fbpx

Broń gotówki! Historie Czytelników

Karta i gotówka w kieszeni spodni
fot. Michal Jarmoluk z Pixabay

Kilka miesięcy temu poprosiliśmy Was o podzielenie się z nami waszymi gotówkowymi historiami w ramach akcji „Broń gotówki!”. Byliśmy bardzo ciekawi tych relacji. Otrzymaliśmy ich więcej, niż się spodziewaliśmy. I postanowiliśmy Wam o nich opowiedzieć.

Wszystkie nadesłane historie uważnie przeczytaliśmy. Wśród nich znaleźliśmy przykłady nie tylko przychylne gotówce, ale również ją krytykujące. Z kilkudziesięciu korespondencji dowiedzieliśmy się, dlaczego jedni cenią gotówkę, w czym im ona pomaga, a z kolei inni ją odrzucają na rzecz płatności cyfrowych i kart płatniczych. To cenne, bo warto widzieć dwie strony medalu. Żadnych uwag nie odrzuciliśmy – również tych krytycznych. Oto, na co zwracaliście uwagę.

Historia taksówkarza

Pamiętacie ją? To oczywiście nazwa umowna. Chodzi o historię zasłyszaną od taksówkarza i przekazaną dalej przez nas, jako przykład mający zachęcić Was do nadsyłania opowieści. Przypominamy w skrócie:

Taksówkarz opowiadał o kliencie, który wszystko opłacał kartą, bo wygodnie i bezpiecznie. Chciał kredyt 30 tys., a zarabiał 4 tys. na rękę. W banku, po przeanalizowaniu jego miesięcznych wydatków w ciągu roku, stwierdzili, że nie będzie w stanie spłacać rat kredytu co miesiąc i odmówili. Zamknął u nich rachunek. Przeniósł się do innego banku, kartą płacił tylko wtedy, kiedy musiał, a resztę gotówką. Dostał kredyt, bo wyliczenie zrobili tylko na podstawie jego zarobków.

Przykład zadziałał, otrzymaliśmy liczne komentarze. Pan Tomasz dopisał nawet hipotetyczny dalszy ciąg tej historii: „Czy ten taksówkarz opowiadał ciąg dalszy historii? Jak klient dostał ten kredyt, podniesiono stopy procentowe i przy jego sposobie życia, który bardzo ciężko zmienić, nie było go stać na opłacenie rat. Wpadł w spiralę kredytową i nie potrafiąc sobie z nią poradzić, popełnił samobójstwo. Banki nie bez powodu rezygnują z pewnego zarobku w postaci procentów od kredytu…”.

Inny głos: „Promujcie wybór, doskonale. Sugerowałbym jednak, aby w ramach przemawiających do czytelnika przykładów, powstrzymać się od pisania instrukcji, jak zrobić sobie krzywdę na rynku finansowym. Otrzymać kredyt w banku jest bardzo łatwo, regulacje w tym zakresie nie są restrykcyjne. Jeżeli zatem ktoś dostaje odmowę, to naprawdę powinien pomyśleć drugi raz, a nie zatajać swoje wydatki”.

I kolejna krytyka: „Państwo promują metody omijania procedur analizy ryzyka kredytowego? Przytoczony przykład taksówkarza: 4 tysiące dochodu i kredyt na 30 tysięcy, nawet nieoprocentowany, w popularnym 3-letnim okresie kredytowania oznacza ratę w wysokości 833 zł, czyli 20% dochodu. Przy obecnych kosztach życia takie obciążenie jest niemożliwe do udźwignięcia, lecz ludzie niestety nie myślą o konsekwencjach. A państwo, jak widzę, zamiast wspierać edukację w zakresie finansów osobistych, to wręcz otwarcie podpowiadają jak zrobić sobie krzywdę…”.

