fbpx
III Forum Geopolityczne, Łódź, 06.10–09.10.2021 r., ZAREJESTRUJ SIĘ!

Rozmowa

Rozwój techniki przysparza więcej zła niż dobra

fot. Stefan Keller z Pixabay

Rafał Górski

Tygodnik Spraw Obywatelskich – logo

Nr 84 / (32) 2021

Z profesorem Wiesławem Sztumskim rozmawiamy o tym, co daje nam postęp techniczny, o wpływie techniki na nasze zdrowie, wolność i język oraz o sprzedajnej nauce.

Rafał Górski: „Każda technologia ma swoją ciemną stronę, z góry nieprzewidywalną”, pisał Stanisław Lem. W 2021 roku obchodzimy stulecie urodzin Lema. Porozmawiajmy więc o ciemnych stronach techniki, bo o jej jasnych stronach słyszymy 24 h na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Czy postęp techniczny daje nam dziś więcej dobra czy zła?

prof. Wiesław Sztumski: Na to pytanie nie potrafię dokładnie odpowiedzieć, bo nie wiem, jak mierzyć dobro i zło. Są one obiektywnie niemierzalne, jedynie odczuwane subiektywnie i względne. Co dla jednego jest dobre, dla drugiego złe. Co jest dobre z jakichś racji, z innych jest złe. Nie da się obiektywnie (liczbowo) określić proporcji dobra do zła. Prócz tego, ilościowa ocena różni się od jakościowej. W pytaniu chodzi też o zbilansowanie dobrych i złych skutków w aspekcie synchronicznym (teraz) a nie w diachronicznym, w całym okresie rozwoju techniki. W jednym i drugim wypadku proporcje dobra do zła są inne.

To może inaczej. W 2012 roku pisał Pan tak: „Skądinąd zastanawia mnie, czy technika daje ludziom tyle samo dobrego, co złego, czy pożytki bilansują się ze stratami. Czy przypadkiem nie jest tak, że do pewnego czasu postęp techniczny stwarzał więcej dobra niż zła i bardziej sprzyjał ewolucji ludzkości, tworząc coraz lepsze warunki do doskonalenia się ludzi i do wzrostu szansy na przetrwanie, a od pewnego momentu już tak nie jest. Dokładnej daty niestety nie da się ustalić, ale mam wrażenie, że radykalna zmiana roli postępu technicznego dokonała się w drugiej połowie dwudziestego wieku. Teraz – jak sądzę – rozwój techniki przysparza więcej zła niż dobra”. Czy coś się tutaj zmieniło?

Tak. Zmieniło się … na gorsze. Właśnie od początku epoki antropocenu (paleontolog z University of Leicester, Jan  Zalasiewicz sugeruje, żeby za dokładną datę początku epoki człowieka przyjąć umownie 16 lipca 1945 r., gdy dokonano pierwszej próby broni jądrowej w Alamogordo w Nowym Meksyku) człowiek zaczął niewiarygodnie intensywnie i szybko ingerować w środowisko przyrodnicze i społeczne. Odtąd w przyrodoznawstwie, humanistyce, w naukach technicznych coraz więcej odkryć i wynalazków wykorzystuje się dla celów złych aniżeli dla dobrych.  Mam tu na myśli przede wszystkim odkrycia w dziedzinach fizyki jądrowej, genetyki molekularnej, bakteriologii, wirusologii, chemii spożywczej, nanotechnologii, elektroniki, inżynierii komputerowej, informatyki, sztucznej inteligencji, ekonometrii i psychologii społecznej. Najwięcej z nich służy celom militarnym, zaś mniej – toksyzacji środków spożywczych, degradacji środowiska, biodegradacji gatunku ludzkiego oraz zniewalaniu i ogłupianiu mas. Ta przewaga złych skutków postępu technicznego napędzanego przez postęp naukowy nie tylko utrzymuje się, ale coraz bardziej powiększa się. Stąd nie należy wnioskować, jakoby kiedyś dobre skutki postępu technicznego zanikły.

Proszę o przykłady z życia na aktualnie narastające skutki negatywne postępu technicznego.

Postępująca robotomorfizacja ludzi i dehumanizacja.

Z chęci lub z konieczności, ludzie dorównują urządzeniom technicznym, zwłaszcza robotom, upodobniają się do nich, naśladują je i traktują jak „braci”. Starają się osiągać taką zdolność recepcji, odporności, precyzji, szybkości, elastyczności, wielofunkcyjności, pamięci itp. jak one, żeby zwyciężać w rywalizacji z nimi, nie dać się zastępować przez nie i utracić swoich miejsc pracy.

