie w Stanach Zjednoczonych odpowiednich przepisów, aby wymusić działanie wprowadzające regulacje i ograniczenia.

To bardzo frustrujący proces dla społeczeństwa. Myślę, że większość ludzi, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, założyłaby, że jeżeli w wodzie jest coś niebezpiecznego i my o tym wiemy, oczywiste jest, że musi być to uregulowane. Ale proces do tego prowadzący jest nieprawdopodobnie kłopotliwy.

Jest ponad 88 tysięcy nieuregulowanych chemikaliów, które są w produktach używanych przez nas na co dzień. Te chemikalia nie pojawiają się na żadnej z list uregulowanych materiałów, więc prawie niemożliwe jest, by zwyczajny konsument mógł łatwo sprawdzić, czy produkt, którego używa, może być szkodliwy dla jego zdrowia. Co możemy zrobić jako konsumenci, a również jako obywatele, by zmienić tę sytuację?

Myślę, że należy domagać się informacji na temat tego, co znajduje się w produktach. W przypadku takim jak ten, kiedy wiemy, że występują substancje z grupy PFAS, musimy nalegać na transparentność: które z tych substancji są używane, które są w produktach, które produkty mogą być zanieczyszczone tymi chemikaliami. Fakt, że w dalszym ciągu są one nieuregulowane, sprawia, że nie widnieją one na etykietach składników produktu ani na etykietach ostrzegawczych.

Jak wspomniałem wcześniej, w Stanach Zjednoczonych wycofaliśmy PFOA, dzięki czemu między innymi spora część przyborów kuchennych nie jest już produkowana z użyciem PFOA. Niestety, firmy przerzuciły się na pokrewne substancje chemiczne, takie jak C6. A konsument, wchodzący do sklepu lub oglądający telewizję, zobaczy reklamy mówiące, że produkt jest ,,wolny od PFOA’’. Nie znaczy to jednak, że produkt jest ,,wolny od PFAS’’ – nadal może mieć w składzie zbliżoną do PFOA substancję o podobnej toksyczności.

Istnieje ogromna potrzeba, by ludzie zrozumieli, co to są za substancje i domagali się przejrzystych informacji mówiących o tym, gdzie się ich używa. Konsumenci są w stanie pomóc zainicjować tę zmianę. Obecnie znajdziemy również wiele przedsiębiorstw, które zaczynają rozumieć, że ludzie nie chcą, by te chemikalia były używane w ich produktach. Firmy te ogłaszają, że zaprzestały korzystać z tych substancji. Miejmy nadzieję, że konsumenci, którzy głośno wyrażając swój sprzeciw, pomogą wymusić tę zmianę poprzez stworzenie rynku dla produktów wolnych od tych chemikaliów.

,,To jest czyste zło, kurwa mać!’’ – mówi aktor, który gra Pana w filmie ,,Mroczne wody’’. Czy tak było w rzeczywistości? Pytam, bo kiedy mamy chwilę słabości, nie mamy już siły do walki z chciwością korporacji oraz cynizmem powiązanych z nimi polityków i dziennikarzy, przypominamy sobie Pana słowa i przestajemy narzekać. Pana historia i te słowa dodają nam mocy do działania. Ostatnio, ludzie oglądający film na spotkaniu dla społeczników walczących o dobro wspólne, byli niesamowicie poruszeni tym, co zobaczyli.

To wspaniałe. Jedną z rzeczy, którą mam nadzieję, że ludzie wyniosą dzięki obejrzeniu filmów albo przeczytaniu książki, jest wiara w to, że nawet jedna osoba, która wyrazi sprzeciw i przemówi, jest w stanie zrobić różnicę. Nieważne, jak wielki jest wróg i jak duże są przeciwności losu. Będąc wytrwałym, wiedząc, co jest dobre i trzymając się tego, można zdziałać naprawdę wiele.

Wszystko może się zmienić. Myślę, że jest to dobry przykład i świetna historia, pokazująca, że to naprawdę możliwe. Może być to niesamowicie frustrujące, ale dzięki determinacji i skupieniu się na tym, by ujawnić prawdę, mamy szansę doprowadzić do tego, by ta prawda zwyciężyła. Dzięki temu cała historia ostatecznie wyjdzie na jaw.

Tym, co jest tu istotne, to właśnie ta jedna osoba, która głośno się sprzeciwia – ktoś taki, jak pan Tennant, który wiedział, że istnieje problem i był w stanie walczyć przeciwko jednej z największych korporacji na świecie, inicjując proces, który zmienia świat.

Zaowocowało to tym, że jesteśmy teraz w stanie zadbać o to, by ludzie na całej planecie wiedzieli, że istnieją tysiące tych sztucznych substancji chemicznych, które krążą po całym świecie. Dzięki temu jednemu człowiekowi możemy podejmować kroki, żeby to powstrzymać – możemy próbować ograniczyć przypadki narażenia na oddziaływanie substancji i upewniać się, że nasze prawa się zmieniają.

To pokazuje również wielki wpływ, jaki może mieć jedna osoba – jak pan Tennant albo Joe Kiger – ktoś, kto jest skupiony i oddany temu, co robi. Może się wydawać, że jest to przytłaczająca historia, ale mam nadzieję, że jest także bardzo optymistyczna.

Skąd ma Pan siłę, by walczyć?

Wiedziałem, że istniało potężne, absolutnie nierozpoznane zagrożenie dla życia publicznego. Patrzenie na fakty, które widniały w tych dokumentach i historie, które poznałem, zdawanie sobie sprawy z zakresu i skali tej sytuacji – to mnie napędzało.

Miałem szczęście mieć przy sobie takich ludzi, jak Mark Ruffalo i ekipa z Participant Media, którzy byli w stanie zrobić razem film, jak i ludzi z Atria Books/Simon & Schuster, którzy pomogli wydać moją książkę i nagłośnić tę historię na całym świecie. To było trudne. Były również aktywne próby mające na celu niedopuszczenie do tego, by te informacje wyszły na jaw i rozniosły się po świecie.

Zawsze wracam myślami do słów pana Tennanta, który powiedział: ,,Musimy upewnić się, że ludzie widzą, co tu się stało i zadbać o to, żeby to już nigdy się nikomu nie przydarzyło”.

Czy chciałby Pan przekazać coś polskim aktywistom walczącym z czystym złem?

Bierzcie przykład z kogoś takiego jak pan Tennant i niech zainspiruje was do wiary w to, że każda osoba, niezależnie od okoliczności, czy swojego doświadczenia – jeżeli jest wystarczająco skupiona i zaangażowana, i wie, co jest słuszne – może coś zmienić. Możecie zmierzyć się z największymi siłami w swoim społeczeństwie i dokonać zmiany na lepsze – nie tylko dla swojej społeczności, ale prawdopodobnie dla całego świata.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 104 / (52) 2021

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Zdrowie

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.