I odmienny punkt widzenia: „Bank nie podjął decyzji na podstawie możliwości finansowych klienta, jego wypłacalności. Tylko na podstawie wydatków. Arbitralnie uznał, że klient nie dostanie kredytu, bo go nie spłaci. Nie wziął pod uwagę, że dla klienta kredyt jest na tyle ważny, że żeby go dostać i spłacić, zmieni swoje konsumenckie decyzje, bo zwyczajnie coś jest dla niego ważniejsze. Bank powinien był się skupić na jego miesięcznych dochodach, które wskazywały na jego wypłacalność. Nie jest rolą banku, żeby oceniać, na co klient wydaje swoje pieniądze…”.

Dziękujemy za dyskusję. Zapewniamy, że nie promujemy żadnych metod omijania procedur, czy prawa. Cieszy podkreślanie konieczności rozważnego brania kredytów. Jednak, czy podejmowanie przez bank decyzji w sprawie istotnej dla klienta nie wymagałoby szerszej analizy jego sytuacji finansowej? Wystarczy oprzeć się na wydatkach z karty i już wszystko wiadomo? No, cóż…

Kiedy przyda się w portfelu parę stów

Sporo uwagi poświęciliście konkretnym sytuacjom, w których posiadanie gotówki okazało się atutem. Pani Anna doświadczyła tego z powodu… burzy: „Generalnie lubiłam płacić kartą do czasu, gdy pewnego burzowego popołudnia robiłam zakupy spożywcze w drodze z pracy. W czasie robienia zakupów uderzył niedaleko piorun i w sklepie samoobsługowym zrobiło się kompletnie ciemno. Niczym w jakimś horrorze. Za krótką chwilę włączyło się awaryjne zasilanie i oświetlenie. Skończyłam robić zakupy w mrocznej atmosferze, podjeżdżam do kasy z pełnymi koszykiem, a pani ekspedientka mówi, że tylko gotówka, bo Internet padł i nie da się kartą płacić…”.

Doświadczaliście również awarii terminali płatniczych w restauracji, w marketach. Albo bardzo wyjątkowych sytuacji: „Pamiętna nawałnica na Pomorzu w sierpniu 2017 roku. Rodzice wyjechali w podróż do rodziny w Borach Tucholskich. Rano dowiaduję się, co zaszło w nocy i że udało im się w jakiś sposób skontaktować z wujem. Przekazali lakonicznie, że samochód zniszczony, elektryczności nie ma, łączność nie działa. Wsiadam w samochód, jadę na miejsce 160 km i okazuje się, że popełniłem błąd, bo z uwagi na brak prądu nigdzie nie użyję karty… Dobrze, że miałem trochę gotówki w kieszeni i w połowie pełen zbiornik paliwa w razie W, bo inaczej nie wiem, jak bym sobie poradził. Od tej pory zawsze mam przy sobie przynajmniej 100 zł w drobnych, gdyby zaszła potrzeba zapłacenia za pomoc lub jakieś produkty w takich sytuacjach”.

Po serii niecodziennych zdarzeń głos odnoszący się do szerokiego spojrzenia na działania bezgotówkowe: „Moja historia będzie krótka, ale przedstawia największą wadę kart bezgotówkowych, czyli system – pisze pan Szymon. – Ostatnio chciałem zapłacić u dentysty kartą, ale system nie chciał mi zaakceptować transakcji, a byłem pewny, że mam pieniądze. Gdyby nie to, że miałem przy sobie gotówkę, to nie byłbym w stanie zapłacić za usługę i to wyłącznie z powodu problemów systemowych banku. Na dodatek później chciałem wypłacić gotówkę, to otrzymałem komunikat, że moja karta nie jest obsługiwana przez bankomat, a był to Euronet…. Udało mi się wypłacić w bankomacie Pekao, a mam konto w mBanku. Zatem nie da się całkowicie zastąpić gotówki kartami, ponieważ systemy bankowe bywają wadliwe, a gotówka (jak już uda się wypłacić) jest zawsze do dyspozycji, jedyne zagrożenie dla niej to inflacja”.

