fbpx

John F. Kennedy: Pokój na świecie

Prezydent John F. Kennedy na Uniwersytecie Amerykańskim - 10 czerwca 1963 r.
Prezydent John F. Kennedy na Uniwersytecie Amerykańskim - 10 czerwca 1963 r., By Cecil Stoughton - JFK Library (direct link), Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=8410251
Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 134 / (30) 2022

John Fitzgerald Kennedy, prezydent Stanów Zjednoczonych, wygłosił przemówienie „Pokój na świecie” na Uniwersytecie Amerykańskim (American University) w Waszyngtonie 10 czerwca 1963 roku.

Przypominamy je, bo od tamtego momentu na Ziemi nie było ani jednego dnia pokoju.

Na skutek działań grup biznesowych, wojskowych i politycznych ludzie giną: na Ukrainie, w Syrii, w Palestynie, w Iraku, w Kazachstanie, w Afganistanie, w Birmie, w Libii, w Jemenie, w Nigerii, w tureckim Kurdystanie, w Etiopii, w Kirgistanie, na Haiti, w Ekwadorze…

Prezesie Anderson[1] członkowie Rady Powierniczej Wydziału, szanowni goście, mój wieloletni kolega, senator Bob Byrd uzyskał swój stopień naukowy dzięki wieloletniemu uczęszczaniu do wieczorowej szkoły prawniczej, a ja uzyskam swój w ciągu najbliższych 30 minut[2]. Szanowni Goście, Panie i Panowie, z wielką dumą uczestniczę w tej ceremonii otwarcia Uniwersytetu Amerykańskiego, sponsorowanego przez Kościół metodystyczny, założonego przez biskupa Johna Fletchera Hursta, a otwartego po raz pierwszy[3] przez Prezydenta Woodrowa Wilsona w 1914 r.

Jest to młody i rozwijający się uniwersytet, ale już spełnił on światłe nadzieje biskupa związane ze studiami historycznymi i sprawami publicznymi w mieście oddanym tworzeniu historii i prowadzeniu interesów publicznych. Wspierając tę instytucję szkolnictwa wyższego dla wszystkich, którzy pragną się uczyć, niezależnie od koloru skóry i wyznania, metodyści z tego regionu i z całego kraju zasłużyli na podziękowania całego narodu. Wyrażam uznanie wszystkim, którzy dziś kończą studia. Profesor Woodrow Wilson powiedział kiedyś, że każdy człowiek wychodzący z uniwersytetu powinien być człowiekiem swojego narodu, jak również człowiekiem swoich czasów, i jestem przekonany, że mężczyźni i kobiety, którzy mają zaszczyt ukończenia tej uczelni, będą nadal dawać swoim życiem, swoimi talentami świadectwo służby publicznej i działania na rzecz wspólnego dobra.

Niewiele jest rzeczy na Ziemi piękniejszych niż uniwersytet – napisał John Masefield w swoim hołdzie dla angielskich uniwersytetów, a jego słowa są równie prawdziwe dzisiaj. Nie odnosił się on do wież czy kampusów, ale podziwiał wspaniałe piękno uniwersytetu, ponieważ – jak powiedział – jest to miejsce, w którym ci, którzy nienawidzą ignorancji, mogą dążyć do poznania, a ci, którzy dostrzegają prawdę, mogą starać się sprawić, by inni ją dostrzegli.

Dlatego wybrałem ten czas i miejsce, aby omówić temat, w którym zbyt często panuje niewiedza, a zbyt rzadko dostrzega się prawdę, a jest nim najważniejszy temat na ziemi – pokój.