Chcą też, by roboty wykonywały za nich jak najwięcej czynności cielesnych i intelektualnych, co wymaga przekazywania im właściwości i funkcji typowych dla gatunku ludzkiego. To skutkuje degradacją biologiczną, społeczną, kulturową i duchową. Przekazując robotom swoje cechy gatunkowe, z czasem tracą je. Takim sposobem roboty uczłowieczają się, a ludzie odczłowieczają. Upodobnianie się do robotów implikuje naśladowanie ich. Ludzie zachowują się, funkcjonują, odnoszą się do siebie nawzajem i myślą, jak roboty za pomocą narzucanych im programów, algorytmów i schematów (stereotypów) – bezmyślnie, bezrefleksyjnie, nieodpowiedzialnie, bezuczuciowo i z wyrachowaniem. A gdy myślą racjonalnie, to kierują się „zimną” kalkulacją. Wskutek tego tracą swoją wolność w zakresie myślenia. To osłabia ich duchowość oraz emocjonalność i pociąga za sobą ubożenie osobowości. Wskutek tego ludzie-roboty są coraz bardziej podatni na działania manipulantów społecznych.

Inny przykład?

Mimo doskonałych aut naszpikowanych elektroniką i systemami zabezpieczającymi, w niektórych krajach rośnie liczba nieszczęśliwych wypadków, w których ginie coraz więcej ludzi,  a 5-krotnie więcej zostaje kalekami. Są one spowodowane przez kierowców, którzy uwierzyli w niezawodność „inteligentnych” autonomicznych samochodów, które „myślą” za nich.

A jaki wpływ technika ma na nasze zdrowie?

Obserwujemy wzrost zagrożeń dla zdrowia, uprzedmiotowianie pacjentów, mniejszą możliwość korzystania z osiągnięć medycyny i spadek odporności fizycznej i psychicznej. Postęp techniczny przyczynia się do degradacji środowiska przyrodniczego i społecznego, co szkodzi zdrowiu. Szerzą się choroby cywilizacyjne, które są przyczyną ok. 80% zgonów. Coraz więcej ludzi cierpi na kilka z nich naraz, a wielochorobowość pojawia się u coraz młodszych osób. Ciągły pośpiech wywołuje stres, który jest źródłem chorób somatycznych i psychicznych („leczonych” za pomocą narkotyków, alkoholu i leków psychotropowych). Chemizacja żywności i niezdrowa dieta (fast-foody, nadmiar słodyczy) powoduje wzrost zapadalności na choroby gastryczne, a rosnący komfort rozleniwia i powoduje nadmierną otyłość, także u dzieci (pandemia otyłości).

A o co chodzi z uprzedmiotowianiem pacjentów?

W czasie badania lekarz nie kontaktuje się z nim bezpośrednio za pomocą wzroku, stetoskopu, opukiwania i wyczuwania tętna, lecz poprzez różne aparaty, mierniki, czujniki itp. Diagnozuje na podstawie wyników pomiarów i analiz laboratoryjnych według norm ustalonych przez WHO dla średniego pacjenta (abstrakcyjnego i statystycznego), a nie indywidualnego, konkretnego.

Wskutek postępu techniki coraz więcej ludzi choruje, a lekarzy nie przybywa.

Dlatego lekarz ma coraz mniej czasu dla pacjenta i ogranicza wizytę do odczytania wyników, zlecenia badań, wypisania recepty i wypełniania dokumentów. Nie ma czasu spojrzeć na niego. W ciągu trzech godzin przyjmowania pacjentów („urzędowania”) w przychodni musi obsłużyć trzydziestu, czyli jednego w ciągu 6 min.

Pacjent wspomagany przez aparaturę medyczną (czujniki, respiratory, rozruszniki, aparaty pomiarowe i kontrolne itp. upodabnia się do rzeczy. Dlatego lekarz postrzega go, jak obiekt poddawany obróbce techniki medycznej, a nie jak cierpiącego człowieka.

Pisał też o tym Neil Postman w książce „Technopol. Triumf techniki nad kulturą”. Co jeszcze postęp techniczny robi z pacjentem?