Podobne przykłady, tym razem z podróży zagranicznych. Pan Marcin napisał: „Przez wiele lat korzystałem prawie wyłącznie z transakcji opłacanych kartami. Trzy lata temu, będąc na lotnisku w Paryżu (przesiadka w podróży), chciałem zrealizować wypłatę na kwotę 2000 euro. Niestety transakcja została zablokowana bo bank sobie ubzdurał, że ma do czynienia z »podejrzaną transakcją«. Gdyby nie pożyczka znajomych, musiałbym zrezygnować z wyjazdu do Ameryki Południowej z uwagi na brak gotówki. Od tej pory straciłem zaufanie do tego typu transakcji”.

I systemowe doświadczenie pana Szymona z delegacji: „Francja, mała wioska Soultz, chcę zatankować paliwo. Pierwsza stacja bez obsługi, automat płatniczy, próbuje płacić przed tankowaniem, karta nie działa. Druga stacja – tak samo – automat płatniczy i znowu karta nie zadziałała. Trzecia stacja z tradycyjną kasą, tankuję paliwo, kwota 101,90 EUR, idę płacić do kasy, a tu karta nie działa, druga karta – inny bank, nie działa. Zadziałała dopiero trzecia karta z trzeciego banku. Nie miałem tyle gotówki. Nie miałem 102 EUR w portfelu, bo wszędzie płacimy kartami. A co jakbym nie miał trzeciej karty. Chyba jednak nie każdy ma 3 karty kredytowe z trzech różnych banków w portfelu.
Nauczka dla mnie – wozić gotówkę. Ale jak nie będzie możliwości płacenia gotówką, to pozamiatane”.

Świat cyfrowy kontra gotówkowy

„Moja historia o płatnościach kartą jest krótka. Jedyny raz i z pewnością ostatni zapłaciłem kartą w transakcji internetowej. Po sfinalizowaniu zakupu przez kilka dni nie sprawdzałem konta w banku. Jakież było moje zdziwienie i przerażenie, gdy po kilku dniach sprawdziłem swoje konto. Na koncie brakowało kilkaset złotych, które zostały zrealizowane na zakupy zrobione nie przeze mnie. Gdybym nie sprawdzał konta, mój rachunek zostałby doszczętnie wyczyszczony”.

„Biorąc pod uwagę narastające wadliwe działanie systemów informatycznych oraz ostatnie informacje o przerwach z dostępnością do usług bankowych, możemy się znaleźć w sytuacji, kiedy w czasie weekendowego pobytu nie będziemy w stanie zapłacić za towary lub usługi”.

Dwa bardzo ciekawe przykłady: „Chciałbym opowiedzieć dwie historie nawiązujące do tematu. Pierwsza zdarzyła mi się w tym roku w kwietniu. W święta wyjechaliśmy z rodziną poza miejscowość zamieszkania. Wtedy nieznani sprawcy włamali nam się do domu i ukradli sporo kosztowności, w tym kilka tysięcy złotych w gotówce. Policja niewiele w tej sprawie pomogła. Koniec historii.

Druga historia wydarzyła mi się rok wcześniej. Często używam karty płatniczej w transakcjach internetowych. Pewnego razu, prawdopodobnie przez jakiś portal internetowy, ktoś przechwycił dane z mojej karty i ściągnął z niej kilkaset złotych. Natychmiast dostałem powiadomienie o sporej transakcji, zadzwoniłem do banku, który zablokował kartę, od razu wyrobił mi nową, a następnie zwrócił skradzioną kwotę w ramach reklamacji – pieniądze otrzymałem po kilku godzinach. Po jakimś miesiącu bank ściągnął skradzioną kwotę od sprawcy, zostałem o tym poinformowany.
Myślę, że brak historii o niebezpieczeństwie transakcji bezgotówkowych wynika między innymi z przykładów takich jak moje”.