Jaki rodzaj pokoju mam na myśli i jakiego pokoju szukamy? Nie Pax Americana, wymuszonego na świecie przez amerykańską broń. Nie pokoju cmentarnego czy takiego, który daje poczucie bezpieczeństwa niewolnikowi. Mówię o prawdziwym pokoju, takim, który sprawia, że życie na Ziemi jest warte przeżycia. Takim, który pozwala wielu narodom wzrastać, dawać nadzieję i budować lepsze życie dla swoich dzieci. Nie chodzi o pokój dla Amerykanów, ale o pokój dla wszystkich ludzi. Nie tylko pokój w naszych czasach, ale pokój w każdych czasach. Mówię o pokoju ze względu na nowe oblicze wojny.

Wojna totalna nie ma sensu w epoce, w której wielkie mocarstwa mogą utrzymywać duże i względnie nie dające się zneutralizować siły jądrowe i odmówią poddania się bez uciekania się do użycia tych sił. Nie ma ona sensu w czasach, gdy pojedyncza bomba jądrowa ma siłę rażenia prawie dziesięciokrotnie większą niż wszystkie bomby użyte przez aliantów podczas II wojny światowej. Nie ma to sensu w czasach, gdy śmiertelne trucizny powstałe w wyniku wymiany atomowych ciosów byłyby przenoszone przez wiatr, wodę, glebę i nasiona do najdalszych zakątków globu i do nienarodzonych jeszcze pokoleń.

Dziś wydajemy miliardy dolarów rocznie na broń w celu zapewnienia, że nigdy nie będzie nam potrzebna. Jednak z pewnością tworzenie takich jałowych zapasów, które mogą służyć jedynie niszczeniu, a nie tworzeniu, nie jest jedynym, a tym bardziej najskuteczniejszym środkiem zapewnienia pokoju. Mówię więc o pokoju jako o koniecznym, racjonalnym celu rozsądnego człowieka.

Zdaję sobie sprawę, że dążenie do pokoju nie jest tak dramatyczne, jak dążenie do wojny, i często słowa dążących do niego pozostają bez echa, ale nie mamy pilniejszego zadania. Niektórzy twierdzą, że nie ma sensu mówić o pokoju, o prawie światowym, czy też o światowym rozbrojeniu i że będzie to bezużyteczne, dopóki przywódcy Związku Radzieckiego nie przyjmą bardziej oświeconej postawy. Mam nadzieję, że tak się stanie i wierzę, że możemy im w tym pomóc. Ale wierzę również, że musimy ponownie przeanalizować nasze własne postawy jako jednostki i jako narodu. Nasza postawa jest równie ważna jak ich postawa, a każdy absolwent tej szkoły, każdy myślący obywatel, który rozpacza nad wojną i pragnie zaprowadzić pokój, powinien zacząć od spojrzenia w głąb siebie; od zbadania własnej postawy wobec możliwości pokoju, wobec Związku Radzieckiego, wobec przebiegu zimnej wojny oraz wobec wolności i pokoju u siebie.

Najpierw należy przeanalizować nasze nastawienie do samego pokoju. Zbyt wielu z nas uważa, że jest on niemożliwy, zbyt wielu sądzi, że jest nierealny, ale jest to niebezpieczne przekonanie pełne defetyzmu. Prowadzi ono do wniosku, że wojna jest nieunikniona, że ludzkość jest skazana na zagładę, że opanowały nas siły, których nie możemy kontrolować.

Nie musimy akceptować tego poglądu, nasze problemy są dziełem człowieka, dlatego mogą być przez niego rozwiązane, a człowiek może być tak wielki, jak tylko zechce. Żaden problem związany z ludzkim losem nie jest poza ludzkim zasięgiem. Rozum i duch człowieka często rozwiązywały sprawy pozornie nierozwiązywalne i wierzymy, że mogą to zrobić ponownie.

Nie mam tu na myśli absolutnej, nieskończonej koncepcji powszechnego pokoju i dobrej woli, o której marzą niektórzy fantaści i fanatycy. Nie neguję wartości nadziei i marzeń, ale czyniąc z nich nasz jedyny doraźny cel, narażamy się na zniechęcenie i niedowierzanie.

