fbpx

Rozmowa

O Klausie Schwabie, Światowym Forum Ekonomicznym i globalistach z Davos

Klaus Schwab
Klaus Schwab - World Economic Forum Annual Meeting Davos 2008 by World Economic Forum / CC BY-NC-SA 2.0.

Z Magdaleną Ziętek-Wielomską rozmawiamy o imperium Klausa Schwaba, o tym, co propagują globaliści i czy mamy już do czynienia z rządem światowym.

(Wywiad jest zredagowaną i uzupełnioną wersją podcastu Czy masz świadomość? pt. Imperium Klausa Schwaba).

Rafał Górski: Kim jest Klaus Schwab i dlaczego każdy z nas powinien zapoznać się z jego życiorysem?

Magdalena Ziętek-Wielomska: Klaus Schwab to założyciel i wieloletni dyrektor Światowego Forum Ekonomicznego (ŚFE), które jest bardzo ważną instytucją w systemie sterowania globalnego. Pochodzi z niemiecko-szwajcarskiej rodziny przemysłowców – zarówno jego dziadek, jak i ojciec prowadzili przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją maszyn. Klaus studiował budowę maszyn oraz ekonomię, z którą związana będzie cała jego późniejsza działalność. W 1971 r. założył Europejskie Forum Zarządzania w Davos, które w 1987 r. zostało przekształcone w Światowe Forum Ekonomiczne. W swojej książce zwracam uwagę, że Klaus Schwab uchodzi za jedną z najlepiej usieciowionych osób na świecie.

Co to znaczy?

Schwab zbudował w Davos globalną sieć kontaktów, ustanowioną między osobami ze świata wielkiego biznesu, polityki, a także organizacji pozarządowych.

Zna wszystkich najważniejszych polityków świata, właścicieli największych korporacji, menedżerów, jak również artystów, literatów, filozofów – szerokie grono najbardziej wpływowych osób z bardzo różnych dziedzin, które przyjeżdżają do Davos bądź w ramach corocznych spotkań, o których donosi prasa, bądź też w ramach innych działań prowadzonych przez Światowe Forum Ekonomiczne. Przez Davos przewijają się setki osób, które Klaus Schwab zna osobiście – i lubi się tym chwalić. Mając tak rozbudowaną sieć kontaktów, pełni również rolę pośrednika w ustanawianiu nowych relacji, kierowaniu tymi relacjami, łączeniu ludzi w ramach realizowanych przez siebie projektów.

O Klausie Schwabie mówi się w Polsce od niedawna. Z czego, Pani zdaniem, wynika nagły wzrost zainteresowania tą postacią?

Schwab jest osobą, która oczywiście była kojarzona ze Światowym Forum Ekonomicznym, natomiast niewiele osób w Polsce zwracało uwagę na to, co faktycznie działo się przez lata w Davos. O założycielu ŚFE zrobiło się głośno, gdy w lipcu 2020 r. opublikował książkę pod tytułem „Wielki Reset”, w której ogłosił, że pandemia Covid-19 stwarza okazję do tego, aby przeprowadzić globalny reset systemu gospodarczo-społeczno-politycznego, zbudowanego po II Wojnie Światowej. „Wielki Reset” to książka zupełnie fundamentalna dla zrozumienia wydarzeń ostatnich dwóch lat – ale też lat wcześniejszych. Zapowiada ona początek jakiejś nowej ery w historii ludzkości, odejście do „złego” kapitalizmu udziałowców (shareholders capitalism) i przejście na „dobry” kapitalizm interesariuszy (stakeholders capitalism), przy jednoczesnym wdrażaniu technologii tzw. czwartej rewolucji przemysłowej w połączeniu z ideą dbałości o Matkę Naturę i dobrostan Planety.

„Wielki Reset” nadal nie ukazał się w języku polskim, natomiast „Czwarta rewolucja przemysłowa” Schwaba odbiła się dość szerokim echem.

Tak, książka była czytana i propagowana, szczególnie w kręgach biznesowych. Tytułowe hasło chwyciło i było poważnie traktowane w świecie biznesu – na temat „czwartej rewolucji przemysłowej” organizowano wiele spotkań i konferencji. Problem polega na tym, że dyskusje najczęściej skupiały się na próbie odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób dokonać tytułowej rewolucji, pozostawiając na boku kwestię zasadności takiego projektu.

Czwarta rewolucja przemysłowa ma opierać się na rozwoju technologii cyfrowych, jak również nauk neurologicznych, co docelowo ma nas doprowadzić do połączenia świata ludzi, maszyn i rzeczywistości cyfrowej w jedną całość. Głównymi hasłami są tutaj Internet Rzeczy, Internet Ciał, czy też projekt Metawersum.