Dzięki technice można wymieniać uszkodzone narządy naturalne na sztuczne i stosować wciąż inteligentniejsze wspomagacze, implanty i protezy. Im więcej ktoś ich ma w sobie, tym bardziej przypomina przedmiot. W związku z tym rodzi się pytania „Ile człowieka jest jeszcze w człowieku?”. W wyniku postępowania rutynowego, zgodnie z wyuczonymi procedurami, algorytmami i stereotypami, lekarz też stopniowo uprzedmiotawia się, działając jak bezduszny automat, któremu brak empatii. Wkrótce niektórzy lekarze staną się zbyteczni, bo zastąpią ich „mądre” automaty lecznicze („lekomaty”) umieszczane w dostępnych miejscach, nawet w mieszkaniach. Na podstawie pomiaru parametrów ciała i porównaniu wyników z normami standardowymi WHO zdiagnozują chorobę, powiedzą, jak ją leczyć, wydrukują recepty, skierowanie do specjalistów i zwolnienie z pracy. Wtedy pacjent będzie już stuprocentowo traktowany jak przedmiot. Może wtedy znikną kolejki do lekarzy.

To spełni się marzenie rządzących technokratów. Co jeszcze nas czeka?

Wskutek postępu technicznego narządy, których funkcje przejmują urządzenia techniczne, będą coraz mniej używane, co doprowadza do ich atrofii. W szczególności, w miarę rozwoju sztucznej inteligencji, postępuje odmóżdżanie ludzi.

„Inteligentne” aparaty przejmują kolejne funkcje mózgu. Efektem tego jest masowo narastająca stupidyzacja. Z istot racjo-irracjonalnych stajemy się irracjonalnymi i głupimi. Czy wtedy będziemy mieć prawo nazywać się jeszcze gatunkiem Homo sapiens? O postępującej głupocie mas przekonują obserwacje życia codziennego i badania naukowe, które pokazały, że apogeum mądrości osiągnął dawno temu Człowiek ateński. Od tego czasu głupieje.

Ale czy dzięki technice medycyna nie jest dostępna większej ilości pacjentów?

Konsekwencją postępu technicznego w medycynie i farmakologii jest wzrost kosztów leczenia. Ze wspaniałych osiągnięć medycyny korzysta coraz mniej ludzi, bo nie stać ich na to.

Twierdzi Pan, że postęp techniczny zmniejsza wolność ludzi. Czy faktycznie staliśmy się niewolnikami i zakładnikami techniki i jej postępu?

Potocznie wolność rozumie się jako możliwość dokonywania wyborów wedle własnego uznania, nie licząc się z nikim ani z niczym. Tak rozumiana wolność jest fikcją.

Faktyczna wolność jest stopniowalna. Miarą stopnia wolności jest liczba możliwych wyborów w danej sytuacji. Nie ma ludzi całkowicie zniewolonych ani wolnych. Poza tym, wolność jest wielowymiarowa.

Tyle ma wymiarów, ile jest sfer życia lub obszarów aktywności ludzkiej. Dlatego rozważania o „wolności w ogóle” bez odniesienia do konkretnej sfery działań są jałowe. Ludzie są uwikłani w wielowymiarowe sieci oddziaływań wzajemnych relacji międzyludzkich i więzi, które ograniczają ich wolność.

Postęp techniczny tworzy nowe sieci (linie kolejowe, autostrady, Internet, telefonia komórkowa, GPS itp.) i intensyfikuje je, co przyczynia się do zniewalania. Musimy się przemieszczać określonymi trasami i z dozwolonymi prędkościami oraz przestrzegać znaków nakazu i zakazu. Jesteśmy szpiegowani i kontrolowani przez aplikacje internetowe. Funkcjonuje ok. 250 kodeksów etyki (zakazów) dla różnych zawodów. One też zniewalają.

Wszczepianie chipów identyfikacyjnych i najnowsze inteligentne technologie kontrolujące ludzi grożą transformacją społeczeństwa w „cyfrowy obóz koncentracyjny”. 

Ludzi zniewalają też nowe technologie i produkty techniki (urządzenia szpiegujące, podglądające i podsłuchowe), które naruszają sferę prywatności i intymności.

Rozwija się nowe niewolnictwo nieusankcjonowane prawnie (nieformalne). W neoniewolnictwie nie ma ostrego podziału na ludzi wolnych i niewolników. Każdy jest w jakimś sensie i stopniu niewolnikiem, np. techniki, gdyż nikt nie może obyć się bez nowoczesnych urządzeń technicznych i technologii, stosowanych na co dzień. Postęp w dziedzinie technik manipulacji społecznej potęguje zniewalanie społeczeństwa przez massmedia, które przekazują wybrane (cenzurowane) informacje, narzucają modę, ideologie, standardy zachowań, kryteria ocen itd. Za sprawą postępu technicznego (automatyzacji, komputeryzacji, robotyzacji, nowoczesnych technologii i systemów organizacji pracy oraz zarządzania) pojawiło się nowe zniewolenie – niewola bezczynności – wynikające z bezrobocia i nadmiaru komfortu. Nieumiejętność sensownego wypełniania sobie czasu wolnego jest przyczyną narastającego znudzenia, które implikuje znane skutki negatywne – depresje, frustracje, popadanie w nałogi itd.

Co to znaczy, że postęp techniczny destrukcyjnie wpływa na nasz sposób życia? W swoich tekstach pisze Pan w tym kontekście o unikaniu wysiłku fizycznego czy odejściu od naturalnych rytmów człowieka i przyrody.

O unikaniu wysiłku fizycznego i umysłowego dzięki cedowaniu go na urządzenia techniczne już wspomniałem. Nowoczesne roboty wykonują za człowieka nie tylko proste prace, ale nawet tak skomplikowane, jak np. twórczość artystyczną. Są w stanie tworzyć poezję, utwory muzyczne i obrazy.

Wskutek tego bardziej niż koronawirus szerzy się lenistwo. Od kilku lat mamy do czynienia z pandemią lenistwa, na którą nie wynaleziono szczepionki.

Z kolei postęp techniczny w dziedzinie sztucznego oświetlenia zakłócił biorytmy dyktowane przez naturalne zegary biologiczne. O rytmach życia decydują zegary sztuczne i sztuczny czas zegarowy. Staliśmy się niewolnikami zegarków, na które co chwila spoglądamy. Zatarła się granica  między czasem pracy, wypoczynku, rozrywki, jedzenia i snu. Dziś ludzie nie muszą dopasowywać swoich zegarów biologicznych do zegarów naturalnych przyrody (cykli okołodobowych, rocznych itp.), tylko do sztucznych („kulturowych”). Sztuczna kultura monochroniczna, ufundowana na czasie zegarowym, wyparła naturalną (pierwotną) kulturę polichroniczną.

Czy żyjemy w cywilizacji krzyku?

Naturalna fonosfera charakteryzuje się ciszą (nawet „Wielki Wybuch” dokonał się po cichu). Postęp techniczny redukuje ją, a w jej miejsce wprowadza hałas. W muzyce współczesnej odeszło się od naturalnych, nieniszczących słuchu utworów melodycznych. Zastąpiono je rytmicznymi, niemelodycznymi. W wysoko rozwiniętej cywilizacji zachodniej dominują dzikie rytmy i wrzaskliwa muzyka ludów pierwotnych. Perkusja zagłusza inne instrumenty i ogłusza. Postęp techniczny w dziedzinie elektrycznych instrumentów muzycznych i amplifikatorów przyczynia się do nadmiernego hałasu (rośnie liczba ludzi niedosłyszących i głuchych, szczególnie dzieci, które przez słuchawki telefonów komórkowych słuchają muzyki na pełny regulator).

Hałas, sięgający granicy bólu i zagłuszający rozmowę, panuje wszędzie –w dyskotekach i na przyjęciach, w restauracjach, w przestrzeni publicznej w szkołach i w domach, w kościołach, na ulicach miast i szlakach turystycznych, w górach i na plażach. Im więcej go, tym bardziej udana impreza i tym głośniej trzeba rozmawiać. Ludzie nie mówią do siebie, tylko drą się. Hałasują motocykle i kłady, których głośność nie jest ograniczona przez kodeks drogowy w przeciwieństwie do samochodów. Krzyczą piosenkarki (zamiast śpiewać) i aktorzy na scenach, by zagłuszyć braki emisji głosu i nie pozwolić usnąć widzom i słuchaczom. Niedostateczną siłę swojego głosu uzupełniają mikrofonami i wzmacniaczami. Krzyczą dyskutanci w TV, bo krzykiem zastępują brak argumentów. Krzyczą rodzice na dzieci i nauczyciele na uczniów. Sztuczny niezdrowy hałas wyparł naturalną ciszę niezbędna do relaksu i regeneracji.

A jaki jest związek postępu technicznego i odpowiedzialności człowieka?

W procesach produkcyjnych uczestniczą czynniki subiektywne (ludzie, pracownicy) i obiektywne (środki pracy, narzędzia i urządzenia). Doskonalenie techniki redukuje czynnik subiektywny, bo ludzie przekazują coraz więcej funkcji kontrolnych urządzeniom technicznym wyposażanym w detektory, sterowniki, automaty samosterujące itp. W przypadku awarii – a zdarzają się one coraz częściej w miarę unowocześniania (im bardziej skomplikowane urządzenie, tym częściej się psuje)  – winą nie obciąża się ludzi, lecz urządzenia kontrolne, które z jakichś przyczyn zawiodły. W ten sposób odpowiedzialność przenosi się na przedmioty i warunki obiektywne, czyli zamienia się odpowiedzialność podmiotową na przedmiotową, wskutek czego ludzie są niewinni i nie można ich karać. Na przykład za powódź odpowiedzialny jest zły stan wałów przeciwpowodziowych, tam, studzienek deszczowych itp., a nie ludzie, którzy źle wykonali te urządzenia lub ich nie kontrolowali i nie czyścili. Za wypadek samochodowy odpowiedzialny jest zły stan drogi, złe oznakowanie, mgła, drzewa stojące przy drodze itp., a nie kierowca, który powinien zachowywać się rozsądnie i jechać odpowiednio do panujących warunków. Podobnie, za kryzysy ekonomiczne i społeczne nie czyni się odpowiedzialnymi rządy, lecz systemy, jakby spadły one z nieba.

Ilość wiedzy zawartej w informacjach naukowych podwaja się co dziesięć lat. Jednocześnie nauka i technika przyczyniają się do niszczenia życia na Ziemi. O co tutaj chodzi? Pytam w kontekście Pana tekstów o „sprzedajnej nauce”.

Przyrost eksponencjalny wiedzy naukowej, nawet z enwirenmentologii, nie przekłada się automatycznie na lepszy stan środowiska. Jego jakość zależy od tego, czy i jak ludzie ją wykorzystają i jak wysoce mają rozwiniętą świadomość ekologiczną. Nauka nie przyczynia się bezpośrednio do niszczenia życia na Ziemi, lecz dzięki wynalazkom wynikającym z odkryć przyspiesza postęp techniczny, ponieważ wiedza techniczna też podwaja się co dekadę, a liczba wynalazków gwałtownie wzrasta od XX wieku. Jeszcze szybciej wzrasta moc obliczeniowa komputerów, bo podwaja się co 2 lata. Według analiz Europejskiego Urzędu Patentowego na świecie pojawia się rocznie ponad 1,6 mln wynalazków. Każdego roku liczba ta zwiększa się o 10-12 procent. Tak samo zwiększa się liczba negatywnych skutków postępu technicznego, zagrażających życiu.

W skomercjalizowanym świecie o wiele mniej dokonuje się odkryć z ciekawości poznawczej; gros – w celach utylitarnych i merkantylnych, np. by wzbogacić i doskonalić arsenały broni masowego rażenia, co jest bardzo opłacalne w czasach wyścigu zbrojeń.

Dlatego większy nacisk kładzie się na rozwój nauk aplikacyjnych, także humanistycznych, niż na rozwój nauk podstawowych. Zagrożeniem jest też komodyfikacja nauki, dzięki czemu stała się ona sprzedajną. Wprawdzie nauka nie prostytuuje się, ale czynią to z różnych powodów niektórzy naukowcy, których liczba rośnie. Oni psują wizerunek nauki i przyczyniają się do wzrostu zagrożeń. 

Niektórzy, czyli jacy?

Chodzi o tych, którzy świadomie robią eksperymenty mające na celu doskonalenie broni oraz środków i sposobów zabijania ludzi. Także o tych, którzy intencjonalnie oszukują opinię publiczną za pomocą fałszywych ekspertyz lub interpretacji, aby straszyć ludzi lub ich uspakajać. Tak było w przypadku awarii w Czarnobylu – jedni wyolbrzymiali zagrożenie (jak mówili Kijowianie, „więcej ludzi umarło od informacji – ze strachu – niż od radiacji”), drudzy twierdzili, że jest znikome. Tak było też w sprawie wybuchu pandemii koronawirusa. Jej sprawcami uczynili bogu ducha winne nietoperze, co okazało się jawnym fałszem. To miałem na myśli pisząc o niszczeniu życia przez naukę, która, jak technika, może sprzyjać życiu lub zagrażać mu w zależności od tego, w jakich celach wykorzystuje się jej odkryć.

Wskutek postępu technicznego powstaje błędne koło związane z popytem i podażą. Jak Pan wyjaśni ten mechanizm?

Postęp techniczny, dzięki nowym technologiom oraz wzrostowi wydajności ludzi i maszyn, pozwala wytwarzać coraz więcej towarów (produktów i usług), wprowadzać je na rynek i sprzedać. W ten sposób coraz szybciej rośnie podaż. Natomiast popyt coraz mniej nadąża za nim. Siły wytwórcze znacznie przewyższają siły konsumpcji. Ludzie kupują tyle, ile są w stanie skonsumować. Tyle żywności, ile mogą strawić. Dzięki coraz szybciej zmienianej modzie i wyglądu produktów sztucznie podnosi się popyt na inne towary.

Częste wyprzedaże (obniżki cen) pozwalają pozbyć się nadwyżek towarów zalegających magazyny.  Składowanie i niszczenie też kosztuje, czasem prawie tyle, co wytwarzanie. Ale to niewiele daje, ponieważ sprzęt AGD, meble lub samochody wymienia się co kilka lat. Szybciej zmienia się różne gadżety, np. smartfony, których nowe wersje mają coraz więcej funkcji, lepsze parametry i aplikacje, są bardziej estetyczne i wygodniejsze. Jednak i w tym wypadku podaż przerasta popyt.

To może warto ograniczyć produkcję?

W gospodarce opartej na konsumpcjonizmie nie wolno tego zrobić, bo grozi to kryzysami związanymi z pomniejszaniem zysku producentów i bogaceniem się obywateli.  Jeśli mają więcej kupować, to muszą mieć za co. Trzeba im stale podwyższać i zarobki, by równoważyć je z cenami, które muszą rosnąć, bo rosną koszty produkcji w wyniku drożejącej pracy i stosowania innowacji. W związku z tym, pojawia spirala płac i cen, która prowadzi do inflacji. Im więcej daje się ludziom zarobić, tym więcej podnosi się ceny, by zapewnić stały zysk i nie dopuścić do gromadzenia pieniędzy nieuczestniczących w obiegu, tzn. nieprzysparzających osiąganiu zysku. A więc nie wolno ograniczać podaży, by zrównoważyć jej z popytem. Nie pozostaje nic innego, jak coraz bardziej nakręcać spiralę podaży i popytu, póki ten model gospodarki nie załamie się.

Postęp technologii to też degradacja biologiczna człowieka. Na czym ona polega i jakie są jej skutki?

Poważnym zagrożeniem dla świata i życia ludzi jest nasycanie go sztucznością (artefaktami materialnymi). Wytwarza się coraz więcej przedmiotów sztucznych. W ten sposób „cywilizuje się” środowisko nieskażone przez działania człowieka. Ostatnio, nasycenie artefaktami i odpadami zbliża się do wartości krytycznej.

Rychło będziemy żyć w sztucznym środowisku, które będzie globalnym śmietnikiem. Zagrożeniem wynikającym z napełniania środowiska artefaktami materialnymi jest uzależnianie się od nich.

Z im większej liczby artefaktów musimy korzystać, im częściej i w im większym stopniu, tym bardziej uzależniamy się od nich. Produkty techniki coraz bardziej zapełniają nasze otoczenie i organizmy. Wiele funkcji musi być wspieranych przez artefakty, bo inaczej nie jesteśmy w stanie sprostać wymogom życia we współczesnym świecie ani dostosować się do standardów zdrowia, mody i wyglądu.

Do czego to prowadzi?

Postęp uczynił z nas kaleki wspomagane przez protezy, steroidy dopalacze i wzmacniacze. To jedna z form neoniewolnictwa we współczesnym, niby-wolnym świecie. Korzystanie z coraz większej liczby wciąż bardziej skomplikowanych urządzeń wspomagających rozleniwia ludzi, osłabia ich pod względem fizycznym i intelektualnym. W konsekwencji, osłabia ich układ immunologiczny i wiedzie do biodegradacji ludzi, którzy nie umieją sobie poradzić w sytuacjach ekstremalnych, gdy zdani są na „siły natury” własnego organizmu.

Postęp techniczny zmusza ludzi do stałego wzrostu wydajności i przyspieszania tempa pracy i życia aż do kresu wytrzymałości cielesnej, intelektualnej i psychicznej. To też przyczynia się do biodegradacji.

Ale mówi się nam, że dzięki technice żyjemy coraz dłużej.

Wbrew mniemaniu, postęp nie zwiększa szansy na przeżycie, lecz zmniejsza ją. Jeśli dzięki niemu średni czas życia ludzi wydłuża się, głównie w krajach bogatych, to kosztem czynienia ich ułomnymi, którzy stosują coraz więcej protez, leków itd. Dłużej przeżywa więcej ludzi, ale kalekich – niesprawnych fizycznie i intelektualnie, które od dzieciństwa wymagają permanentnej opieki medycznej i pomocy państwa.

Surowce naturalne zastępuje się sztucznymi, narządy zmysłowe wyposaża się w „przedłużacze” i „uczulacze” (aparaty słuchowe, głośniki, okulary, mikroskopy itd.). Komunikuje się za pomocą technicznych środków łączności. Oświetlenie naturalne zastąpiono sztucznym, niezdrowym dla oczu. Przemieszcza się za pomocą technicznych środków transportu. Ubiera się w sztuczne tkaniny i skóry, spożywa się mechanicznie przetwarzaną, genetycznie modyfikowaną i syntetyczną żywność.

To wszystko wywołuje trudno uleczalne alergie nieznane wcześniej, na które choruje prawie cała populacja wysoko rozwiniętych krajów. Podtrzymuje się życie dzięki syntetycznym farmaceutykom, przeszczepom organów, na razie biohybrydowych, a później całkowicie sztucznych, i zapładnia się sztucznie. Upiększa się sztucznymi włosami, brwiami, rzęsami itp. i za pomocą chirurgii plastycznej, by swój naturalny image dopasować do panujących kanonów mody i stereotypów piękna.

Przyszłość jawi się w cyfrowych barwach. Czy jest się czego bać?

W konsekwencji komputeryzacji i digitalizacji w nieodległej przyszłości ludzie przekształcają się zrazu w „cyfrowych”, a potem w cyborgów, którym przyjdzie żyć w sztucznej rzeczywistości wirtualnej. Biologiczna degradacja gatunku ludzkiego postępuje w wyniku budowania robotów coraz bardziej podobnych do ludzi, jak humanoid „Sofia” zbudowany w 2016 r. przez Davida Hansona. Nie tylko wygląda on jak człowiek, ale zachowuje się jak człowiek.

A jaki wpływ postęp techniczny ma na nasz język?

Technika w dużym stopniu wpływa na ewolucję języka. Dzięki niej z języka naturalnego wyodrębnił się jeden z języków sztucznych – język techniki, jakim komunikują się robotnicy przemysłowi i inżynierowie. Ten język rozwija się szybko równolegle z postępem technicznym i komplikuje się, wzbogaca w neologizmy i jednocześnie ulega prymitywizacji. W jego ramach znalazły się specyficzne żargony różnych specjalistów. One też wzbogacają swoje zasoby słownictwa i nadają słowom różne znaczenia.

Doszło już do tego, że nie tylko laicy nie rozumieją tego języka ani jego odmian zawodowych, ale nawet „ludzie techniki” różnych profesji nie rozumieją się nawzajem. Przypomina to biblijną Wieżę Babel. Język techniki nie jest już hermetyczny, lecz infiltruje język potoczny, literacki artystyczny i naukowy, a może najbardziej żargon młodzieżowy.

Swoistą odmianą języka techniki współczesnej jest język komputerowy, język informatyków i programistów. Ten język jest bardziej sformalizowany niż inne języki sztuczne, podobnie jak języki naukowe – logiki, matematyki i fizyki. A przy tym jest relatywnie prymitywny – ogranicza się do skąpego zasobu słownictwa i wyrazów pozbawionych wieloznaczności. Z tego względu nie nadaje się do twórczości artystycznej. Oprócz tego można w nim słowa i niektóre frazy zastępować ikonami, jak w matematyce liczbami i operatorami. Z tej możliwości chętnie i powszechnie korzysta się w komunikacji międzyludzkiej za pomocą telefonii komórkowej. Nadawcy komunikatów (SMS-ów) przekazują adresatom całe frazy i zdania, posługując się tylko jedną ikoną (emotikonem) i adresat dokładnie rozumie przesłanie nadawcy.

Czy to nie ułatwia nam życia?

Tak, to ma dobrą stronę, bo oszczędza czas przekazywania komunikatu i miejsce potrzebne do jego zapisu, ale ma też złą, bo ogranicza bogate słownictwo języków naturalnych. Odchodzi się od pisma literowego i powraca się do pisma obrazkowego (współczesnych hieroglifów). Użytkownicy telefonów komórkowych nie potrafią w całej krasie wyrażać swoich uczuć, przeżyć ani stanów duchowych. Prymitywizacja języka odbija się na redukcji duchowości i degradacji osobowości. Wszak język jest wizytówką intelektu, osobowości i duchowości.

Współczesny język potoczny jest hybrydą etnicznego języka naturalnego, zapożyczeń z języków obcych, języków sztucznych, żargonów i grypsery.

Między innymi dzięki technice znacznie zmniejsza się udział naturalnego języka etnicznego w języku potocznym. Dlatego postęp techniczny powoduje szybki zanik języków etnicznych (znikło ich już ok. 120) i upowszechnianie języka światowego (angielskiego).

Jacy autorzy, filozofowie polityki, pisarze, dawni i współcześni mogą nam pomóc zrozumieć, co nam daje, a co odbiera postęp techniczny?

Takich specjalistów jest dość dużo w Polsce i w świecie. Nie sposób wymienić wszystkie nazwiska. Należą do nich wspomniany Stanisław Lem oraz polscy profesorowie – Eugeniusz Olszewski, Józef Bańka, Lech Zacher, Jan Szmyd, ks. Józef Dołęga, ks. Andrzej Anderwald, Sławomir Leciejewski, Andrzej Kiepas oraz zagraniczni – Hans Jonas, Gerhard Banse, Max Scheler, Karl Jaspers, Mario Bunge, Luis Mumford, Jacques Ellul, Jürgen Habermas, Josep Esquirol, Radovan Richta, J. S. Mieleszczenko, S. W. Szuchardin i wielu innych. Można ich łatwo znaleźć za pomocą Internetu.

Co mogą robić obywatele, którzy chcą stawiać opór ciemnej stronie technologii i technokratom?

Nie jestem politologiem ani politykiem, więc swojej wypowiedzi nie wywodzę z wiedzy specjalistycznej ani praktycznej, tylko z naukowej o przyrodzie i społeczeństwie, doświadczenia życiowego, obserwacji i zdrowego rozsądku.

Sądzę, że trzeba pozbyć się głupków z elit rządzących, nie pozwolić decydentom (politykom, finansistom) być ślepymi na zagrożenia wynikające z postępu technicznego i kierować się krótkowzrocznością w podejmowaniu decyzji.

Niech wreszcie zaczną myśleć futurystycznie, a o ich decyzjach niech przesądzają racje społeczne i ekologiczne, a nie ekonomiczne i partykularne.

Jak tego dokonać? Uświadomić masom za pomocą massmediów, wieców, spotkań itp. poważne zagrożenia dla dalszych losów ludzkości i przekonać je o konieczności zawrócenia ze ślepego zaułka ewolucji społecznej poddanej presji postępu technicznego, w który już wkroczyliśmy, dopóki nie jest jeszcze za późno. Potem zorganizować „ruchy ekologiczne”, zrazu krajowe, potem międzynarodowe i jakiś „Globalny Ruch Ekologiczny”, by uzyskać przewagę w wyborach do odpowiednich instytucji politycznych i gospodarczych (samorządów, parlamentów, rządów, koncernów itd.). Do tego potrzebni są charyzmatyczni aktywiści i wolontariusze, a liderzy wyłonią się raczej z młodzieży, która jest odważna i której to bardziej dotyczy, niż z osób starych, którym już na niczym zależy, ani z ludzi w średnim wieku, bo ci już się ustabilizowali i są niechętni niepewnym zmianom.

W ten sposób na drodze pokojowej mogłoby się to udać. W przeciwnym razie są dwie opcje: działania radykalne i rewolucyjne, które odsunęłyby głupich i „ślepców” od władzy albo czekanie na to, co los przyniesie. A on sam nie przyniesie niczego dobrego. Losowi trzeba jakoś pomóc. Niestety, na razie dominuje ta druga opcja.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 84 / (32) 2021

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Nowe technologie # Społeczeństwo i kultura

Być może zainteresują Cię również:

Facebook i inne korporacje cenzurują treści! Zapisz się na Tygodnik Instytutu Spraw Obywatelskich. W każdej chwili masz prawo do wypisania się. Patrz, czytaj, działaj bez cenzury.

Administratorem danych osobowych jest Fundacja Instytut Spraw Obywatelskich z siedzibą w Łodzi, przy ul. Pomorskiej 40. Dane będą przetwarzane w celu informowania o działaniach Instytutu. Pełna informacja dotycząca ochrony danych osobowych.