Skupmy się natomiast na bardziej praktycznym, łatwiejszym do osiągnięcia pokoju, opartym nie na nagłej rewolucji w ludzkiej naturze, ale na stopniowej ewolucji ludzkich instytucji; na ciągu konkretnych działań i skutecznych porozumień, które leżą w interesie wszystkich zainteresowanych.

Nie ma jednego prostego klucza do tego pokoju, nie ma żadnej wielkiej czy magicznej formuły, którą mogłaby przyjąć jedna, czy dwie potęgi. Prawdziwy pokój musi być owocem pracy wielu narodów, sumą wielu czynów; musi być dynamiczny, a nie statyczny, musi zmieniać się, aby sprostać wyzwaniom każdego nowego pokolenia, ponieważ pokój jest procesem, sposobem rozwiązywania problemów.

Taki pokój nie wyeliminuje kłótni i sprzecznych interesów, podobnie jak mają one miejsce w rodzinach i w narodach. Pokój na świecie, podobnie jak pokój we wspólnocie, nie wymaga, aby każdy człowiek kochał swojego bliźniego. Wymaga jedynie, aby żyli oni razem we wzajemnej tolerancji, poddając swoje spory sprawiedliwemu i pokojowemu rozstrzygnięciu, a historia uczy nas, że empatia między narodami, podobnie jak między jednostkami, nie trwa wiecznie.

Niezależnie od tego, jak trwałe mogą się wydawać nasze sympatie i antypatie, bieg czasu i wydarzenia często przynoszą zaskakujące zmiany w stosunkach między narodami i sąsiadami. Dlatego wytrwajmy.

Pokój nie musi być niepraktyczny, a wojna nie musi być nieunikniona.

Definiując wyraźniej nasz cel, czyniąc go bardziej możliwym do osiągnięcia i mniej odległym, możemy pomóc wszystkim ludziom dostrzec go, czerpać z niego nadzieję i nieodparcie zmierzać w jego kierunku.

Po drugie przeanalizujmy nasz stosunek do Związku Radzieckiego. Zniechęcająca jest myśl, że jego przywódcy mogą rzeczywiście wierzyć, że to, co głosi ich propaganda, jest słuszne. Zniechęcająca jest lektura niedawno wydanego autorytatywnego tekstu radzieckiego na temat strategii wojskowej, w którym na kolejnych stronach znajdujemy całkowicie bezpodstawne i niewiarygodne twierdzenia. Takie jak zarzut, że amerykańskie kręgi imperialistyczne przygotowują się do rozpętania różnych rodzajów wojny, że istnieje bardzo realna groźba rozpętania przez amerykańskich imperialistów wojny prewencyjnej przeciwko Związkowi Radzieckiemu, a celem politycznym, cytuję, „amerykańskich imperialistów jest ekonomiczne i polityczne zniewolenie Europy i innych krajów kapitalistycznych oraz osiągnięcie dominacji nad światem za pomocą agresywnej wojny”. Jak już dawno napisano, niegodziwcy uciekają, gdy nikt ich nie ściga. Czytając te sowieckie oświadczenia, ze smutkiem uświadamiamy sobie, jak wielka przepaść nas dzieli, ale jest to również ostrzeżenie. Ostrzeżenie dla narodu amerykańskiego, by nie wpaść w tę samą pułapkę, co Sowieci, nie widzieć tylko zniekształconego i rozpaczliwego obrazu drugiej strony, nie postrzegać konfliktu jako nieuniknionego, porozumienia jako niemożliwego, a komunikacji jedynie jako wymiany gróźb. Żaden rząd czy system społeczny nie jest tak zły, by jego obywateli uznać za pozbawionych cnót.

Jako Amerykanie uważamy komunizm za głęboko odrażający jako zaprzeczenie wolności i godności osobistej, ale mimo to możemy chwalić naród rosyjski za jego liczne osiągnięcia w nauce i przestrzeni kosmicznej, we wzroście gospodarczym i przemysłowym, w kulturze, w aktach odwagi.