Oczywiście hipotetycznie możemy założyć, że grupa bardzo wpływowych osób zajmujących wysokie stanowiska może postulować taki kierunek rozwoju, który będzie korzystny nie tylko dla nich, ale dla całej ludzkości. Natomiast tym, co mnie niepokoi, jest brak pogłębionej, czy wręcz jakiejkolwiek dyskusji na temat postulatów zgłaszanych przez Klausa Schwaba i środowisko, które reprezentuje.

Lektura „Czwartej rewolucji przemysłowej”, „Wielkiego Resetu” czy „Kapitalizmu interesariuszy’’ powinna być obowiązkowa dla dziennikarzy i analityków opisujących procesy ekonomiczne. Myślę, że większość ludzi jest w stanie się zgodzić, że dotychczasowy model gospodarczy powodował coraz większe rozwarstwienia społeczne, lekceważył kwestie związane z ekologią i ochroną środowiska, a także koncentrował się na generowaniu zysku jako jedynym celu życia gospodarczego. Ale pojawia się pytanie – co zamiast?

Brakuje mi otwartej dyskusji na temat tego, co propagują globaliści ustami m.in. Klausa Schwaba. I czy przyszłość przez nich projektowana okaże się dobra dla większości, czy tylko dla nielicznych.

A jaki model rozwoju proponują nam globaliści?

Globaliści prezentują dość jasną wizję tego, jak ma wyglądać przyszły świat. W kontekście Klausa Schwaba i ŚFE często przytaczane jest hasło: „Nie będziesz nic miał i będziesz szczęśliwy”. Różne strony tropiące fake newsy dementują to hasło jako rzekomo niesłusznie przypisywane Schwabowi. Sam założyciel Forum rzeczywiście nigdy takich słów nie wypowiedział, ale na stronie ŚFE można znaleźć różne wypowiedzi na temat tego, że przyszłością świata jest współdzielenie czy też po prostu życie na abonament, i że rzekomo ma być to lepszy świat.

W skrócie: ze względu na rozwój sztucznej inteligencji i robotyki większość osób nie będzie mieć pracy, ewentualnie będzie wykonywać nisko opłacaną pracę. Masy ludzkie będą więc utrzymywane z dochodu gwarantowanego, a żeby życie było dla nich bardziej strawne, będą „przeżywać” je w przestrzeni wirtualnej, choćby we wspomnianym Metawersum.

Tam będą mieć e-domy, e-meble, kupować e-ciuchy dla swoich awatarów. Co więcej – ostatnio pojawił się pomysł, by ludzie rezygnowali z posiadania realnego potomstwa i decydowali się na wirtualne dzieci. W przestrzeni cyfrowej będą kimś, natomiast w realnej – de facto niewolnikami globalnych korporacji, które będą łożyć podatki na tenże dochód gwarantowany, ale w zamian będą mieć klientów swoich wirtualnych usług. Ludzie nie będą się już przemieszczać i spotykać w realnym świecie, bo to przecież powoduje ocieplenie klimatu i niszczenie środowiska naturalnego.

To jest właśnie pomysł globalistów na to, by poprawić dobrostan Matki Natury. A przy okazji da im to totalną władzę nad masami ludzkimi i niezły zarobek. Oczywiście liczba ludzi w przyszłości ma spadać – choćby poprzez „uświadamianie” obywateli, że potomstwo niszczy klimat i że lepiej mieć wirtualne dzieci. Brzmi to jak teoria spiskowa, ale wszystko wyłożone jest w oficjalnych strategiach i projektach, które są już wprowadzane w życie, a które w dużej mierze tworzone są właśnie w Davos.

Kim jest „człowiek z Davos”, o którym pisał niegdyś Samuel Huntington, autor „Zderzenia cywilizacji”?

Huntington posłużył się pojęciem „człowieka z Davos” jako negatywnym stereotypem. Jego „człowiek z Davos” jest kosmopolitą – albo kimś, kto dla osiągnięcia zysku udaje kosmopolitę i działa jak kosmopolita – kierującym się w życiu wyłącznie potrzebą rynkowej dominacji, nieustannie poszukującym nowych rynków zbytu, pragnącym dokonywać nieograniczonej ekspansji na światowe rynki. Huntington zarzucał „ludziom z Davos”, że dokonują podboju i uniformizacji świata w imię agendy neoliberalnej. Pokazywał, że w imię utopijnego projektu ujednolicenia świata zgodnie z wypracowanym na Zachodzie demoliberalnym wzorcem ustrojowym niszczone są regionalne kultury, a także autonomia narodowych rynków.