Warto spojrzeć na nie wnikliwiej. A szczególnie na to, jak rozumiany jest termin „bezpieczeństwa transakcji bezgotówkowych”. Z opisu wynika, że zostało ono utożsamione ze zwrotem pieniędzy, szybką reakcją banku i ujęciem sprawcy kradzieży – czyli czynnościami po fakcie. Ale przecież do kradzieży doszło, czyli ktoś złamał zabezpieczenia. Podobnie jak w przypadku okradzenia domu.

A jak wyglądała cyfrowa kradzież w Rio de Janeiro? Oto relacja: „Dwa lata temu byłem ze znajomymi w Rio de Janeiro. Pewnego wieczoru wracaliśmy taxi do hotelu. Chcąc zapłacić za kurs, wyciągnęliśmy gotówkę, kierowca jednak poprosił o kartę. Sprawa wydała się troszeczkę podejrzana, był już jednak wieczór, nikt z nas nie włada portugalskim, wiec jeden z kolegów wyjął kartę i uiścił rachunek. Na drugi dzień okazało się, że jego karta została skopiowana, a na koncie pojawiło się zadłużenie na 15 000 zł.
Po rozmowie z bankiem karta została zablokowana i rozpoczął się proces wyjaśniający. Koledze po kilku tygodniach umorzono zadłużenie, jednak czas spędzony w Rio nie był już czasem odpoczynku, a raczej ciągłych telefonów z wyjaśnieniami”.

Drobny handel, drobne gesty

Transakcje bezgotówkowe mają swoją cenę, dosłownie. Systemy je obsługujące nie działają przecież za darmo. W końcu płatność bezgotówkowa to taka sama usługa jak każda inna.

„Jestem małym przedsiębiorcą, prowadzę drogerię. Za możliwość przyjmowania płatności kartą od klientów ponoszę miesięczny koszt ok. 400-500 zł. Ostatnio otrzymałam informację o kolejnej podwyżce opłat, prowizji. Dla mnie to są ogromne koszty. W skali roku to ponad 5 tys. Zamiast jechać z dzieckiem na wakacje płacę za obsługę płatności kartą. Jestem do tego zmuszona i boję się kolejnych podwyżek. Gdyby to osoba płacąca kartą musiała ponieść ten koszt przy każdej transakcji, szybko by z tej formy płatności zrezygnowała.
Przedsiębiorstwa mają coraz więcej kosztów, podatków, opłat. Musimy podnieść ceny, żebyś mógł płacić kartą… A co, jeśli prowizje podniosą o kilka procent? Zapłaci za to nieświadomy „Kowalski”.

I kolejna: „Kilka lat temu chciałem kupić elektroniczne pianino dla córki, która uczyła się w szkole muzycznej. Instrument kosztował 3000 zł. Zapytałem sprzedawcy o jakiś rabat i odpowiedział mi: – Owszem możemy obniżyć cenę o 3%, o ile zapłaci Pan gotówką, bo za płatność kartą bank pobiera taką właśnie prowizję.
Banki oczywiście nadal pobierają prowizje od transakcji kartami, których koszty sprzedawcy przenoszą na klientów. W ten sposób nieświadomie my klienci, płacimy bangsterom haracz”.

Hmm…, czy to znaczy, że w cenę każdego produktu w każdym sklepie wliczony jest koszt obsługi bezgotówkowej? A co, jeśli zapłacimy gotówką? Intrygujący trop do zbadania. Ciekawe, czy jeśli zaproponowano by powszechnie rabaty za płacenie gotówką, wzrósłby jej udział w płatnościach?

Co z naszą wolnością?

Na razie nadal mamy wybór czy w codziennych najzwyklejszych transakcjach chcemy płacić gotówką, czy nie. Tymczasem zdarza się, że to nasze prawo już jest łamane i to… przez urzędy. „W urzędzie miasta Piotrkowa Trybunalskiego w wydziale paszportowym nie ma możliwości dokonania opłaty za paszport gotówką” – napisał czytelnik. Czy zgadzacie się z takim postępowaniem?