Wśród wielu wspólnych cech naszych dwóch narodów żadna nie jest silniejsza niż nasz wzajemny wstręt do wojny, niemal wyjątkowy wśród największych światowych potęg. Nigdy nie byliśmy ze sobą w stanie wojny, a żaden naród w historii wojen nie ucierpiał bardziej niż Związek Radziecki podczas II wojny światowej. Co najmniej 20 milionów ludzi straciło życie, niezliczone miliony domów i rodzin zostało spalonych lub splądrowanych, a jedna trzecia terytorium kraju, w tym dwie trzecie jego bazy przemysłowej, została zamieniona w pustkowie, co stanowi stratę równą zniszczeniu tego kraju (Stanów Zjednoczonych) na wschód od Chicago. Dziś, jeśli kiedykolwiek wybuchnie wojna totalna, niezależnie od tego, w jaki sposób do tego dojdzie, to nasze dwa kraje będą głównym celem ataku. To ironiczny, ale niepodważalny fakt, że dwie najsilniejsze potęgi są tymi, którym w takiej sytuacji najbardziej grozi zniszczenie. Wszystko, co zbudowaliśmy, wszystko, na co pracowaliśmy, zostałoby zniszczone w ciągu pierwszych 24 godzin. I nawet w zimnej wojnie, która niesie ze sobą obciążenia i niebezpieczeństwa dla tak wielu krajów, w tym dla najbliższych sojuszników naszego narodu, nasze dwa kraje dźwigają największe brzemię. Oba przeznaczają na broń ogromne sumy pieniędzy, które można by lepiej spożytkować na walkę z ignorancją, ubóstwem i chorobami. Oba są uwikłane w niebezpieczne i błędne koło, w którym podejrzenia z jednej strony rodzą podejrzenia z drugiej, a nowa broń rodzi kontr-broń.

Podsumowując, zarówno Stany Zjednoczone i ich sojusznicy, jak i Związek Radziecki i jego sojusznicy mają obopólny głęboki interes w osiągnięciu sprawiedliwego i prawdziwego pokoju oraz w powstrzymaniu wyścigu zbrojeń.

Porozumienia w tym celu leżą zarówno w interesie Związku Radzieckiego, jak i w naszym, ale nawet od najbardziej wrogich narodów można oczekiwać, że przyjmą i dotrzymają tych i tylko tych zobowiązań traktatowych, które leżą w ich własnym interesie. Nie bądźmy więc ślepi na dzielące nas różnice, ale zwróćmy też uwagę na nasze wspólne interesy i sposoby pokonywania tych różnic. A jeśli nie uda nam się teraz zniwelować różnic, to przynajmniej pomożemy uczynić świat bezpiecznym pomimo istnienia róznic.

W ostatecznym rozrachunku bowiem najbardziej podstawowym wspólnym mianownikiem, który nas łączy jest to, że wszyscy zamieszkujemy tę samą małą planetę, wszyscy oddychamy tym samym powietrzem, wszyscy troszczymy się o przyszłość naszych dzieci i wszyscy jesteśmy śmiertelni.

Powinniśmy ponownie przeanalizować nasz stosunek do zimnej wojny, pamiętając, że nie jesteśmy zaangażowani w grę mającą na celu zdobycie większej ilości punktów, nie rozdzielamy win ani nie stawiamy się w roli sędziów. Musimy zajmować się światem takim, jaki jest, a nie takim, jaki mógłby być, gdyby historia ostatnich osiemnastu lat potoczyła się inaczej. Musimy zatem wytrwale dążyć do pokoju w nadziei, że konstruktywne zmiany w bloku komunistycznym mogą przynieść rozwiązania, które obecnie wydają się nam nieosiągalne. Musimy tak prowadzić nasze sprawy, aby w interesie komunistów stało się uzgodnienie prawdziwego pokoju; a przede wszystkim, broniąc własnych żywotnych interesów, mocarstwa jądrowe muszą unikać takich konfrontacji, które stawiają przeciwnika przed wyborem upokarzającego odwrotu lub wojny jądrowej. Przyjęcie takiego kursu w epoce nuklearnej byłoby dowodem jedynie na bankructwo naszej polityki lub na zbiorowe pragnienie śmierci świata.

