fbpx

Felieton

#Górski_prowokuje: Czy jestem antyszczepionkowcem?

szczepienie
fot. Katja Fuhlert z Pixabay

Rafał Górski

Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 67 / (15) 2021

Co jakiś czas słyszę pytanie: „Czy jest pan antyszczepionkowcem?”. Żeby na nie odpowiedzieć w sposób rzeczowy, potrzebuję definicji „antyszczepionkowca”. Nigdy takiej, od zadających pytanie, nie otrzymałem. A jest to o tyle ważne, że dzisiaj „antyszczepionkowiec” to „nowy Żyd”, którym znakuje się każdego, kto ma odmienne zdanie, zadaje pytania, wyraża publicznie wątpliwości. Ba!, który dąży do otwarcia debaty.

W Wikipedii, encyklopedii wolnej od odpowiedzialności za słowo (hasła są tworzone i weryfikowane przez anonimowych autorów, którzy mogą wirtualnie „aresztować” każdego, jak Józefa K. w „Procesie” Kafki), czytam, że: „Antyszczepionkowcy – potoczne określenie osób podważających sens i skuteczność szczepień. W krajach, gdzie istnieje obowiązek szczepień, opowiadają się za jego ograniczeniem lub zniesieniem. W kontrowersji szczepionkowej opowiadają się po stronie głoszącej, że szczepionki są szkodliwe dla zdrowia”. Odnosząc się do tej „definicji”, a właściwie fake-newsa, mam kilka refleksji:

1/

Szczepienia nie są mi obce. Ostatnio, przy okazji wyjazdu do Nepalu, wraz z żoną skorzystaliśmy z kilku zalecanych, bo nieobowiązkowych, szczepień przebadanymi i znanymi od dekad szczepionkami. Wcześniej, natomiast, przy okazji wyjazdów do Kambodży i Laosu, na Syberię i do Mongolii. Zebraliśmy informacje, odbyliśmy konsultacje z lekarzem zakaźnikiem, zbadaliśmy się i przygotowaliśmy się do szczepienia – czyli tak, jak należy to robić, a przynajmniej dotąd należało, bo szczepionki to nie są dropsy. Zatem tak – oboje posiadamy tę bijącą obecnie rekordy popularności „żółtą książeczkę”.

Nie kwestionuję więc sensu szczepień i ich skuteczności, co nie oznacza, że nie należy prowadzić rzetelnego monitoringu ich efektów, zwłaszcza tych nowych szczepionek, co mocno kuleje nie tylko w Polsce. A znając rodziców, którzy na co dzień borykają się z efektami NOP-ów swoich dzieci, pozostawionych samym sobie, rozumiem ich niepokój oraz walkę, którą wielu prowadzi np. na rzecz ograniczenia liczby szczepień w ciągu pierwszych dwóch lat życia dziecka. Nie zrozumie ten, kto tego nie doświadczył albo takiej rodziny nie zna.

To, czemu nie przyklasnę to szczepieniu się na wszystko i przeciw wszystkiemu po wielokroć preparatami, które podsuwają nam w tej chwili korporacje farmaceutyczne, jak: Pfizer, AstraZeneca, Moderna czy Johnson & Johnson, jako remedium na wieczne zdrowie i bezpieczeństwo. Bo na co dzień pamiętam o tym, że „korporacja, tak samo jak psychopatyczna osobowość, którą przypomina, jest zaprogramowana na wyzyskiwanie innych dla własnej korzyści”, o czym pisze w międzynarodowym bestsellerze „Korporacja” Joel Bakan, profesor prawa na University of British Columbia w Vancouver. Polecam też film dokumentalny pod tym samym tytułem.

Przede wszystkim staram się dbać o swój system odpornościowy. I nie, jego wzmacnianie nie polega wyłącznie na szczepieniach. Choć, jako ludzie kochamy wybierać drogę na skróty. Dbam o swój organizm codziennie, a nie tylko od święta albo, kiedy robi się już groźnie. Bo najlepszą „szczepionką” jest profilaktyka: ruch, minimalizacja cukru, eliminacja alkoholu i papierosów, dieta niskowęglanowa, unikanie smogu i elektrosmogu, uzupełnianie mikroelementów (np. krzemu), filtrowanie niebieskiego światła, ograniczenie stresu i wiele innych (bo czynników, które zagrażają naszemu zdrowiu, jako cywilizacja wygenerowaliśmy nieproporcjonalnie dużo w ciągu ostatniego stulecia).

2/

Jestem też za prawem każdego człowieka do świadomego wyboru (czyli z dostępem do pełnej informacji i wiedzy), czy chce się szczepić. Jestem za edukacją, jawnością i odpowiedzialnością. Ta ostatnia jest najbardziej lekceważona. Nie wytrzymuje dzisiaj konkurencji z potencjalnym zyskiem niewielu.

Jestem za edukacją na temat wszystkich zalet i zagrożeń, jakie płyną z technologii szczepionkowych. Bo jak ostrzegał Stanisław Lem: „Każda technologia ma swoją ciemną stronę, z góry nieprzewidywalną”.

Jestem za jawnością wszystkich informacji związanych z producentami szczepionek i ich promotorami. Przykładowo, jeśli korporacja Pfizer ma kryminalną przeszłość, to obywatel powinien mieć prawo do informacji o niej przed podjęciem decyzji o szczepieniu jej produktem.

Jestem za odpowiedzialnością państwa i korporacji farmaceutycznych, za niepożądane odczyny poszczepienne. Obywatelom łatwiej będzie się zdecydować na szczepienia, jeśli będą mieć 100% gwarancji, że są zabezpieczeni w przypadku najgorszego. I nie chodzi tylko o jednorazową wypłatę odszkodowania, ale pokrycie kosztów codziennej, wieloletniej opieki, leczenia czy rehabilitacji osoby, której zdrowie ucierpiało, często nieodwracalnie, z powodu szczepienia. A o to, jak dotąd (jeszcze przed wirusem) wyglądała ta gwarancja, proszę spytać rodziców, których dzieci doświadczyły ciemnych stron szczepienia.

3/

Jestem przeciwny szczepieniom noworodków w pierwszym dniu życia. Do 1996 roku szczepienia odbywały się w pierwszym miesiącu, a nie w pierwszej dobie. Dlaczego to uległo zmianie? Czytam, że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca szczepienia dzieci w pierwszej dobie, z uwagi na sytuację epidemiologiczną – gruźlica wciąż stanowi w Polsce zagrożenie. Ciekawe, bo ze wszystkich głośników i telewizorów słyszę, że mamy postęp, mamy nowoczesną służbę zdrowia, a nie zacofaną jak ta w PRL-u, kiedy ja byłem noworodkiem i nie byłem szczepiony w pierwszej dobie. WHO zaleca? I co ja mam o tych zaleceniach myśleć, kiedy czytam o prywatyzacji WHO – obecnie mniej niż 20 procent budżetu WHO pochodzi od rządów państw członkowskich, a 80 procent od prywatnych fundacji i korporacji farmaceutycznych.

4/

„Nikt nie może być poddany eksperymentom naukowym, w tym medycznym, bez dobrowolnie wyrażonej zgody” – zgadzam się z art. 39 Konstytucji RP. Zastanawiam się, dlaczego warunkowe dopuszczanie szczepionek na COVID-19 nie jest nazywane eksperymentem, a leczenie amantadyną już tym eksperymentem jest. Jeżeli przed 2020 rokiem dopuszczenie nowej technologii szczepionkowej wymagało do 10 lat badań, a dzisiaj wystarcza niespełna rok, to dla mnie jest to poważny temat do dyskusji. A dopuszczeni do debaty wyłącznie hurraoptymiści, wzbudzają tylko coraz więcej wątpliwości. Słyszę, że z uwagi na koronakryzys Europejska Agencja Leków (EMA) zastosowała specjalną procedurę etapowego przeglądu wyników badań (rolling review), polegającą na ocenie napływającej dokumentacji badawczej na bieżąco.

„Warunkowe dopuszczenie”, „specjalna procedura”, czyli jest to eksperyment w odróżnieniu od tego, co było przed czasami wirusa. Zaprzestania eksperymentu domaga się ponad 100 lekarzy z Niemiec, Austrii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych czy Kanady w liście otwartym do Europejskiej Agencji Leków.

Dlaczego nasze państwo inwestuje miliardy naszych pieniędzy tylko w szczepionki, a jednocześnie obywatele, którzy chcą się leczyć tanią amantadyną, mają z tym ogromne problemy, bo państwo im tego zabrania? Zanim wszyscy chętni zaszczepią się, ludzie chorują i chorować będą. Jak więc można stawiać tylko na szczepienia i od roku robić tak niewiele, żeby nie napisać mocniej, odnośnie testowania i szukania metod leczenia, które tak wielu są potrzebne, tu i teraz. Amantadyna ma działanie także przeciwwirusowe, zalecana jest w grypie typu A. Od wielu już lat stosowana, znane jest jej działanie, ale też skutki uboczne. Po konsultacji z lekarzem powinniśmy mieć do niej łatwy dostęp i, zamiast niekiedy na własną rękę, przyjmować ją zgodnie z zaleceniami, pod obserwacją.

W czym jest więc problem? Czy w kryzysie nie robimy wszystkiego, żeby pomóc?

Od wielu dni słyszę lekarzy i polityków, którzy alarmują nt. skutków ubocznych, które pojawiają się u niektórych leczonych. To jest powód, żeby amantadyny nie zalecać. Z drugiej strony, ci sami lekarze i politycy racjonalizują skutki uboczne szczepień, a nawet zgony po ich podaniu, bo według nich mieszczą się one w „błędzie statystycznym”. W tym miejscu postawię hipotezę, że nikt tak skutecznie nie zniechęca do szczepień, jak ich ślepi na argumenty propagandyści ślepego postępu.

5/

To, co obserwuję od lat, a co nasilił temat koronawirusa, to brak debaty publicznej na temat blasków i cieni współczesnej technologii szczepień. Lekarze i obywatele, którzy mają inne zdanie niż establishment medyczno-medialny są „paleni na stosie” przez funkcjonariuszy Policji Myśli (Rok 1984) i Służby Bezpieczeństwa METODY (Corpus delicti).

Przykładem może być Dorota Czajkowska-Majewska, profesor neurobiologii, która przez wiele lat pracowała w czołowych instytucjach naukowych w Polsce i USA, m.in. w Instytucie Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej PAN w Warszawie, na Uniwersytecie Harvarda w Bostonie i w Narodowym Instytucie Zdrowia w USA. Swoje artykuły publikowała w tygodniku „Polityka”. Polecam jej dwie książki „Człowiek Globalny” i „Nowy, lepszy człowiek” oraz dostępny w Internecie z nią wywiad: „Nie boję się swojego zdania o szczepionkach”, który ukazał się w tygodniku „Plus Minus”, dodatku do „Rzeczpospolitej”.

Proceder niszczenia wiarygodności lekarzy, uciszania tych, którzy szukają prawdy o szczepionkach, powoduje, że młodzi lekarze już tej prawdy nie szukają. Szukają świętego spokoju, bojąc się o swoje kariery, miejsca pracy i rodziny. A to już prosta droga do zaniku debaty publicznej i jednomyślności, czyli do bezmyślności. Medialna zmowa milczenia jest gwoździem do trumny, czasami tej bardzo realnej.

Z życia wzięte

Pamiętam jak dwa lata temu znajomy przestrzegał mnie przed poruszaniem w tekstach tematu korporacji farmaceutycznych. Mówił, że generalnie to mam rację, ale nie ma sensu kopać się z koniem. Nie ma sensu, bo przeciwnik jest potężny i niebezpieczny. Ilu więc jeszcze wybiera „nie kopać się z koniem” czy to dla świętego spokoju, czy to dla zysków, czy może ze strachu przed „utratą twarzy” w towarzystwie, rodzinie lub środowisku zawodowym? Bo o ile łatwiej się żyje, kiedy cię lajkują.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 67 / (15) 2021

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Zdrowie

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.