„Nie jest to moja osobista historia, a raczej przemyślenia wywodzące się z obserwacji świata i powolnego uzależniania ludzi od Internetu rzeczy i od struktur ponadpaństwowych (banki, korporacje) czy po prostu rządów, które coraz bardziej ingerują w naszą prywatność. Największym zagrożeniem jest możliwość manipulowania wartością pieniądza. Odbierania ludziom ich pieniędzy bez żadnego kontaktu fizycznego. W połączeniu z np. systemem kredytu społecznego, coś jak Chiny, mamy wizję dystopii, gdzie o wartości bądź ilości naszych pieniędzy decyduje rząd, bądź co gorsza (?) korporacja bankowa.

Jednak bardziej przyziemnym zagrożeniem jest wizja ataku informatycznego na systemy płatnicze, bankowe, na infrastrukturę energetyczną. Gdzie wtedy zapłacisz kartą? Zrobisz przelew? Ryzyko zamieszek i rabunków jest w takim wypadku znacznie zwiększone”.

„To nie jest moja historia, to jest historia ogółu. Konstytucja gwarantuje nam prawo do prywatności, a płacąc wszędzie kartą, tracimy ją, jesteśmy wówczas ciągle inwigilowani.

Po drugie banki zarabiają na tym krocie. Mącenie ludziom w głowach, że to dla naszego dobra i wygody to pewnego rodzaju nacisk ze strony rządu, który chce wiedzieć wszystko w obecnych czasach.
Mówię »nie« i stoję za gotówką”.

„Ja żadnej konkretnej historii nie przytoczę, ale jest kilka przykładów, które przychodzą mi do głowy, jeśli będziemy żyć w świecie bez gotówki:

  • nie wrzucę paru złotych grajkowi na ulicy,
  • babcie/dziadkowie nie wrzucą paru złotych wnukom do tzw. kieszeni 🙂
  • właściciele małych biznesów, zwłaszcza sezonowych, będą ponosić koszty urządzeń płatniczych, co przy bardzo małych biznesach jest dodatkowym zbędnym kosztem,
  • jeśli zgubię lub ktoś mi ukradnie kartę płatniczą, zostaję bez pieniędzy na parę dni, dopóki nie wyrobię drugiej karty – co jest dramatem zwłaszcza na wakacjach…,
  • niektórych płatności wolelibyśmy nie pokazywać na koncie bankowym, np. w sex-shopie (brak prywatności i totalna inwigilacja)…

To tak na szybko :)”.

„Może nie mam swojej własnej historii, ale refleksję na temat tego, co działo się w Kanadzie, a mi osobiście unaoczniło, jak wyeliminowanie gotówki bardzo zagraża prawom i wolnościom obywatelskim.

W styczniu i w lutym 2022 całą Kanadę opanowały rozległe protesty, znane jako Konwój Wolności. Iskrą zapalną protestów było narzucenie na kierowców ciężarówek obowiązku szczepień przeciwko COVID-19. Były wyrazem niezadowolenia społecznego z ograniczeń praw obywatelskich w związku z pandemią. To nie był protest »antyszczepionkowców«, bo protestowało również bardzo dużo osób, które się zaszczepiły.

Co zrobił kanadyjski rząd? Zaczął blokować rachunki bankowe osób, które wpłacały darowizny na organizację protestów. Po prostu. Bez wyroku. Za wspieranie ruchu, z którym rząd się nie zgadza.

Czy protest był słuszny? Nie jest to istotne. Istotniejsze jest to, że pokazuje to, że wyeliminowanie gotówki tworzy »infrastrukturę« dla pozbawienia środków do życia jednostek niezgadzających się z polityką władzy. Dzisiaj mogą to być przeciwnicy obowiązku szczepień, z którymi można się nie zgadzać. Jednak jutro może to być każdy inny »dysydent«. To działo się w Kanadzie, ale może stać się w każdym kraju, w którym powoli wypiera się gotówkę.