Aby zapewnić osiągnięcie tych celów, amerykańska broń nie służy prowokacji, jest starannie kontrolowana, zaprojektowana w celu odstraszania i zdolna do selektywnego użycia. Nasi dyplomaci są instruowani, aby unikać niepotrzebnych prowokacji i czysto retorycznej wrogości, abyśmy mogli dążyć do zmniejszenia napięć bez ustępstw wobec naszego Boga. Z naszej strony nie musimy używać gróźb, aby udowodnić, że jesteśmy stanowczy. Nie musimy zagłuszać zagranicznych audycji z obawy, że nasza wiara zostanie zachwiana. Nie chcemy narzucać naszego systemu żadnemu niechętnemu narodowi, ale chcemy i jesteśmy w stanie podjąć pokojową rywalizację z każdym narodem na Ziemi. Tymczasem szukamy siły w Organizacji Narodów Zjednoczonych, aby pomóc w rozwiązaniu jej problemów finansowych, aby uczynić z niej bardziej skuteczny instrument na rzecz pokoju, aby przekształcić ją w prawdziwy światowy system bezpieczeństwa. System zdolny do rozwiązywania sporów na podstawie prawa, do zapewnienia bezpieczeństwa dużym i małym oraz do stworzenia warunków, w których broń może stać się niepotrzebna. Równocześnie staramy się utrzymać pokój w świecie niekomunistycznym, gdzie wiele narodów, z których wszystkie są naszymi przyjaciółmi, jest podzielonych w kwestiach, które osłabiają solidarność Zachodu, co zachęca do interwencji komunistycznej, grożącej wybuchem wojny. Nasze wysiłki w Zachodniej Nowej Gwinei, w Kongo, na Bliskim Wschodzie i na subkontynencie indyjskim były wytrwałe i cierpliwe, mimo krytyki z obu stron. Staraliśmy się również dawać przykład innym, starając się wyrównać niewielkie, ale istotne różnice z naszymi najbliższymi sąsiadami w Meksyku i Kanadzie.

Mówiąc o innych narodach, chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że z wieloma jesteśmy związani istniejącymi sojuszami, ponieważ nasze interesy w znacznej mierze się pokrywają. Na przykład nasze zobowiązanie do obrony Europy Zachodniej i Berlina Zachodniego pozostaje niezmienne ze względu na tożsamość naszych żywotnych interesów. Stany Zjednoczone nie będą zawierać układów ze Związkiem Radzieckim kosztem innych narodów i ludzi nie tylko dlatego, że są naszymi partnerami, ale także dlatego, że ich i nasze interesy są zbieżne. Są natomiast zbieżne nie tylko gdy chodzi o obronę wolności, ale także w dążeniu do pokoju. Naszą nadzieją i celem polityki alianckiej jest przekonanie Związku Radzieckiego, że on również powinien pozwolić każdemu narodowi na wybór własnej przyszłości, o ile wybór ten nie będzie kolidował z wyborami innych. Dążenie komunistów do narzucenia innym swojego systemu politycznego i gospodarczego jest główną przyczyną napięć panujących obecnie na świecie.

Nie ulega bowiem wątpliwości, że gdyby wszystkie narody mogły powstrzymać się od ingerencji w samostanowienie innych, pokój byłby o wiele pewniejszy.