Warto przypomnieć, że u podstaw tego kosmopolitycznego projektu leżą m.in. przemyślenia niemieckiego filozofa Immanuela Kanta, który wierzył, że poprzez handel uda się stworzyć coś w rodzaju republiki światowej – Kant wierzył, że jeśli cała ludzkość zostanie objęta siecią ekonomicznych powiązań, zapanuje globalny pokój.

Historia negatywnie zweryfikowała zarówno tezę Kanta, jak również przekonanie globalistów, że zachodni, demoliberalny model cywilizacyjny zostanie harmonijnie przyjęty przez wszystkie narody i cywilizacje świata i doprowadzi do szczęścia ludzkości.

Ilu jest „ludzi z Davos” i jaki mają oni wpływ na nasz świat?

Trudno powiedzieć, jak liczna jest to grupa. Na pewno są to szefowie i menedżerowie największych światowych korporacji, których jest kilkaset. Poza tym są to absolwenci różnych projektów Klausa Schwaba, tworzący globalne elity. Ludzi ze „stajni Schwaba” spotykamy w rządach państw, wielu z nich zostawało potem prezydentami czy premierami. Pod egidą Światowego Forum Ekonomicznego realizowane są programy, które co roku mają nową edycję, a skierowane są między innymi do młodych liderów, którzy w ten sposób dokooptowywani są do grona władców świata. Śmiem przypuszczać, że obecnie są to tysiące czy wręcz dziesiątki tysięcy osób, które znajdują się na kluczowych stanowiskach – w polityce, korporacjach, organizacjach międzynarodowych, a także najbardziej wpływowych NGO-sach. Nawet liderzy religijni są zapraszani do Davos i współpracują z Klausem Schwabem, oni także są już w tej sieci.

Czy globalne elity naprawdę tworzą sieć, a wręcz stanowią osobną klasę społeczną?

Wystarczy pojechać do Davos, chociażby na te coroczne spotkania, żeby przekonać się, że ci ludzie nie tylko się znają, ale że mają silne poczucie przynależności do pewnej grupy, by nie powiedzieć: kasty. Oprócz corocznych spotkań Światowego Forum Ekonomicznego, w Davos realizowanych jest też wiele programów całorocznych, które skupiają menedżerów wyższego szczebla, polityków, naukowców – podczas prac zespołów badane są trendy, opracowywane są strategie itp.

Moja teza jest taka, że nie mamy obecnie do czynienia z rządem światowym w rozumieniu centralnego, kolegialnego organu zarządzającego globalną gospodarką, lecz daje się zaobserwować procesy koordynacji działań różnych podmiotów.

Gdy zapoznamy się z listą osób i organizacji, które bywają w Davos i biorą udział w projektach realizowanych przez Klausa Schwaba, zobaczymy, że taka koordynacja faktycznie się tam odbywa. Bez trudu możemy zaobserwować np. koordynację polityk na globalnym szczeblu. Przykładem jest chociażby kwestia zrównoważonego rozwoju.

Jeśli przyjrzymy się wszystkim najważniejszym, międzynarodowym organizacjom – jak ONZ, WTO, Klub Rzymski, Fundacja Rockefellera, Fundacja Gatesów czy właśnie Światowe Forum Ekonomiczne – przekonamy się, że wszyscy mówią na ten temat jednym głosem. To samo widzimy w przypadku Komisji Europejskiej, która już reguluje nasze życie w sposób bezpośredni, chociażby poprzez zapisy Europejskiego Zielonego Ładu. Mówimy tutaj o koordynacji na szczeblu publicznym, ale dostrzec możemy ją także w przypadku podmiotów gospodarczych, które wdrażają w życie tę samą agendę.

Proszę o przykłady.

Firma Booking Holdings, właściciel i operator platformy Booking.com, wprowadziła w swojej aplikacji certyfikat „zrównoważonej podróży”, który obiekty turystyczne mogą otrzymać po spełnieniu szeregu kryteriów. Oczywiście klienci są zachęcani do tego, żeby wybierać właśnie obiekty posiadające ten certyfikat. Polski InPost wprowadza własne rozwiązania na rzecz zrównoważonego rozwoju, choćby poprzez stosowanie opakowań wielokrotnego użytku. Gdy weźmiemy do ręki bilet PKP, znajdziemy na nim informację, że podróżując koleją emitujemy dużo mniej dwutlenku węgla, niż gdybyśmy podróżowali samochodem. Widać tę koordynację także w mediach. W ostatnich miesiącach wielokrotnie wspominałam o akcji Gazety Wyborczej „Nie posiadam”, czyli o tworzeniu mody na to, żeby nie mieć rzeczy na własność, tylko przejść na ich współdzielenie – to także jest element agendy globalistycznej. Podsumowując, widać tę koordynację na wielu poziomach. Mamy tutaj do czynienia z tak zwaną wspólną narracją, czyli pewnym wspólnym celem, wspólną strategią, metodą, a także wytycznymi dotyczącymi public relations.