W Polsce temat był dość mało nagłośniony, a same protesty próbowano zdyskredytować, dopatrując się nawet na protestach nazistowskich symboli (jak widać W. Putin ma wiernych naśladowców, w kontekście poszukiwania nazistów). Moim zdaniem jednak bardzo dużo pokazuje”.

„Mnie osobiście cyfrowa waluta odpowiada. Z drugiej strony znam duży odsetek ludzi, którzy wzięli kredyty, »naginając rzeczywistość«, szczególnie w czasie ultraniskiego WIBORU, a teraz muszą praktycznie komorniczo pozbywać się swojego mieszkania. Co nie znaczy, że chciałbym, aby gotówka zniknęła, wręcz przeciwnie. Ma to też wydźwięk kulturowy, wymiany z lokalnymi rzemieślnikami, handlowcami etc.
Też mam odczucie, że cyfrowa waluta da absolutną władzę tym, którzy nią będą zarządzać. Gdyby została zorganizowana jakaś debata na żywo z panelem ekspertów, to na pewno bym chciał to zobaczyć :)”.

„Nie jest to opowieść o mnie, ale o weryfikowalnym stanie rzeczy. Jestem osobą, która tworzy oprogramowanie komputerowe, co oznacza, że również po części siedzę w bezpieczeństwie, anonimizacji danych, etc.

Zaczynając opowieść o niebezpieczeństwie kart – wspomnę setki (jak nie tysiące) sytuacji, gdzie bank z niewiadomych powodów dwukrotnie lub kilkukrotnie skasował klientów.

Takich sytuacji są setki jak nie tysiące. Bankowość jest bardzo bezpieczna, generalnie mówiąc, ale przy ilości transakcji dziennych, nawet przy 99.999% skuteczności systemu, zdarzają się wpadki.

Kolejne sytuacje to akcje, gdzie ktoś, posiadając kartę w portfelu, włączone NFC w telefonie, był okradany metodą na terminal.

Trzecie sytuacje – skimming kart. Wiele razy można spotkać się z nakładkami na bankomaty, ja również raz w życiu się z takim skimmerem spotkałem.

Tradycyjnie mogliśmy się przed takimi rzeczami bronić, obecnie – niezbyt.
Płacąc gotówką, tak naprawdę byliśmy bardzo bezpieczni – jedyna opcja była taka, że po prostu ktoś nas okradnie fizycznie.
Płatności elektroniczne mają to do siebie, że większość użytkowników nie rozumie, jak te systemy działają. […]

Dla osób pracujących w IT, ogarniętych i rozumiejących zagrożenia, płatności bankowe, kartami kredytowymi i debetowymi to dobra sprawa, ułatwiająca życie. Problem pojawia się, gdy wystawiamy osobę, która nie ma pojęcia (bo nie musi mieć pojęcia, by korzystać), jak działają owe systemy na świat. Wiele razy na Twitterze ludzie wrzucali zdjęcia swoich kart kredytowych z przodu i z tyłu, a to zawiera już informacje pozwalające dokonać płatności internetowej”.

Broń gotówki! I tak się nie uda

„Po pierwsze, jak bronić gotówki, jak prawie nikt już z niej nie korzysta? Po drugie, ludzie, którzy pracują na czarno, mają przelewy na konto bankowe? Po trzecie, dilerzy narkotykowi za działkę pobierają opłatę przez terminal lub Blik? Po czwarte, z banksterami jeszcze nikt nie wygrał. Nie jestem zwolennikiem likwidacji gotówki, ale uważam, że jej obrona w dłuższej perspektywie jest bezskuteczna”.

Zawsze pozostaje dylemat: działać, czy nie? Jeśli z założenia rezygnujemy, nie dajemy sobie i gotówce żadnej szansy obrony. Zatem może jednak warto spróbować.

W Polsce nadal wiele osób posługuje się gotówką. W liście prezesa NBP do Ministerstwa Finansów czytamy: stopień „nieubankowienia”, mierzony brakiem rachunku płatniczego lub konta bankowego, dla osób pełnoletnich wyniósł 11,5% natomiast w grupie osób w wieku 65 lat i powyżej wyniósł 28%. Podobnie, zgodnie z ww. badaniem, stosunkowo wysoki jest odsetek osób nieposiadających karty płatniczej, mierzony brakiem posiadania takiego instrumentu płatniczego, który dla osób pełnoletnich wyniósł 18,3%, zaś dla osób w wieku 65 lat i powyżej wyniósł aż 47,5%. 

„Szanowny Panie, dla mnie 20 tysięcy na zakupy jest kwotą niewyobrażalną. Mam nadzieję, że to dotyczy tylko niewielkiej części naszego społeczeństwa, a na pewno mnie to nie dotyczy. Pozdrawiam i życzę wszystkim (i sobie także), by kiedyś »dotknął« nas taki problem”. Zgoda, nie zrobimy raczej zakupów za taką kwotę w sklepie spożywczym, czy na targowisku, ale w autokomisie jak najbardziej. I pewnie znalazłoby się jeszcze wiele takich miejsc i okazji, ot, choćby organizacja uroczystości weselnych.

Kwota może się wydawać znacząca, ale jeszcze bardziej znaczący jest fakt, że nie wiadomo, dlaczego to jest akurat 20 tysięcy, a nie 25 tysięcy, czy 15 tysięcy. Ponadto dokonywane wcześniej zmiany limitów płatności między firmami pokazują wyraźnie jeden kierunek – obniżania tych limitów w dół.

Gotówka. Fakty i mity

Wiele osób sądzi, że gotówki już się nie używa. Mit. Zacytowane przez nas wyżej dane z listu prezesa NBP, Adama Glapińskiego, mówią coś innego. Ba, w całej Unii Europejskiej gotówką posługuje się 30 mln osób – dane z tego samego listu.

Inny mit. Mówiąc o gotówce, słyszymy zaraz, że służy ona do oszustw, kupowania narkotyków, przekazywania „pieniędzy pod stołem” zatrudnianym na czarno pracownikom itp., itd. Tak jakby cyfrowo nie dokonywano oszustw finansowych, prawda? A często może po prostu chodzić o zachowanie dyskrecji z różnych prywatnych względów. Niekoniecznie z powodu łamania prawa. Nie zawsze i nie wszędzie musimy zostawiać cyfrowe ślady, które później są wykorzystywane przez różne podmioty do śledzenia w sieci naszych zakupów, zainteresowań, nawyków. Po prostu nas samych.

Gotówkę łatwo ukraść. Mit. Cóż, tak samo, jak kartę. Na konto też można się włamać. Z dwóch historii o kradzieży gotówki z domu i z konta bankowego, nadesłanych przez Czytelnika, wynikało, że pieniądze skradzione elektronicznie udało się szybko odzyskać. Nawet schwytano sprawcę. Gotówka i kosztowności z domowego sejfu – przepadły. Świetnie, że w tym przypadku bank zareagował błyskawicznie i tak, jak powinien. Jednak nie zawsze banki tak ochoczo zwracają skradzione z kont klientów pieniądze. Choć faktycznie prawo je do tego zobowiązuje. Mimo wszystkich pozytywów sytuacji, do kradzieży jednak doszło.

Podkreślamy: nie namawiamy w naszej akcji „Broń gotówki!” do przechowywania dużych jej kwot w domach – wtedy warto pomyśleć o ubezpieczeniu. Chodzi nam o to, żebyśmy mogli posługiwać się gotówką gdzie i kiedy chcemy. Żeby była równoważnym środkiem płatniczym w codziennych sytuacjach.

Gotówka to prywatność. Fakt. Ale przecież nie mamy nic do ukrycia. Jesteśmy uczciwymi ludźmi. To pomyślmy przez chwilę, jak wiele wie o nas nasz bank na podstawie dokonywanych przez nas cyfrowych transakcji? Zwłaszcza jeśli to dominująca forma. Wszystko. Zna nas lepiej niż nasi najbliżsi. Banku pewnie nie musimy się obawiać, ale innych…

Obecnie coraz częściej mówi się, że nasze dane rozumiane jako informacje o nas, naszych zwyczajach, chorobach, wydatkach to towar, który staje się coraz bardziej pożądany przez różne cyfrowe podmioty. I wcale nie chodzi o oszustów.