Będzie to wymagało nowych wysiłków w celu osiągnięcia prawa światowego, nowego kontekstu dla światowych dyskusji. Będzie to wymagało większego zrozumienia między Sowietami a nami, a zwiększone zrozumienie będzie wymagało zwiększonych kontaktów i komunikacji. Jednym z kroków w tym kierunku jest proponowane uzgodnienie bezpośredniej linii między Moskwą a Waszyngtonem, co pozwoli uniknąć po obu stronach niebezpiecznych opóźnień, nieporozumień i błędnego odczytywania działań innych, co może mieć miejsce w czasie kryzysu. W Genewie rozmawialiśmy również o naszych pierwszych krokach w zakresie kontroli zbrojeń, mających na celu ograniczenie intensywności wyścigu zbrojeń i zmniejszenie ryzyka przypadkowej wojny. Jednak naszym głównym dalekosiężnym celem w Genewie było ogólne i całkowite rozbrojenie, które miało się odbywać etapami, umożliwiając równoległy rozwój polityczny w celu stworzenia nowych instytucji pokojowych, które zastąpiłyby broń. Dążenie do rozbrojenia stanowiło wysiłek tego rządu od lat dwudziestych XX wieku, było pilnie poszukiwane przez trzy poprzednie administracje i niezależnie od tego, jak niewyraźne są dzisiejsze perspektywy, zamierzamy kontynuować te wysiłki.

Należy je kontynuować, aby wszystkie kraje, łącznie z naszym, mogły lepiej zrozumieć, jakie są problemy i możliwości rozbrojenia.

Kluczowym obszarem tych negocjacji, w którym koniec jest bliski, a jednocześnie bardzo potrzebny, jest nowy początek, jest traktat o zakazie prób jądrowych.

Zawarcie takiego traktatu, tak bliskiego, a jednocześnie tak odległego, wstrzymałoby nakręcający się wyścig zbrojeń w jednym z jego najbardziej niebezpiecznych obszarów. Umożliwiłoby mocarstwom atomowym skuteczniejsze radzenie sobie z jednym z największych zagrożeń, przed jakimi stoi człowiek w roku 1963 – dalszemu rozprzestrzenianiu się broni jądrowej. Zwiększyłoby to nasze bezpieczeństwo, zmniejszyłoby prawdopodobieństwo wojny.

Z pewnością cel ten jest na tyle ważny, że wymaga naszego stałego dążenia, nie ulegającego ani pokusie rezygnacji z całego wysiłku, ani pokusie rezygnacji z naszych nalegań na istotne i odpowiedzialne zabezpieczenia. Korzystam więc z tej okazji, by ogłosić dwie ważne decyzje w tym względzie. Po pierwsze, przewodniczący Chruszczow, premier Macmillan i ja uzgodniliśmy, że wkrótce w Moskwie rozpoczną się rozmowy na wysokim szczeblu, których celem będzie szybkie osiągnięcie porozumienia w sprawie kompleksowego traktatu o zakazie prób z bronią jądrową. Nasze nadzieje muszą być ograniczone przez wzgląd na historię, ale wraz z naszymi nadziejami idą nadzieje całej ludzkości. Po drugie, aby jasno wyrazić naszą dobrą wiarę i solenne przekonania w tej sprawie, oświadczam, że Stany Zjednoczone nie zamierzają przeprowadzać prób jądrowych w atmosferze; dopóki inne państwa tego nie zrobią, my tego nie zrobimy. Nie będziemy pierwszymi, którzy wznowią próby. Taka deklaracja nie zastąpi formalnie wiążącego traktatu, ani nie zastąpi rozbrojenia, ale mam nadzieję, że pomoże nam je osiągnąć. Na koniec, moi drodzy Amerykanie, przyjrzyjmy się naszej postawie wobec pokoju i wolności tutaj, w kraju. Jakość i duch naszego własnego społeczeństwa muszą uzasadniać i wspierać nasze wysiłki za granicą. Musimy to pokazać poprzez poświęcenie własnego życia, jak wielu z was, którzy dzisiaj kończą studia, będzie miało okazję uczynić, służąc bez wynagrodzenia w Korpusie Pokoju za granicą lub w proponowanym Korpusie Służby Krajowej tutaj w kraju.