Na czym polega promowana przez Klausa Schwaba idea „kapitalizmu interesariuszy”?

Kapitalizm interesariuszy, czyli tak zwany „stakeholder capitalism”, jest przeciwstawiany kapitalizmowi akcjonariuszy („shareholder capitalism”), czyli udziałowców lub właścicieli. Interesariusze to wszystkie podmioty, których dotyczy działalność danej firmy – czyli nie tylko właściciele, udziałowcy, ale także pracownicy, kontrahenci, klienci, państwa, wspólnoty lokalne, środowisko itd. Do tej pory w biznesie panowała zasada wyrażona przez Miltona Friedmana: „business of business is business”. Czyli biznes służy temu, żeby właściciele się bogacili. Koncepcja kapitalizmu interesariuszy sprowadza się do tego, że oprócz wypracowywania zysku dla właścicieli firma ma obowiązek dbać o wszystkich interesariuszy, czyli o pracowników, kontrahentów, klientów, a także o środowisko naturalne.

Czyli założenia są słuszne.

Teoretycznie tak. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Z koncepcją kapitalizmu interesariuszy związana jest idea tak zwanego „obywatelstwa korporacyjnego” („corporate citizenship”). Klaus Schwab uważa, że korporacje powinny brać większą odpowiedzialność za świat i za kształtowanie polityki. Problem polega na tym, że jego koncepcja rozsadza cały republikański model rządzenia z partiami politycznymi reprezentującymi interesy poszczególnych grup wyborców (oczywiście mówimy tutaj o pewnym ideale, do którego powinniśmy dążyć).

Kiedy korporacje staną się graczami politycznymi – a Klaus Schwab mówi o tym wprost – pojawia się pytanie, kto miałby sprawować nad nimi kontrolę.

Mamy więc moim zdaniem do czynienia z propozycją zmiany ustrojowej w kierunku systemu otwarcie oligarchicznego, w którym wielkie korporacje, wykorzystując posiadane przez siebie zasoby, będą sprawowały realną, pozbawioną demokratycznej kontroli władzę. W takim ustroju państwa zostałyby sprowadzone do roli podrzędnej wobec rządów korporacji, natomiast instytucje demokratyczne stałyby się wyłącznie fasadą – zapewne kwestią czasu byłoby pojawienie się pytania, czy w ogóle są jeszcze potrzebne i użyteczne.

Kolejną propozycją Klausa Schwaba jest zastąpienie PKB nowym miernikiem rozwoju gospodarczego. Jakie jest Pani zdanie na ten temat?

Chodzi o tak zwane metryki kapitalizmu interesariuszy. Jako osoba zajmująca się między innymi cybernetyką społeczną, czyli sterowaniem społecznym, patrzę na ten pomysł właśnie z tej perspektywy – czyli jak ludzie będą bodźcowani, w jakim kierunku system będzie bodźcowany, co będzie z tego wynikało, jaki jest cel, co jest środkiem itp. Z tego punktu widzenia pomysł Schwaba wprowadzenia nowego systemu mierzenia rozwoju gospodarczego jest absolutnie kluczowy.

Schwab oczywiście słusznie zwraca uwagę, że PKB nie jest dobrym miernikiem – w społeczeństwie, w którym mamy bardzo duże rozwarstwienia społeczne, uśredniona wartość PKB może być dość wysoka i może to sprawiać mylne wrażenie, że jest to społeczeństwo generalnie bogate i dobrze rozwinięte.

Wzrost wskaźnika PKB powodują też wojny, katastrofy naturalne i inne kataklizmy. Biorąc pod uwagę powyższe, krytyka wskaźnika PKB, której dokonuje Schwab, jest w pełni zasadna – sam wzrost produkcji wcale nie musi oznaczać wzrostu zadowolenia społecznego. Schwab proponuje (a kilka globalnych korporacji już pracuje nad tym, żeby ten projekt wdrożyć), że powinniśmy opracować nowy system mierzenia rozwoju społecznego, który będzie uwzględniał takie czynniki jak zadowolenie z życia, poziom ochrony środowiska, dbanie o bioróżnorodność itp.

To również brzmi rozsądnie. W czym tkwi problem?