Gotówka to konkret. Fakt. Są podmioty, które mogą zablokować nam dostęp do własnego konta. Z różnych powodów, również takich, o jakich opowiadał zacytowany wcześniej przykład z Kanady.

Z nadesłanych historii wynika też, że są osoby, które dokonują transakcji wyłącznie bezgotówkowo. Inni natomiast czynią to wyłącznie gotówką.

Dlaczego gotówką? Bo wielu osobom w ten sposób łatwiej kontrolować wydatki. I nie tylko. „Gotówka jest mi potrzebna wszędzie tam, gdzie usługodawcy rozliczają się ryczałtem czy na tzw. książkę”. Przyda się też w wielu innych sytuacjach, np. na lokalnym ryneczku, kiedy zabraknie zasilania itd.

„Moje spostrzeżenia płacenia kartą. Zdarza mi się, że płacąc kartą, nie wiem, ile mam jeszcze pieniędzy na koncie i na paragonie pojawia się komunikat , »brak środków«. Płacę wtedy gotówką. Miesięcznie muszę zapłacić kartą kwotę 300 zł, było niedawno 200 zł. Prowadzenie konta jest wtedy za darmo. Nim przyjdę do domu mam komunikat z banku na tel., że mogę sobie wziąć pożyczkę w kwocie 3 tys. na dwa tygodnie. A więc pełna kontrola moich pieniędzy na koncie i zachęcanie do pożyczki i pakowania się w długi, a banki zarabiają”.

Dlaczego bezgotówkowo? Bo to praktyczne, wygodne: „Całe życie płacę tylko kartą i płatnościami internetowymi. Chodzenie z gotówką to głupota. Łatwo jest paść ofiarą kradzieży. Gotówka nosi tysiące bakterii i chorób. Po co iść do bankomatu po gotówkę i potem do sklepu, skoro można od razu iść do sklepu? Włączcie myślenie i przestańcie robić papkę ludziom z mózgu”.

Zapewniamy, że nie mamy zamiaru „robić papkę ludziom z mózgu”. Wręcz przeciwnie namawiamy do myślenia, a nawet oglądania dwóch stron medalu. A czy ofiarą kradzieży nie jest tak samo łatwo paść w obu przypadkach – gotówkowym i bezgotówkowym? Przy okazji informujemy: gotówka nie przenosi chorób i zarazków. To mit.

Na razie każda ze stron ma wybór. I dokładnie o to chodzi w akcji „Broń gotówki!”. O wybór – każda z metod ma swoje plusy i minusy, a ponadto w różnych sytuacjach doskonale się uzupełniają lub zastępują. Zawsze dobrze jest posiadać alternatywne wyjście. Czyż nie? Dlaczego w tak ważnej kwestii mielibyśmy je stracić?

„I nikt nikomu nie każe rezygnować z karty. Ile można powtarzać?! Płać sobie nawet tęczówką oka, tylko mi zostaw wybór, żebym własną płacić nie musiała, skoro tego nie chcę”.

Czekamy na kolejne historie. Piszcie na adres: redakcja@instytut.lodz.pl. Pozdrawiamy!

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 156 / (52) 2022

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Ekonomia # Społeczeństwo i kultura

Być może zainteresują Cię również:

Łodzianie decydują

Apel do mieszkańców Łodzi

Aktywiści łódzkiego środowiska organizacji pozarządowych zwracają się do mieszkańców Łodzi w sprawie poparcia projektu „Łodzianie Decydują”, którego celem jest uprawomocnienie głosu obywateli  i zaktywizowanie mieszkańców do większego udziału w życiu publicznym.