Ale gdziekolwiek jesteśmy, musimy wszyscy w naszym codziennym życiu żyć zgodnie z odwieczną wiarą, że pokój i wolność idą razem.

W wielu naszych miastach pokój nie jest bezpieczny, ponieważ wolność jest niepełna. Obowiązkiem władzy wykonawczej na wszystkich szczeblach – władzy lokalnej, państwowej i krajowej – jest zapewnienie i ochrona wolności wszystkim obywatelom za pomocą wszelkich środków, jakie są w jej mocy. Obowiązkiem władzy ustawodawczej na wszystkich szczeblach jest zapewnienie porządku i zdobycie autorytetu, tam gdzie go brakuje. A obowiązkiem wszystkich obywateli we wszystkich częściach tego kraju jest poszanowanie praw innych i przestrzeganie prawa krajowego. Wszystko to nie pozostaje bez związku z pokojem na świecie. Kiedy człowiek postępuje zgodnie z prawem, Pismo Święte mówi nam, że sprawia, iż nawet jego wrogowie są z nim w pokoju, a czyż pokój to nie podstawowe prawo człowieka?

W istocie właśnie o te prawa chodzi: prawo do przeżywania życia bez obawy przed zniszczeniem, prawo do oddychania powietrzem jakie dała natura, prawo przyszłych pokoleń do zdrowej egzystencji.

Podczas gdy my będziemy zabezpieczać nasze interesy narodowe, zabezpieczmy także interesy ludzkie. Wyeliminowanie wojny i zbrojeń leży oczywiście w interesie obu stron. Żaden traktat, niezależnie od tego, jak bardzo jest korzystny dla wszystkich, niezależnie od tego, jak ściśle jest sformułowany, nie może zapewnić całkowitego bezpieczeństwa przed ryzykiem oszustwa i uchylania się od zobowiązań, ale może zapewnić, jeśli jest wystarczająco skuteczny w egzekwowaniu i leży w interesie jego sygnatariuszy, zmniejszone ryzyko tragedii niż nieregulowany wyścig zbrojeń. Oferuje o wiele większe bezpieczeństwo i o wiele mniej zagrożeń niż nieustający, niekontrolowany, nieprzewidywalny wyścig zbrojeń. Stany Zjednoczone, jak wie cały świat, nigdy nie rozpoczną wojny. Nie chcemy wojny. Nie spodziewamy się jej teraz. To pokolenie Amerykanów ma już dość wojny, nienawiści i ucisku. Będziemy przygotowani, jeśli inni będą tego chcieli. Będziemy czujni, aby spróbować ją powstrzymać. Ale zrobimy też co w naszej mocy, aby zbudować świat pokoju, w którym słabi są bezpieczni, a silni sprawiedliwi. Nie jesteśmy bezradni wobec tego zadania ani nie tracimy nadziei na jego powodzenie. Z ufnością i bez lęku musimy dążyć nie do strategii unicestwienia, ale do strategii pokoju.

Przypisy:

[1] Hurst Robin Anderson, prezes Uniwersytetu Amerykańskiego w latach 1952-1968.

[2] Prezydent Kennedy otrzymał honorowy tytuł doktora praw na American University.

[3] Uniwersytet został zarejestrowany na mocy ustawy Kongresu Stanów Zjednoczonych w 1893 r., ale zaczął funkcjonować dopiero w 1914 r., kiedy rozpoczęto kursy na poziomie magisterskim.

 

 

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 134 / (30) 2022

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Polityka # Społeczeństwo i kultura # Świat

Być może zainteresują Cię również:

Obywatele decydują

Czy progi wyborcze są zgodne z Konstytucją?

W naszej ocenie istnieją uzasadnione wątpliwości, iż zastosowanie progów wyborczych pozbawia obywateli wbrew przepisom Konstytucji RP licznych praw przez nią gwarantujących. Między innymi, pozbawienie wagi głosu obywateli głosujących na komitet wyborczy, który nie uzyskał minimalnej liczby głosów w skali kraju, może naruszać