Tak, te postulaty z pozoru także wydają się słuszne, ale wedle mojej opinii widać wyraźnie, że ten system jest projektowany i będzie wprowadzany w ramach agendy zrównoważonego rozwoju. Zarówno w „Czwartej rewolucji przemysłowej”, jak i w „Wielkim Resecie” Schwab postuluje zmniejszenie poziomu produkcji dóbr, gdyż zdaniem zwolenników koncepcji antropogenicznych przyczyn globalnego ocieplenia aktualny poziom produkcji i konsumpcji narusza dobrobyt planety. Ludzie mają mniej konsumować, mniej się przemieszczać, świat ma być dużo mniej mobilny.

Odpowiedzią na zmniejszenie produkcji, a tym samym mniejszą dostępność dóbr konsumpcyjnych, ma być ekonomia i kultura współdzielenia, która miałaby w jakimś stopniu zastąpić kulturę posiadania.

Nie znaczy to jednak, że ludzie będą mniej konsumować – Schwab i inni autorzy mówią wyraźnie, że coraz większa część konsumpcji będzie odbywała się w świecie wirtualnym, lecz za realne pieniądze (za przykład tego trendu niech posłuży projekt tzw. Metawersum, realizowany obecnie przez firmę Meta Marka Zuckerberga). Na razie brzmi to jak science-fiction, ale bardzo zachęcam czytelników, żeby z uwagą przyglądali się tym procesom. Także z tego punktu widzenia wskaźnik PKB okazałby się niefunkcjonalny, gdyż nagle by się okazało, że mamy de facto zanik rozwoju – nie sądzę bowiem, żeby produkcja dóbr wirtualnych była uwzględniana przy obliczaniu PKB.

Natomiast jeśli dóbr materialnych będzie mniej, to PKB będzie spadać i w związku z tym trzeba wprowadzić nowy system, w którym bardzo ważnym elementem będzie np. stan środowiska naturalnego. Jeśli ludzie będą się mniej przemieszczać, mniej konsumować, to stan środowiska będzie się poprawiał.

Z ideami globalistów w rodzaju Klausa Schwaba współgrają koncepcje izraelskiego filozofującego historyka Yuvala N. Harariego, który wprost pisze np. o tym, że w przyszłości środki farmakologiczne rozwiążą problem ludzkiego braku zadowolenia z życia – w tym przypadku mamy do czynienia z wizją przyszłości niebezpiecznie bliską tej nakreślonej przez Aldousa Huxley’a w „Nowym wspaniałym świecie”.

Podsumowując, nowy wskaźnik rozwoju społecznego jest projektowany w kontekście tej nowej, globalistycznej agendy.

Firmy zaś dostosowują się do nowych trendów, żeby nie wypaść z rynku i móc prezentować się opinii publicznej jako liderzy innowacyjności. Ewidentnie mamy tutaj do czynienia z bodźcowaniem firm i przedsiębiorstw w taki sposób, aby dostosowywały się do tego nowego systemu sterowania społecznego.

Co najmocniej zaskoczyło Panią w trakcie pracy nad książką „Imperium Klausa Schwaba”?

Największym zaskoczeniem było dla mnie, gdy zdałam sobie sprawę, jak wielką pracę Schwab wykonał przez ostatnich 50 lat. Przez pół wieku konsekwentnie budował jeden projekt, skupiając wokół siebie coraz większą ilość osób i działając z coraz większym rozmachem. Jednocześnie chcę zaznaczyć, że nie uważam, jakoby to Klaus Schwab był panem i władcą świata – tak absolutnie nie jest. Natomiast z pewnością jest osobą, która odgrywa bardzo ważną rolę w systemie globalnego sterowania, zarówno jako niezwykle sprawny organizator, jak również pomysłodawca i spiritus movens. Jest to człowiek, który inspiruje innych do działania w określonym kierunku, zaś jego dokonania mogą stanowić dowód na to, jak wiele można zdziałać bardzo wytrwałą i konsekwentną pracą, wykonywaną z żelazną konsekwencją. Każdy, kto bliżej zna Niemców, dostrzeże tutaj silny wpływ niemieckiej kultury organizacyjnej, która bez wątpienia jest bardzo rozwinięta. Talent i zdolności organizacyjne Schwaba z pewnością bardzo przysłużyły się grupie posiadaczy, właścicieli największych koncernów i innych najbardziej wpływowych osób na świecie.

Dziękuję za rozmowę.

Sprawdź inne artykuły z tego wydania tygodnika:

Nr 129 / (25) 2022

Przejdź do archiwum tekstów na temat:

# Nowe technologie # Społeczeństwo i kultura

Być może zainteresują Cię również: